Recenzja książki "Miasto upadłych aniołów"

Autor: Aleksander Krukowski
Korekta: Bool
21 lipca 2011

Seria "Dary Anioła" zaplanowana była jako trylogia. I rzeczywiście, trzeci tom cyklu, "Miasto szkła", wydawał się większość wątków rozwiązywać, choć samo zakończenie pozostawało otwarte. Później pojawiła się seria "Diabelskie maszyny", która stanowi prequel dla "Darów...". Teraz okazuje się, że "Dary Anioła" nie pozostaną trylogią, lecz zostają poszerzone o trzy kolejne części, które otwiera "Miasto upadłych aniołów". Pomieszane? Odrobinę, zważywszy na to, że kolejne tomy "Darów Anioła" wydają się powiązane (choćby galerią postaci) z "Diabelskimi maszynami".

Choć formalnie rzecz biorąc "Miasto upadłych aniołów" stanowi czwarty tom "Darów Anioła", to cezura oddzielająca tomy I-III oraz IV-VI jest wyraźna. Sytuacja pod koniec "Miasta szkła" uspokaja się, w związku z czym "Miasto upadłych aniołów" rozpoczyna nowy obrazek: portret zbiorowy bohaterów, którzy po wycieńczającej wojnie próbują na nowo ułożyć sobie życie. Clary wraca do Brooklynu, gdzie szkoli się na Nocnego Łowcę, starając się jednocześnie budować swój związek z Jace'em. Jej matka i wilkołak Lucian szykują się do ślubu. Magnus i Alec wyruszają w miłosną tułaczkę, a Simon powiela stereotyp uwodzicielskiego wampira, spotykając się jednocześnie z dwoma dziewczynami. Sielanka jednak zostaje szybko zakłócona. Ktoś morduje Nocnych Łowców, Jace ma kłopoty z własną tożsamością i dystansuje się nie tylko wobec Clare, ale i całego świata, a Simon nie może znaleźć akceptacji ze strony swojej matki, podobnie jak jego dziewczyny nie mogą zaakceptować siebie na wzajem.

Znaczna część "Miasta upadłych aniołów" poświęcona jest budowaniu wątków fabularnych. To dość dziwne uczucie, jeśli pamiętamy, że znajdujemy się w samym środku serii. Tu jakby wszystko zaczyna się od nowa, wszystko jest piękne i nagle zaczyna się psuć. Z czasem akcja nabiera tempa i autorka zaskakuje złożonością intryg. Kulminacja zaś – jeszcze bardziej zaskakująca – wywołuje tylko jedną reakcję, niczym hipnotyczny rozkaz: sięgnij po kolejny tom!

"Dary Anioła" należą do popularnego ostatnio gatunku powieści określanego jako paranormal romance. "Miasto upadłych aniołów" staje się jednak mniej paranormal a bardziej romance. Być może wrażenie to powstaje na skutek przyzwyczajenia się do świata znanego z poprzednich części. Bo przecież mamy tutaj wampiry, wilkołaki, pół-anioły i cały ten paranormalny arsenał, a jednak przechodzimy obok niego bez wielkiego zdziwienia. Natomiast coraz więcej uwagi poświęca się romansowej stronie powieści. Romansowej na różne sposoby. Związków miłosnych w książce nie brakuje, są one różnorodne – szczęśliwe i nieszczęśliwe, heteroseksualne i homoseksualne, mamy miłosne trójkąty, pełen zestaw możliwości. Ale także z tradycji powieściowych romansów czerpie Clare takie elementy jak zemsta czy zdrada. I robi to całkiem sprawnie, bo tempo wydarzeń oraz ich rozwój, niespodziewane rozwiązania i komplikacje należą do najmocniejszych stron tak "Darów Anioła", jak i w szczególności "Miasta upadłych aniołów".

Książka nie jest więc równa, bo równą być nie może. Clare potrzebuje kilku(set) stron na rozruch, aby w pełnym pędzie... opuścić nas, zostawić z pragnieniem ciągu dalszego. Które oczywiście spełni, lecz dopiero w przyszłym roku.

Dary Anioła #4 - Miasto upadłych aniołów

Autor: Cassandra Clare
Tłumaczenie: Anna Reszka
Wydawnictwo: Mag
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 5/2011
Tytuł oryginalny: Mortal Instruments: City of Fallen Angels
Rok wydania oryginału: 2011
Liczba stron: 434
Format: 135x200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788374802116
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,00 zł


blog comments powered by Disqus