Recenzja książki "Studnia wstąpienia"

Autor: Aleksander Krukowski
Korekta: Bool
30 listopada 2010

Przy wydaniu "Studni wstąpienia" zaszła ciekawa zbieżność. Otóż jest to drugi tom cyklu zapoczątkowanego przez "Z mgły zrodzonego", wydanego w 2008 roku. Wspomniana zbieżność polega na tym, że wydarzenia opisane w drugim tomie także rozpoczynają się w dwa lata po zakończeniu tomu pierwszego. Dziwnym, ale w swej dziwności całkiem miłym trafem czas fabuły i nasz czas pozatekstowy nałożyły się na siebie.

"Zrodzony z mgły" posiadał fabułę, którą bez oporów można by nazwać kliszową. Grupa różnych bohaterów staje do buntowniczej walki przeciwko najgorszemu z najgorszych – potężnemu władcy imperium. Po drodze czeka ich kilka intryg, romans i tym podobne standardowe elementy fantastycznego schematu. Skoro jednak misja kończy się sukcesem, despota zostaje pokonany, o czym może być tom drugi?

Tu autor wprowadza umiarkowanie pozytywne zaskoczenie. Tym razem do czynienia mamy z historią nie tyle zdobycia, co utrzymania władzy. Być może nie jest to oryginalność na skalę gatunkową, ale trzeba przyznać, że Sanderson jest tu jednak mniej wtórny niż w pierwszym tomie. Królem Środkowego Dominium zostaje Elend Venture, szlachcic, który przyczynił się do obalenia Ostatniego Imperatora. Miłosny związek z Vin gwarantuje mu poparcie skaa – robotniczej warstwy społeczeństwa Dominium. Jednak Elend nie jest dobrym władcą, a wrogie armie już zbliżają się do niestabilnej politycznie stolicy Luthadel.

Braki oryginalności w snuciu fabuły Brandon Sanderson nadrabia poprzez kreację unikalnego świata przedstawionego. W wielu książkach fantasy świat jest lekką modyfikacją tego znanego nam zza okna albo autor tworzy pewne uniwersum o rysach typowych. Podobne są lokalizacje, podobne rasy, podobna przyroda i architektura, ostatnio także w modzie: podobne kasty. Tymczasem świat Ostatniego Imperium jest inny, dużo bardziej ponury. W świecie tym rośliny mają przygnębiająco żółty kolor, a z nieba sypie się popiół. Rzeczywistość ta nie jest mroczna, straszna i gotycka, ale szara, smutna i pozbawiona nadziei. W "Studni wstąpienia" ten dekadencki nastrój udziela się też postaciom. Niegdyś wesoła grupa awanturników staje wobec egzystencjalnych problemów, które obnażą przed nimi pesymizm życia i, przynajmniej częściowo, wpędzą w nihilizm.

Drugą mocną stroną cyklu, która znajduje swe rozwinięcie w drugim tomie, jest unikalny system magii stworzony przez autora. Dokładne jego opisanie nie mieści się w ramach tej recenzji, nie jest też potrzebne. W skrócie jednak warto wspomnieć, że występujący w Ostatnim Imperium odpowiednik magów zbliżony jest raczej do alchemików, którzy jako piec alchemiczny stosują... własne żołądki. Połykają odpowiednie metale, by następnie dokonać transmutacji, która w specyficzny sposób wpływa na nich samych bądź otoczenie. System ten jest bardzo rozbudowany, uwzględnia różne typy adeptów, różny ich stopień zaawansowania i tak dalej. W "Studni wstąpienia" szczególnie dobrze prezentują się szeroko opisywane pojedynki pomiędzy takimi allomantami.

Stworzenie nietypowych realiów, jak i wprowadzenie własnego systemu magicznego wymaga sporego wysiłku. Sporego także w kategoriach obszerności opisów. Nic więc dziwnego, że "Studnia wstąpienia" liczy ponad 700 stron. I chociaż w tej części fabuła miejscami zwalnia na rzecz filozofowania czy politykowania, to i tak wciąga i kusi odmiennymi realiami.

Z mgły zrodzony #2 - Studnia Wstąpienia

Autor: Brandon Sanderson
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Wydawnictwo: Mag
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 1/2010
Tytuł oryginalny: Mistborn: The Well of Ascension
Rok wydania oryginału: 2007
Liczba stron: 640
Format: 135x200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7480-153-9
Wydanie: I
Cena z okładki: 9,99 zł


blog comments powered by Disqus