"Najmroczniejsza ciemność" - recenzja książki


 
 
Ciemno, ciemniej, najciemniej
 
 
Popularność trylogii Millennium Stiega Larssona sprawiła, że oczy fanów kryminałów i thrillerów zwróciły się w kierunku Skandynawii z jeszcze większą niż dotychczas uwagą. Umożliwiło to wielu obiecującym pisarzom zaistnienie na międzynarodowej scenie wydawniczej, jednak wywołało też falę masowej produkcji tytułów średniej jakości, nie wyróżniających się niczym szczególnym na tle podobnych publikacji. Niestety, Najmroczniejsza ciemność należy właśnie do takich książek.
 
Pozornie wszystko jest w jak najlepszym porządku – druga część serii o posterunku w Hammarby zawiera na pierwszy rzut oka elementy konieczne do stworzenia dobrej, pełnej napięcia powieści: jest jesienny i nieco mroczny Sztokholm, morderstwo (a nawet dwa), są zagubieni i zmagający się z traumą bohaterowie, jest zagadka i śledztwo. Czemu więc z tych składników powstaje tak ciężkostrawna całość?
 
Jako pierwszy zaczyna irytować język powieści: niezgrabne konstrukcje gramatyczne i absurdalne porównania (serce wali w piersiach jak zaciśnięta pięść) sprawiają wrażenie zwrotów dosłownie przetłumaczonych z języka oryginału, bez prób dopasowania do zasobu polskich frazeologizmów. Przekład Anny Krochmal i Roberta Kędzierskiego mógł – gdyby tłumacze wykazali się nie tylko znajomością szwedzkiego, ale także lekkim piórem i wyobraźnią – uratować tytuł, wbił mu jednak ostatni gwóźdź do trumny. O ile bowiem same niedoskonałości formy można by wybaczyć, o tyle w połączeniu z ogarniającym czytelnika znudzeniem i narastającą niechęcią do bohaterów są one grzechem ciężkim.
 
Najmroczniejsza ciemność napisana jest według prostego przepisu: weź tyle rozmaitych patologii i wynaturzeń, ile zdołasz, dobrze wymieszaj, a później rozdziel sprawiedliwie pomiędzy bohaterów negatywnych, dbając jednocześnie o to, aby ci pozytywni pozostali bez skazy. Protagoniści są tu zaangażowanymi w swoją pracę funkcjonariuszami policji lub praworządnymi obywatelami, którzy nie wahają się przebyć Sztokholm pieszo, niosąc ratunek opuszczonej przez matkę dziewczynce. Antagoniści natomiast to modelowe typki spod ciemnej gwiazdy: włosy mają przetłuszczone lub przynajmniej zmierzwione, zioną alkoholem, a ich wymięta odzież sprawia, że wywołują wrażenie ogólnej niechlujności, czego nie poprawia mętne (lub beznamiętne) spojrzenie. Jak w każdej bajce, ci dobrzy ratują sieroty i wychowują stadko dzieci, a źli molestują nieletnich i znęcają się nad żonami. Przy tak schematycznej historii nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, że wszystko kończy się dobrze, a niegodziwość i występek zostają ukarane. Jak w życiu.
 
Postaci są więc papierowe i czarno-białe, język – kaleki, a im dalej w Ciemność, tym gorzej. Obco brzmiące, podobne do siebie nazwiska bohaterów mylą się, ale cofnięcie się do wcześniejszych fragmentów i sprawdzenie czegokolwiek w treści książki wiąże się z poświęceniem jej dodatkowego czasu, którego z pewnością nie jest warta. Carin Gerhardsen udało się stworzyć kryminał, w którym już po przeczytaniu początkowych rozdziałów czytelnik może wskazać morderców – podczas lektury nie warto ulegać instynktom nabytym podczas czytania podobnych (ale lepszych) pozycji i odrzucać najbardziej oczywistych rozwiązań. Koniec końców, to właśnie one okażą się właściwe. 
 
Najmroczniejsza ciemność nie jest może książką pozbawioną jakichkolwiek zalet, jednak mocno rozczaruje na pewno osoby oczekujące skomplikowanej zagadki i dużej dawki napięcia. Opis śledztwa prowadzonego przez funkcjonariuszy z posterunku w Hammarby przypomina bardziej rutynowe dochodzenie w sprawie morderstwa niż skomplikowaną, wielopłaszczyznową intrygę, do jakiej jest przyzwyczajony czytelnik kryminałów. Niestety, realistyczny potencjał historii jest całkowicie zmarnowany z powodu braku głębi charakterów postaci – Carin Gerhardsen podaje odbiorcy wszystkie odpowiedzi jak na tacy, wyjaśniając prosto i klarownie powody, które sprowadziły jej czarne charaktery na złą drogę. W efekcie Ciemność ani nie porusza naturalizmem i wiernością odwzorowania realiów pracy szwedzkiej policji (co mogłoby być ciekawe), ani nie wciąga czytelnika w zagadkę opisywanej zbrodni. Losy detektywów z Hammarby i rodzin zamordowanych ofiar śledzimy bez emocji, nie skupiając się na detalach, zastanawiając się bezustannie, kiedy właściwie akcja nabierze tempa. Najciekawszy wątek powieści – tożsamość nieuchwytnego gwałciciela, który zaatakował jedną z funkcjonariuszek policji – jest tu jedynie zarysowany i prawdopodobnie zostanie rozwinięty dopiero w kolejnych tomach. Niestety, Najmroczniejsza ciemność jest tytułem, w przypadku którego zapowiedź kolejnej części nie jest obietnicą, a ponurą groźbą. Przeczytać – oczywiście – można. Pojawia się tylko pytanie, czy naprawdę w okolicy nie ma żadnej innej książki?

Hammarby #2 - Najmroczniejsza ciemność

Autor: Carin Gerhardsen
Wydawnictwo: Rebis
Wydanie polskie: 2013
Tytuł oryginalny: Mamma, pappa, barn. The Hammerby Series 2
Rok wydania oryginału: 2008
Liczba stron: 392
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788375107845
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł


blog comments powered by Disqus