Recenzja książki "Śmierć gazet i przyszłość informacji"

Autor: Aleksander Krukowski
Korekta: Bool
6 września 2011

Czy czytasz gazety? Nie kolorowe magazyny wydawane w miesięcznym odstępie, ale zwykłe dzienniki informacyjne. I to te płatne, nie darmowe, rozdawane na ulicach miast. Jeśli nie, to książka Bernarda Pouleta jest poniekąd o Tobie.

Bernard Poulet, francuski dziennikarz, redaktor i medioznawca, swoją książkę "Śmierć gazet i przyszłość informacji" rozpoczyna niezbyt już odkrywczym stwierdzeniem, że czas gazet minął, że prasa informacyjna niedługo zniknie z rynku. Stanie się tak, ponieważ typowe gazety nie są już rentowne, przynoszą ciągłe straty i nie przyciągają inwestorów oraz reklamodawców, którzy wolą swoje kapitały lokować w innych mediach. Podnosi się ciągle wiek czytelników gazet, wierni tej praktyce odchodzą z tego świata a kolejne pokolenie stroni od brudzących palce stron, przedkładając nad nie ekrany komputerów.

Gdyby "Śmierć gazet i przyszłość informacji" kończyła się w tym momencie, nie byłaby warta uwagi, bo przecież to, co na początku mówi Poulet, powiedziano już wcześniej wiele razy i na wiele sposobów: gazety umierają, internet przejmuje ich rolę. Jednak autor odsłania przed czytelnikiem świeższe i ciekawsze aspekty sprawy.

Po pierwsze, upadek prasy posiada swe ideologiczne konsekwencje. Wynikają one z tego, że prasa sprzężona jest w pewien sposób z demokracją. Popularność codziennych gazet rośnie pod koniec XIX wieku – w okresie schyłku arystokracji, uwłaszczenia chłopów, postępu technologicznego, rozkwitu kapitalizmu i propagowania demokratycznych idei. Gazety stały się wtedy powszechne i tanie, dzięki czemu trafiały do klasy robotniczej, która okazała się nową siłą. To na ich łamach walczono o równouprawnienie kobiet, zniesienie niewolnictwa i rasowej dyskryminacji. Później gazety stały się organem kontroli, ujawniając rezultaty dziennikarskich dochodzeń demaskowały afery, krytykowały działania władz. Upadek prasy nie oznacza oczywiście upadku demokracji, ale stworzy pewną lukę, brak, z którym demokracja będzie musiała sobie poradzić.

Po drugie, mówienie o tym, że internet zastępuje prasę drukowaną, jest zbytnim uproszczeniem. Gazety, których redakcje są świadome potrzeb e-rynku i zdecydowały się na prowadzenie własnych witryn, zyskują nowych czytelników, ale konkurencyjność takich wirtualnych dzienników wobec ogromu specjalistycznych informacji w sieci jest wątpliwa. Poza tym internet też nie ma się tak dobrze, jak byśmy sobie tego życzyli – na co wskazują analizy przywoływane i czynione przez Pouleta.

Wreszcie po trzecie: internet tylko pozornie i krótkowzrocznie przejmuje demokratyczne idee. Poulet uważa, że w niedalekiej przyszłości doczekamy się czegoś na wzór klasowych podziałów w internecie, gdzie dostęp do ekskluzywnych, luksusowych materiałów będzie wiązał się z poważnymi opłatami, natomiast klasa ogólnodostępna pełna będzie informacyjnych śmieci. Dostępność i powszechność internetu zostanie więc zburzona i nie będzie on w stanie zająć miejsca po wymarłej prasie.

Prognozy Bernarda Pouleta są bardzo ciekawe. Jego analiza rynku prasowego dokładna i bezwzględna. Krótkie podrozdziały sprawiają, że książka jest przyjemna w lekturze, choć do jej zrozumienia potrzebne jest znajomość rzeczywistości wirtualnej. Największym minusem publikacji jest oderwanie od sytuacji polskiej. Oczywiście, zrozumiałym jest, że francuski dziennikarz nie pisze o polskiej prasie, ale doskonałym uzupełnieniem byłoby posłowie napisane przez jakiegoś polskiego medioznawcę, które treści zawarte w "Śmierci gazet..." odnosiłoby do rodzimego rynku.

Śmierć gazet i przyszłość informacji

Autor: Bernard Poulet
Tłumaczenie: Oskar Hedemann
Wydawnictwo: Czarne
Miejsce wydania: Wołowiec
Wydanie polskie: 2/2011
Seria wydawnicza: Mikrokosmos/ makrokosmos: literatura faktu
Liczba stron: 272
Format: 125x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788375362374
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,90 zł


blog comments powered by Disqus