"Dziunia" - recenzja książki

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
Korekta: Szczepan Matyjasek
15 października 2013

Bez odpowiednich połączeń i serotoniny

Od dwóch lat w Tygodniku Ciechanowskim ukazuje się seria felietonów Humoreski ponure autorstwa Anny M. Nowakowskiej właśnie. Chyba nie można byłoby lepiej opisać, do jakiego gatunku literackiego mogłaby należeć Dziunia, gdyby ktoś pokusił się o próbę systematyzacji tej powieści. Obyczajowa? Feministyczna? Tragedia? Komedia?

Anna Nowakowska pisze od lat: felietony, reportaże, książki. Dziunia to jej pierwsza powieść. Z zawodu pani Anna jest terapeutką, pomaga kobietom, które od dzieciństwa nie zaznały wiele ciepła i radości, za to dużo przebywały z kochającymi wujkami, mającymi swoje potrzeby, albo z ojcami, którzy kochać nie umieli, za to wiele pili. Zupełnie takimi, jak tato Dziuni.

Bo tej dziewczyny po prostu nie dało się lubić. Spłodzona niechcący, przypadkiem urodzona (w szkolnej toalecie), wyglądała jak nieszczęście – i nieszczęścia miała sprowadzać dookoła, a na siebie najczęściej. Dodatkowo Prezes pokarał ją wybitną inteligencją i pamięcią, która gromadziła wszystko. Lata 60. nie sprzyjały dziwnym nieślubnym dzieciom (z me-za-lian-su), więc i ślub sprowadziła na rodziców, łamiąc im przyszłość i kariery, jak jej powtarzano. W przedszkolu dzieci się z nią nie bawiły, w wiejskiej szkole w Zadupiu lubiła ją tylko Bunia. I Lubuś, jej brat, który miał zostać politykiem, ale na razie był złotym kłębkiem szczęścia. Ojciec regularnie przypominał jej o tym, że nikt jej nie lubi, przy pomocy gumowej krowiej sondy i kilku razów w tyłek. Matka dbała o nią, ale nie do końca jej wychodziło. Tylko wiejskie Dziwki Dyżurne czuły do Dziuni sympatię – jakby wyczuwając, że Dziunia jest dobrym człowiekiem, tylko nikt tego nie rozumie. Ta książka to biografia Dziuni – od niefortunnych narodzin (a nawet poczęcia) do początku liceum, kiedy Dziunia narodziła się na nowo, ale nie na lepsze.

Narratorka – obiektywna i (niemal) wszystkowiedząca – opowiada nam o życiu Dziuni z najdrobniejszymi szczegółami. Od połączeń mózgowych Dziuni (którymi nikt się w czasach kolektywnych nie przejmował, a których brak w odpowiedniej konfiguracji był całą przyczyną nieszczęścia), po szczegóły takie, jak Palec Pana Tadzia, który odebrał jej dziewictwo, przynajmniej technicznie. Często też robi wycieczki w zakamarki myśli Mamy, Taty, Dziadostwa i innych osób, które były w życiu Dziuni na tyle istotne, że postanowiła je zapamiętać. Mamy dzięki temu pełny podgląd na dorastanie tej dziwnej, organicznie niezdolnej do empatii dziewczynki, która później stała się równie dziwną, ale już cyniczną do szpiku kości kobietą. Gorzko-kwaśne dzieciństwo Dziuni w Zadupiu, a później w niewiele większym Sczezłem jest historią fascynującą i przerażającą zarazem.

Równie ważne, co sama opowieść, jest tło wydarzeń. Lata 60. nie były łaskawe dla Dziuń. PRL nie znał pojęcia "niedoboru serotoniny", podobnie branie na kolana małych dziewczynek (lub spędzanie z nimi sesji szybkiego seksu w piwnicy z pająkami, nagradzane czerwonymi lakierkami) nie było naganne. Co najwyżej źle widziane. O wszelkich postępach młodego człowieka (Dziuni) decydowały układy i znajomości. Od dobrej szkoły w Gie (i warszawskiej podstawówki dla wybitnych dzieci wybitnych obywateli), poprzez zakończone fiaskiem próby kariery śpiewaczki (bo Dziunia miała Głos – przez duże G – ale konkurentka miała biust i sypiała z odpowiednią osobą), aż po Dziuniowe odrodzenie w pierwszej klasie liceum, wszystko zostało załatwione dzięki znajomościom.

W tym otoczeniu wszechobecnej szarzyzny oraz umysłowej malizny Zadupia i Sczezłego poznajemy postaci (indywidua), które będą miały na Dziunię największy wpływ. Studium alkoholizmu Ojca Dziuni, zapadanie się w sobie Mamy, groteskowa wręcz złośliwość i podłość Babki Pułkownikowej i cicha dobroć Babuni – to tylko niektóre opisane charaktery. Bohaterowie ci (albo Antybohaterowie, jak zaczniemy czasem myśleć) zostali skonstruowani w przemyślny, realistyczny sposób. Widziani oczami Dziuni i rozkładani przez nią na czynniki pierwsze, stają się realistyczni i czasem wręcz przerażająco autentyczni. Obiektywna, miejscami beznamiętna relacja dodatkowo nadaje im rys prawdziwości, co czytelnika (Czytelniczkę) może nawet przerazić.

Sam układ powieści, chociaż chronologiczny, trudno nazwać tradycyjnym. Wątki poboczne, wiele wtrąceń (nawiasy wydają się być przez autorkę lubiane – i te zwykłe, i kwadratowe), komentarze Dziuni, częste nurkowanie w gąszcz myśli innych bohaterów – początkowo może to wprowadzić chaos, nieco zestresować czytelnika (Czytelniczkę). Niezwykły język, pełen neologizmów, synonimów, powtórzeń, w połączeniu z próbami analizy psychologicznej poszczególnych bohaterów (często dokonywanych przez Dziunię) szybko może urzec (zarazić). Nadaje dodatkowych barw tej tragikomedii.

Więcej, mimo szczerych chęci, w recenzji powiedzieć się nie da. To nie standardowa książka dla pań (kobiet, Dziuń), ale dziwna, miejscami przejmująca, czasem kpiąca i prześmiewcza powieść dla tych, którzy (które) mają chęć nieco się "przybić" w wolnej chwili. Interesująca, po przeczytaniu wywołuje odruch pogłaskania w zadumie okładki. Nie przypadnie do gustu każdemu (każdej), choćby ze względu na charakterystyczny styl, ale warta jest podjęcia próby.

Dziunia

Autor: Anna Maria Nowakowska
Wydawnictwo: W.A.B.
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 6/2013
Seria wydawnicza: Z miotłą
Liczba stron: 384
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788377478004
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł



blog comments powered by Disqus