Recenzja książki "Kościotrzep"

Autor: Dawid "Fenrir" Wiktorski
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
19 września 2012

Niewielki (a nawet nieśmiały) napis na okładce mówi, że do czynienia mamy z "niezwykłym światem tajemniczych machin, groźnych piratów na zeppelinach i plagi złowrogich zombie". Lektura "Kościotrzepa", rzekomo najlepszej powieści steampunkowej 2011 roku, szybko daje odpowiedź na pytanie, dlaczego wydawca nie zdecydował się na powiększenie napisu. Najprawdopodobniej nawet marketing wstydził się tych bzdur.

Fabuła "Kościotrzepa" rozgrywa się w czasach wojny secesyjnej (konkretniej to jej zmierzchu), w Seattle, które niczym nie przypomina miasta, jakim było przed katastrofą mającą miejsce kilkanaście lat wcześniej. W wielkim skrócie – Rosjanie zlecili wynalazcy stworzenie maszyny zdolnej do eksploracji złóż złota na Alasce. Ta jednak wymknęła się spod kontroli, niszcząc sporą część miasta i odsłaniając złoże tajemniczego gazu, pod wpływem którego ludzie zamieniają się w bezmózgie zombie. Akcja książki toczy się szesnaście lat po wspomnianej katastrofie, a ich bohaterem jest nikt inny, jak syn wspomnianego wcześniej wynalazcy, który to bardzo szybko wyrusza do enklawy, by odkryć dowody oczyszczające imię ojca.

Fabuła "Kościotrzepa" jest banalna i schematyczna aż do bólu. Podczas lektury aż trudno uwierzyć, że autorka porywająca się na gatunek tak specyficzny jak steampunk, płodzi jednocześnie w bólach niesamowicie drętwą i nudną opowieść. Problem w tym, że wszelkie mające wpływ na wydarzenia decyzje bohaterów wyglądają jak podrygi drewnianych kukiełek – bez polotu i refleksji nad konsekwencjami. Jedna rozmowa wystarczyła, by Ezekiel (syn wspomnianego wynalazcy) ruszył w pięć minut do odgrodzonej enklawy, nawet przez minutę nie zastanawiając się, jak poradzi sobie ze śmiercionośnym gazem i plagą umarlaków. Jego matka była pod tym względem bardziej zapobiegliwa, jednak i jej rola przypomina wyrwaną z zupełnie innej powieści.

Cała historia, która początkowo miała na celu odkrycie tajemnicy tragedii sprzed szesnastu lat, bardzo szybko przeistacza się w bezładną gonitwę po zniszczonym mieście z zombiakami. I właśnie podczas takiej zabawy w berka autorka odkrywa przed czytelnikiem masę nieścisłości, jakie powstały przy tworzeniu "Kościotrzepa". Wiele faktów i mechanizmów funkcjonowania enklawy funkcjonuje "bo tak", bez żadnego logicznego uzasadnienia, zaś rzekomo ogromny skażony obszar podczas lektury przypomina raczej skrzyżowanie dwóch, może trzech przecznic na krzyż z paroma ruinami mającymi za zadanie urozmaicić krajobraz.

Nazywanie "Kościotrzepa" steampunkiem to... nieporozumienie. Dosłownie na palcach jednej ręki można policzyć elementy (śladowe), które Cherie Priest zapożyczyła z tego gatunku i wręcz na siłę dodała do swojej książki. Najbardziej widoczne składowe to właśnie zeppeliny (dwa, może trzy) oraz tytułowy Kościotrzep. Od biedy zaliczyć można także do nich także podziemne laboratorium, jednak to nadal za mało. Najwięcej zaś w powieści survival horroru – mamy do czynienia z marnym "Resident Evilem" cofniętym technologicznie lekko ponad wiek do tyłu (jednak i ta granica jest bardzo płynna – w "Kościotrzepie" w powszechnym użyciu są maski gazowe). Do dopełnienia całości obrazu zabrakło tylko złowrogiej korporacji będącej sprawcą zamieszania – od biedy jednak tę rolę można przypisać "władcy" enklawy.

W kilku słowach: "Kościotrzep" to wybiedzony drugi "Resident Evil", cofnięty technologicznie i z kilkoma elementami steampunku na krzyż. Bezładna gonitwa z zombie zapewne w założeniu autorki miało tworzyć wiarygodną atmosferę odkrywania tajemnicy sprzed lat – w praktyce jednak nudzi; po drodze pojawia się też masa bezsensownych wątków pobocznych, nie mających żadnego znaczenia dla fabuły. Marna kreacja świata powieści także utrudnia lekturę – w efekcie dotarcie do ostatnich kartek "Kościotrzepa" to wyzwanie nie mniejsze niż przebiegnięcie maratonu. Miłośnicy steampunku powinni omijać tę powieść szerokim łukiem – nawet jeśli wybór tego gatunku na rodzimym rynku nie jest nadal zbyt duży.

Stulecie machin #1 - Kościotrzep

Autor: Cherie Priest
Wydawnictwo: Książnica
Miejsce wydania: Katowice
Wydanie polskie: 2/2012
Tytuł oryginalny: Clockwork Century: Boneshaker
Rok wydania oryginału: 2009
Liczba stron: 384
Format: 155x230 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788324579266
Wydanie: I
Cena z okładki: 9,99 zł



blog comments powered by Disqus