Czarownik Iwanow śmieszy i przestrasza

Autor: Tomasz Nowak
Korekta: Bool
3 maja 2009

Pierwsza spośród Wędrowyczowych historii minipowieść wyczekiwana była z ciekawością, jak i z niepokojem. Poniekąd słusznie, a poniekąd nie, ale od początku.

Żeby czytelników zbyt długą fabułą naprzód nie przerazić, powieść owa zaczyna się… opowiadaniem. „Hiena” wystawia Jakuba oraz jego niedoceniany, zwłaszcza przez władzę, kunszt na próbę. Słuszne to wprowadzenie, o nieco odmiennym wydźwięku od opowieści znanych wcześniej, bo potem zaczyna się historia naprawdę długa: o złym czarowniku, co przybył zza Buga.

Zmagania Jakuba i „zawodowego” egzorcysty z powracającym co pewien czas demonem oraz jego kapłanem połyka się jednym tchem, ale… O ile w krótkich formach uproszczone rozwiązania, łatwe i szybkie wyjaśnienia spraw mile są widziane, o tyle w powieści ten sam model narracji nie sprawdza się. Dalej jest zabawnie, ale jakoś mniej „wiarygodnie”. Co więcej, absurdalny humor Pilipiuka w dużym stężeniu staje się trochę męczący. Oddechem jest nieco szersza arena wydarzeń, rozgrywających się w kilku różnych miejscach, co anonsowane jest zawsze krótkim, pełnym erudycji opisem wprowadzającym.

Najgorzej zaś wypada zakończenie, w stylu wielkiego mistrza urwanych fabuł, zapomnianego u nas nieco klasyka SF, Johna Wyndhama. Nie zdradzając szczegółów: rozwiązania typu „Szast! Prast!” rozczarowują. Nie oznacza to bynajmniej, że całość jest totalną klapą. Nie! Ale tak to już jest, że bardziej „monumentalna” forma domaga się przy zakończeniu większego huku, a tu go po prostu zabrakło.

Także dalsze Pilipiukowe gawędy zawarte w tym tomie, a pomieszczono ich tu jeszcze cztery, nie biegną tym samym torem, co wcześniejsze. To właściwie bardziej żarty niż konkretne historie. Na początek krótka „Bestia” o, mówiąc eufemistycznie, starciu groźnego drapieżcy z podróżującym Wisłą egzorcystą z Wojsławic. Tuż za nią również kilkustronicowe spotkanie Jakuba z miejskimi gołębiami, opłakane nieco w skutkach („Mięcho”). I wreszcie dłuższa opowieść o tym, jak to Wędrowycza diabli wzięli – do piekła oczywiście – i co z tego wynikło. Zbiór zamyka treściwy „Protokół zatrzymania”, z którego jednak czytelnicy żądni wiedzy i frapujących szczegółów z życia egzorcysty nie poznają ich więcej ponad to, z czym zetknęli się już wcześniej.

Końcowe teksty są co prawda niewielkie, ale z mocą budują mit Wędrowycza. Sprytne i zabawne zarazem. Chociaż u osób rozczytanych wyłącznie w opowiadaniach muszą wzbudzić uczucia mieszane.

W ręce moje trafiło wydanie drugie książki, co, jak słychać, oszczędziło mi wielu wrażeń redakcyjnych. To dobrze, że teksty się poprawia, ale czy musi dziać się to dopiero wskutek dobiegającego zewsząd zgrzytania zębami przez czytelników? Inną sprawą jest natomiast sam język narracji. Toporny i siermiężny, wydaje się dopasowywany do kalibru głównych bohaterów. Czasem ciężko ciosany, kole w oczy i uszy, to prawda, ale gotów byłbym przyjąć, że wszystkie te „zadziory” powstały umyślnie. Jednak zważywszy na wcześniej podnoszone zarzuty redakcyjne, w stu procentach takiej pewności mieć nie można.

Ale to wszystko nic. Iwanow przestrasza, Wędrowycz śmieszy, Pilipuk tumani… Czy może na odwrót? Grunt, że spełnia się główne motto serii: zabawa dobra jest!

Kroniki Jakuba Wędrowycza #2 - Czarownik Iwanow (wyd. IV)

Autor: Andrzej Pilipiuk
Ilustrator: Andrzej Łaski
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 4/2009
Seria wydawnicza: Bestsellery polskiej fantastyki
Liczba stron: 272
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7574-051-6
Wydanie: II
Cena z okładki: 29,99 zł
Materiały powiązane:




blog comments powered by Disqus