Recenzja książki "Żmija"

Autor: Bartosz Czartoryski
Korekta: Bool
5 grudnia 2009

www.gildia.pl
Żmija.
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 31,50 zł 35,00 zł
dodaj do koszyka

Gdyby oceniać  książki po okładkach, nasz wybór lektur obowiązkowych podczas buszowania po księgarskich półkach ograniczyłby się zaledwie do kilku, kilkunastu pozycji. Nawet postawiona obok najstraszniejszych horrorów wydawniczych, bijących po oczach swoim brakiem estetyki, „Żmija” Andrzeja Sapkowskiego przeraża chyba najbardziej. Wystarczy przenieść wzrok kilka centymetrów na prawo, by zobaczyć, o czym mowa. Zdziwić i rozczarować może zarówno mała jak na Sapkowskiego objętość dzieła, jak i jakość oraz faktura papieru, na którym zostało wydrukowane dzieło ojca „Wiedźmina”. Wszystkie te mankamenty wydają się jednak blednąć i nie mieć znaczenia przy znanym każdemu bibliofilowi niecierpliwym oczekiwaniu na zatopienie się w lekturze nowej książki ulubionego autora.
Dla wielu miłośników fantasy w Polsce nazwisko Sapkowski to wyznacznik jakości, gwarantujący, że owo oczekiwanie nie tylko się opłaci, ale i zaprocentuje. Jednak, w przeciwieństwie do recenzji hołubionego przez wszystkich „Wiedźmina”, opinie na temat „Żmii” w prasie papierowej i elektronicznej są nadzwyczaj powściągliwe, nierzadko z szacunku dla wcześniejszego dorobku autora.
Pierwszych kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt stron książki Sapkowskiego może być zaskoczeniem – trup ściele się gęsto, ale nie od czarów czy mieczy, lecz min, bomb i karabinów. Niezwykle plastyczne zmagania rosyjskich sił z mudżahedinami są niczym wyjęte prosto z powieści batalistycznej, a militarne akcje opisane z maestrią właściwą mistrzowi naszego rodzimego języka. Akcja „Żmii” toczy się wartko, a praporszczyk Lewart, protagonista powieści, wraz ze swoimi kolegami stacjonującymi w Afganistanie toczy boje nie tylko z wrogiem, ale i machiną partyjną oraz, przede wszystkim, z własnymi myślami. Nigdzie indziej, lecz w sercu i wyobraźni Lewarta będzie miała miejsce najważniejsza z bitew. Pomimo że momentami ociera się o banał, Sapkowski poświęca wiele miejsca wojnie jako czynnikowi zmieniającemu wrażliwość człowieka, wystawiającemu na próbę jego człowieczeństwo, jednocześnie sugerując, że istota ludzka nie ma w tej walce szans – albo straci życie, albo przetrwa i będzie niczym żywy trup.
Gdzie jednak w tym wszystkim fantastyka? Otóż Sapkowski operuje sugestią, niedopowiedzeniem, kolejne strony powoli przygotowują czytelnika na zderzenie z magią złotej żmii, która, niczym wprawna kochanka, kokietuje Lewarta, a co za tym idzie, nas. Wraz z żołnierzem wkraczamy na zakazany teren, odkrywamy świat przeszłości, pogrążamy się w narkotycznym złudzeniu, brodząc w złocie moszczącym wnętrza jaskiń. Popularny Sapek wie, jak wzbudzić ciekawość czytelnika, by ten wodził wzrokiem po kolejnych kartkach z wypisanym na twarzy  pytaniem „co będzie dalej?”.  
Sapkowski nie udziela jednoznacznej odpowiedzi, kim lub czym jest tytułowy gad, lecz złota żmija wydaje się być metaforą samego Afganistanu, którego śmiercionośne piękno przyciąga jak syreni śpiew, by omamionego nim mężczyznę zdusić i zdławić. Autor przypomina, że nikomu nie udało się w przeszłości podbić tego miejsca na mapie, ani wojskom Aleksandra Wielkiego, ani Rosjanom, ani Brytyjczykom. Nie uda się to też polskiemu kontyngentowi, który ląduje na piaskach pustyni na ostatnich stronach książki, obserwując żmiję znikającą między skałami.
Obok sennego klimatu rozgrzanej pustyni, kiedy z Lewartem odkrywamy po omacku świat magicznej pieczary, Sapkowski opisuje z precyzją świat, w który jesteśmy w stanie momentalnie uwierzyć. Z pewnością jest to zasługa mozolnych przygotowań, które pisarz poczynił przed przystąpieniem do realizacji projektu „Żmija”. Każda strona zasypuje nas fachowym słownictwem militarnym, a niektóre z późniejszych zdań to popis elokwencji Sapkowskiego, niezaprzeczalnie posiadającego budzącą szacunek wiedzę na temat wschodnich wierzeń i bóstw.
Twórca „Wiedźmina”  dowodzi kolejny raz, że w swoim warsztacie pisarskim operuje narzędziami dostępnymi tylko dla niewielu, łapie za litery i przekuwa  na literaturę nietuzinkową. „Żmiję” czyta się od deski do deski, i to nie tylko dlatego, że to raczej dłuższe opowiadanie, a nie powieść o objętości kilkuset stron. Powściągliwość recenzentów w nazwaniu „Żmii” książką godną postawienia na półce obok największych dokonań Sapkowskiego wynika nie tyle z braków literackich, co z potraktowania przez Supernowę czytelnika jako bezkrytycznego połykacza wszystkiego, co nosi nazwisko „Sapkowski” na obwolucie – koszmarnej i nieestetycznej. W dobie, kiedy ukazują się książki wydane tak ładnie jak chociażby „Wroniec” Jacka Dukaja, maleńka „Żmija” może zniknąć bez śladu wśród innych pozycji stojących na księgarskiej półce.

Żmija

Autor: Andrzej Sapkowski
Wydawnictwo: SuperNOWA
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 10/2009
Liczba stron: 250
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-75-78-021-5
Wydanie: I
Cena z okładki: 33,90 zł


blog comments powered by Disqus