Recenzja książki "Atlas zbuntowany"

Autor: Henryk Tur
Korekta: Bool
26 stycznia 2010

Wszyscy wiemy, co oznacza termin „książka-cegła”. Tak nazywamy duże tomiska, które wagą i gabarytami niewiele różnią się od cegieł. Jednak dla „Atlasu zbuntowanego” wypadałoby użyć określenia „książka-pustak”, ponieważ mamy tu dokładnie 1323 (słownie: tysiąc trzysta dwadzieścia trzy) strony bitego tekstu! Mimo rozmiarów książkę pochłania się w dość szybkim tempie.

Na wstępie od razu zaznaczę, że mamy tu do czynienia z Dziełem (tak, przez duże „D”), które swój pierwodruk miało ponad 35 lat temu i przyniosło autorce sławę. Jego fabuła osadzona jest w alternatywnej historii świata, czas akcji możemy ulokować na początku XX wieku, w którym jednak nie było I wojny światowej (nie pada o niej ani jedna wzmianka), za to rządy dały się porwać – na swoje nieszczęście – ideom komunizmu…

Jako że mamy tu naprawdę bogatą w motywy powieść, dla wygody pozwolę sobie wyróżnić z niej kilka głównych wątków, które dopiero splecione ze sobą tworzą jedną całość. Pierwszym są losy czterech postaci: Dagny Taggart, Hanka Reardena, Francisca d’Ancony oraz Johna Galta. Drugim – opowieść o świecie pogrążającym się w szaleństwie socjalistycznej utopii. Trzecim – samotność wybijających się ludzi w systemie, który dąży do zrównania wszystkich, niezależnie od tego, co sobą reprezentują.

Tytułowy „Atlas zbuntowany” to oczywiście mityczny tytan, który dźwiga na swych barkach niebo i ziemię. Co by jednak się stało, gdyby nagle rzekł „dość”? Odpowiedź poznajemy stopniowo. Gdy rozpoczynamy lekturę księgi, wita nas pytanie, które usłyszymy potem wielokrotnie: kim jest John Galt?
Dagny Taggart słyszy je także nieraz w ciągu swych licznych spotkań oraz służbowych podróży. Jest ona potomkinią Nata Taggarta, założyciela linii kolejowych Taggart Transcontinental, które łączą ze sobą rozdzielone przez wielka rzekę Stany, sięgając od wschodniego wybrzeża po zachodnie. Używając współczesnego języka, moglibyśmy nazwać ją energiczną, przebojową bizneswoman, która nie boi się ryzyka, zaś na swój sukces naprawdę ciężko pracowała.
Słyszy je również Hank Rearden, który uczciwą i ciężką pracą wybudował potężną hutę i wynalazł po latach badań swoją własną odmianę metalu, który jest lżejszy i bardziej wytrzymały od normalnego, jednak rząd chce wymusić na nim udostępnienie receptury produkcji. Hank Rearden to zresztą postać tragiczna – jego własna rodzina odwraca się do niego, ponieważ zapewnił im luksus i komfortowe życie, ale „czy jest to ważne, skoro najważniejsze są uczucia”? Żona Hanka i jego matka oraz brat działający w organizacji dosłownie obszczekującej Readerna nie wahają się jednak brać od niego pieniędzy, gardząc zarazem jego pracą i całym dorobkiem życia, który zapewnia im wygodne życie.
Nieco innym typem jest Francisco d’Ancona, potomek starego argentyńskiego rodu, który zbił fortunę dzięki odziedziczonym kopalniom miedzi. To właśnie jego firma jest głównym dostawcą tego surowca dla USA. Frisco to także przyjaciel z dzieciństwa rodzeństwa Taggartów, zaś z Dagny łączy go uczucie będące czymś pośrednim między przyjaźnią a miłością.
Los splata drogi całej tej trójki w świecie pogrążającym się w galopującym socjalizmie.

Czytamy o Angielskiej Republice Ludowej, Duńskiej Republice Ludowej, Meksykańskiej Republice Ludowej i czujemy, że bliski jest czas, gdy również USA stanie się tego typu tworem, gdzie wprowadzono chore zasady równości aż do przesady. Wyobraźmy sobie fabrykę zatrudniającą tysiąc osób, gdzie niezależnie, czy jest się sprzątaczką, czy dyrektorem, zarabia się tyle samo, zaś wszystko należy do wszystkich. Kto myśli o swej własności, jest amoralną, aspołeczną jednostką, godną największego potępienia. A jak pokazuje to doświadczenie – gdy wszystko jest wszystkich, to tak, jakby było niczyje. Zero odpowiedzialności, choćby skutki były straszliwe – od zepsutej maszyny zaczynając, na wypadkach przy pracy kończąc. Następuje niemal powszechna nacjonalizacja. Kto się wychyla, jak Rearden, zaraz otrzymuje odgórne nakazy rządowe dotyczące zmniejszenia produkcji, aby inne zakłady, w których stosuje się przestarzałe technologie, a pracownicy po prostu się obijają, mogły wyprodukować tyle samo (bo i w produkcji ma być równość). Pieniądze traktowane są jak coś złego, a ich zarabianie uczciwą i ciężką pracą urasta niemal do rangi zbrodni. Najważniejsze stanowiska obsadzane są po znajomościach, poczynając od urzędu prezydenta USA.

