Andre Norton "Czarodziejka ze Świata Czarownic" - recenzja książki


Porwania, piraci, maszyny, magia

Kiedy Kathtea zorientowała się, że po niebezpiecznej przygodzie z Danzilem nie tylko straciła moc, ale także stała się zagrożeniem dla mieszkańców Zielonej Doliny w Escore, namówiła braci, by pozwolili jej wrócić do Estcarpu. Przeprawa przez góry została jednak udaremniona przez lawinę, a Kathteę uratował (porwał?) członek wędrownego plemienia. Na tym jednak podróż się nie kończy – bohaterkę czeka spotkanie z czarownicą, atak piratów, podróż do innego świata...

Zacznijmy ocenę od bardzo ważnej informacji: książka została napisana i wydana w 1968 roku. Jak pokazuje prosta matematyka, od tego czasu minęło niemal pół wieku. Andre Norton kładła podwaliny pod fantasy, jakie znamy, więc bez wątpienia czytając tę pięćdziesięcioletnią powieść możemy mieć wrażenie pewnej wtórności – ponieważ te motywy widzieliśmy już wielokrotnie. Nastąpiło tu swoiste odwrócenie czytelniczych doświadczeń: zaczęliśmy od końca, więc początek zdaje się kliszą. Miejmy to w pamięci.

A sama Czarodziejka ze Świata Czarownic? Jest nieco lepsza niż Troje ze Świata Czarownic czy Czarodziej ze Świata Czarownic. Na pewno mniej ogólna (ci, którzy mieli w rękach Troje na pewno pamiętają dość irytujący sposób prowadzenia narracji: skrótowy, kronikarski, jakby z perspektywy dłuższego czasu, nie skupiający się na szczegółach wydarzeń). Tu autorka wiernie towarzyszy Kathtei w jej podróży, przytacza dialogi, opisuje dość aktywnie kolejne wydarzenia. To na pewno plus. Czytało się to lepiej, zwłaszcza że akcja także została poprowadzona spójniej, a bohaterka nareszcie otrzymała zarówno osobowość, jak i uczucia. Widać to było już w Czarodzieju, tu mamy rozwinięcie. Na pewno pomógł też ukłon w stronę SF – w końcu odmiana od czarów i mocy.

Jednocześnie będzie nas, czytelników, prześladować zarówno sztywność dialogów, przypominających kwestie ze stylizowanego przedstawienia lub sesji RPG (bądźmy szczerzy – nikt tak nie rozmawia), jak i tendencja Norton do przeskakiwania znienacka sporych okresów w narracji. Przykład? Kathtea przybywa do obozu Vuppsalów, spotyka ich czarownicę i w ciągu jednego akapitu, między wierszami, dowiadujemy się, że minęło kilka tygodni. Ot, niespodzianka.

Uważnego czytelnika uderzą też dwie sprawy: niespójności i wyraźne nadużywanie rozwiązań typu deus ex machina. Ustami Kathtei, czasami też innych bohaterów, autorka wyjaśnia, że dana akcja miała miejsce, ponieważ moc działa tak a nie inaczej i nie trzeba więcej nic dodawać. Zwykle ma to też miejsce po danym działaniu, więc przez chwilę czytelnik znajduje się w stanie nieprzyjemnego zawieszenia.

Czy to dobra powieść? Nie. Ciekawa? Już prędzej. Wielu z nas wychowało się na tych powieściach i powrót po latach może być nieco bolesny – nie są już tak fascynujące jak 15 lat temu i dostrzegamy ich wady. Jednak młodsi, zaczynający dopiero przygodę z fantastyką czytelnicy powinni być zadowoleni. Czarodziejka jest lekka, nieangażująca, można ją czytać bez znajomości poprzednich części (Norton pięknie wyjaśnia realia świata oraz wydarzenia z wcześniejszych książek). Dla starszych może być ciekawostką, zerknięciem w przeszłość – od czasów jej powstania fantasy przeszło długą, często wyboistą drogę.

Świat Czarownic: Estcarp #5 - Czarodziejka ze Świata Czarownic

Autor: Andre Norton
Tłumaczenie: Ewa Witecka
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 8/2014
Tytuł oryginalny: Witch World: Estcarp Cycle: Sorceress of the Witch World
Rok wydania oryginału: 1968
Liczba stron: 320
Format: 130x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788310117984
Cena z okładki: 31,90 zł



blog comments powered by Disqus