Recenzja książki "Saturn"

Autor: Bool
6 kwietnia 2006

Saturn jest trzecim tomem cyklu science fiction "Planety", należącego do sagi "Droga przez układ słoneczny" Bena Bovy. Seria ta przedstawia trudy podboju naszej galaktyki przez ludzi silnych, odważnych i dalekowzrocznych, w świecie nie całkiem odległej przyszłości.

Gdy na Ziemi do władzy nad globem dochodzą ugrupowania skupiające religijnych fanatyków, takie jak Nowa Moralność czy Święci Apostołowie, wiele osób, przejawiających zbyt małe uwielbienie dla systemu, staje się niewygodnymi. Im samym zresztą też nie żyje się dobrze w realiach, gdzie człowiek dużo musi, a niewiele może, a ponadto jest pod stałym nadzorem.

Czytelnik trafia na moment, gdy finalizowany jest projekt wysłania w kierunku Saturna olbrzymiego statku kosmicznego, mieszczącego dziesięć tysięcy osób, które stworzą tam sobie własną, wolną i kompletną społeczność. Wszyscy "dysydenci i wolnomyśliciele" z ulgą, a nieraz i chęcią zostają "wyznaczeni na ochotników" do wzięcia udziału w tej wyprawie. Przydział na habitat Goddard jest dla nich szansą stworzenia sobie lepszego świata.

W końcu statek rusza. Panują na nim warunki zbliżone do ziemskich. Jest światło udające słoneczne i ekosystem roślinny, są domy, instalacje, kawiarnie, fabryki, warsztaty, laboratoria. Ludzie żyją tam zwyczajnie, wykonują swoją pracę, niektórzy lecą w kierunku Saturna z całymi rodzinami. Celem ekspedycji jest dotarcie do atmosfery planety, zbadanie jej powierzchni i księżyców, w tym zwłaszcza Tytana, co do którego istnieją podejrzenia, że można na nim znaleźć życie. Spore zainteresowanie jednego z naukowców wzbudzają również pierścienie.

Emigranci nie wiedzą jednak, że wyprawa ma kilka dodatkowych celów, które znają tylko wybrane osoby. Wszakże jej sponsorami są właśnie Nowa Moralność i Święci Apostołowie, a te organizacje niezmiernie troszczą się o to, by wszędzie, nawet daleko w kosmosie, panował (ich) ład i żadne owieczki nie zbaczały z drogi cnoty. Wynikną więc z tego pewne tarcia i problemy.

Trochę w książce rozczarowuje położenie największego nacisku na intrygę sensacyjno-polityczną, a nie na opis drogi w przestrzeni czy ciał niebieskich. Inaczej rzecz ujmując, w Saturnie fantastyka jest tylko tłem i otoczką dla zmagań natury zupełnie przyziemnej. Pod koniec powieści zaczyna się to nieco poprawiać, bohaterów i czytelników spotyka kilka niespodzianek. Jedna z nich jest szczególnie ciekawa, udaje się bowiem znaleźć życie, choć w miejscu dość nieoczekiwanym.

Z pewnością za to nie zaskoczy nikogo to, którzy ludzie okażą się najbardziej pozbawieni moralności. Charaktery postaci są bardzo proste, a ich działania przewidywalne, co jest cechą wspólną dla wszystkich książek należących do kosmicznej sagi Bovy. W sytuacji, gdy nie przestrzeń i planety, a właśnie ludzie i ich działania są sednem powieści, prosi się niestety o większe skomplikowanie fabuły i psychologii bohaterów.

Można tę książkę z czystym sumieniem polecić fanom sagi "Droga przez układ słoneczny", ale dla czytelnika szukającego twardej fantastyki naukowej, bogatego opisu przestrzeni kosmicznej czy wartkiej akcji rodem ze space opery, Saturn oferuje chyba zbyt mało. Nie czyta się go źle, wręcz przeciwnie, całkiem przyjemnie, jednak może pozostawić poczucie niedosytu i nie do końca spełnionych oczekiwań.

Droga przez Układ Słoneczny: Planety #3 - Saturn

Autor: Ben Bova
Wydawnictwo: Solaris
Miejsce wydania: Olsztyn
Wydanie polskie: 8/2005
Tytuł oryginalny: Ben Bova's Grand Tour of the Universe: Saturn
Wydawca oryginalny: Tor Books
Rok wydania oryginału: 2003
Seria wydawnicza: Droga przez Układ Słoneczny
Liczba stron: 420
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-89951-15-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 35,90 zł
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus