Bartłomiej Jucha "Bank Violettkäfer" - recenzja powieści

Autor: Aleksandra Bacdorf
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
28 maja 2016

Jak dotąd byłem tak zwanym ślepakiem

Powieść Bank Violettkäfer. Dział Depozytów Nadzwyczajnych Bartłomieja Juchy jest niezwykle dopracowana jak na debiut. Autor dzieli się z czytelnikami książką, którą pisał kilka lat i po przeczytaniu efektu końcowego zdaje mi się, że naprawdę musiał jej poświęcić wiele godzin swojego wolnego czasu.

Wacław jest spokojnym, pedantycznym (chwilami wręcz w sposób przypominający fanaberie detektywa Monka) kasjerem w banku. Mimo że szefem całego biznesu jest jego ojciec, Wacław broni się "rękami i nogami” przed jakimkolwiek awansem, który równałby się z tymi okropnymi, wprowadzającymi w życie zamęt zmianami. Nie ma jednak wyboru, gdy rodzic oświadcza mu, że ma się pakować i jechać zrobić porządki w starym opuszczonym banku w lesie setki kilometrów dalej. I tu zaczyna się przygoda.

Gdy odebrałam na poczcie przesyłkę, miałam dobre przeczucia co do Banku Violettkäfer i od razu chciałam zasiąść do czytania. Nie tylko nie zawiodłam się, ale i byłam wręcz zaskoczona treścią i dojrzałością lektury. Powieść zaczyna się jak niewinna bajka – gdy bohater dociera do tajemniczego banku, spotyka dozorcę, który kolejno oprowadza Wacława po zakamarkach obiektu. A nowy dyrektor ma niełatwe zadanie, bowiem wszystko jest zniszczone i sypie się, a do tego w rurach coś dziwnie stuka i puka.

Jak się okazuje, bank nie jest wcale takim zwykłym miejscem, a jego klientela nie do końca pochodzi z naszego świata. Prawdziwy problem i akcja zaczynają się wraz z pojawieniem się pierwszego depozytu. Od tej pory zapewne fabuła już kilka razy was zaskoczy i może, jak ja, zdążycie szybko pokochać to dziwne miejsce, jednak nie ma tak dobrze – zmian, których Wacław tak nie lubi, jest coraz więcej, a on sam jest coraz bardziej brudny (w jego mniemaniu – pokryty bakteriami, roztoczami i czymkolwiek innym, co sobie jeszcze wymyśli).

Losy głównego bohatera zmieniają się jak w kalejdoskopie, a jego poczynania naznaczone są niezliczonymi zrządzeniami losu, czasem wychodzącymi mu in plus, czasem nie do końca. I to jest naprawdę fajne w powieści Bartłomieja Juchy – tak naprawdę trudno jest przewidzieć, co się stanie na następnej stronie, a, jak wiadomo, zaskoczenie jest jednym z większych plusów każdej powieści.

W Banku Violettkäfer spotykamy całkiem pokaźną gromadkę bohaterów, jednak, na szczęście, nie ma szans pogubić się "kto, co, gdzie i kiedy”. Może i autor nie zagłębił się w psychikę postaci, jednak ich opis  spokojnie wystarcza do umiejscawiania ich w fabule, która płynie, i płynie, i płynie… I chwilami natyka się na mniejsze lub większe sztormy. Zarówno na podstawie bohaterów, jak i opisów mogę wam powiedzieć jedno: czytelnik musi kryć w sobie niezłe zasoby fantazji i wyobraźni, nie tylko po to, żeby wykreować w swym umyśle kolejno napotykane persony i cały świat tworzony przez pisarza, ale i – a może przede wszystkim – żeby nadążyć za akcją.

Bank Violettkäfer. Dział Depozytów Nadzwyczajnych jest bardzo dobrym debiutem Juchy. W powieści znajdziemy najróżniejsze postacie, dziwne miejsca, kilka "sytuacji bez wyjścia” i, co jak dla mnie ma duże znaczenie, pokłady niewymuszonego humoru: co jakiś czas się uśmiechałam, ale w pewnym momencie wydarzenia zostały okraszone takimi dialogami, że dosłownie co chwilę parskałam śmiechem. Według mnie ta powieść jest tak… urocza (?), że po prostu nie da się jej nie polubić.

Bank Violettkäfer. Dział Depozytów Nadzwyczajnych

Autor: Bartłomiej Jucha
Wydawnictwo: Wydawnictwo Nokturn
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 12/2015
Liczba stron: 520
Format: 145x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788393850266
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,99 zł


blog comments powered by Disqus