Świat zaczyna szybko odczuwać skutki „dobrodziejstw” socjalizmu. Zakłady padają jeden po drugim, gospodarka leci na łeb, na szyję, bieda i ubóstwo zaczynają się szerzyć w błyskawicznym tempie, prowadząc do regresji cywilizacyjnej całych obszarów kraju. Jednak rządzący socjaliści są jak najbardziej z siebie zadowoleni, bo „wszyscy mają wszystko po równo”, a „miłość ma zwyciężyć każdy problem’. Nie sądźcie jednak, że najwyżsi hierarchowie świata to ślepi fanatycy. To po prostu banda cwaniaczków, która znalazła sobie wygodne wymówki i doskonale żyje, mając w pogardzie tych, który wprowadzają w życie ich świadomie chore pomysły.

Aspekt trzeci opowiada nam właśnie o walce głównych bohaterów z tym systemem, który rozpanoszył się po całym świecie. Samotni i opuszczeni przez wszystkich, nadal wierzą w zdrowy rozsądek i nie dają się mamić bzdurom, na lep których poszła większa część świata. Większa, jednak nie cała. Od czasu do czasu gazety piszą o zatapianiu okrętów transportowych płynących z Europy do Ameryki, jednak piraci zawsze dbają o to, by załoga przeżyła w dobrym zdrowiu, a ładunek poszedł na dno. Są też inne incydenty wskazujące na to, że nie każdy człowiek na świecie z radością przyjął nowy, powszechny system, zaś symbolem oporu staje się John Galt. Niestety, na jego temat napisać nie mogę, bowiem zepsułoby to przyjemność z czytania „Atlasu zbuntowanego”, ale postać ta przewija się od pierwszej do ostatniej strony powieści.

Ayn Rand stworzyła naprawdę wielką rzecz, a w dodatku nie jest to powieść nudna ani rozwlekła. Jej akcja toczy się dość szybkim tempem, a przewracając kolejne strony jesteśmy naprawdę zaciekawieni, co jeszcze wydarzy się w tej linii historii, która – na szczęście – nas ominęła. Jest to zarazem opowieść ilustrująca filozofię pisarki – połączenie obiektywnego racjonalizmu i liberalnego kapitalizmu, który można zdefiniować następująco: Człowiek - każdy - jest sam dla siebie celem, a nie narzędziem służącym realizacji celów innych ludzi. Idealnym systemem polityczno-ekonomicznym jest liberalny kapitalizm. To jest system, w którym ludzie współdziałają nie jako kaci i ofiary, ani jako panowie i służba, ale jako handlowcy, z nieprzymuszonej, wolnej wymiany dóbr dla wzajemnej korzyści. Rzeczywistość istnieje jako obiektywny absolut - fakty to fakty, niezależnie od naszych uczuć, życzeń, nadziei czy obaw. Rozum (umiejętność identyfikacji i kojarzenia informacji dostarczonych przez zmysły) jest jedynym dostępnym człowiekowi narzędziem poznawania rzeczywistości, jego jedynym źródłem wiedzy, jego jedynym motywem działania i podstawowym sposobem przetrwania.

Zapraszam do lektury „Atlasu zbuntowanego”, ponieważ warto poznać tę powieść, a jeśli któryś z waszych znajomych ma ciągotki w „lewą stronę”, dajcie mu to do przeczytania. Wyleczy się z tego błyskawicznie. Warto też wspomnieć, że sama autorka naprawdę nazywała się Alissa Zinowiewna Rosenbaum i miała wątpliwą przyjemność przeżyć rewolucję bolszewicką, która znacjonalizowała majątek jej rodziny. Można więc być pewnym, że opisy nacjonalizacji w książce opisują fakty. Ale pomijając nawet to, „Atlas zbuntowany” to po prostu ciekawa książka, opisująca, jak sprytne pasożyty pod hasłem wspólnego dobra mogą zaszkodzić wszystkim.

Atlas zbuntowany

Autor: Ayn Rand
Tłumaczenie: Iwona Michałowska-Gabrych
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 1/2005
Tytuł oryginalny: Atlas Shrugged
Rok wydania oryginału: 1957
Seria wydawnicza: Kameleon
Liczba stron: 1324
Format: 135x205 mm
Oprawa: twarda
ISBN: 83-7150-969-3
Wydanie: I
Cena z okładki: 49 zł


blog comments powered by Disqus