Recenzja książki "Gryź, mała, gryź"

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
Korekta: Bool
17 kwietnia 2011

Po „Krwiopijcach” i „Ssij, mała, ssij” Christopher Moore raczy nas kolejną powieścią o wampirach. Na dodatek tych samych, co ostatnio. Zdecydował się na zabieg rzadko spotykany wśród pisarzy – kolejne książki kontynuujące jeden wątek, ale z perspektywy różnych bohaterów...

Główną bohaterką „Gryź, mała, gryź” jest Abby Normal, fanatyczna wielbicielka wszystkiego, co mroczne i gotyckie. Ma szesnaście lat i chłopaka studiującego bioinżynierię. Jest on geniuszem i ma mangową fryzurę, co Abby strasznie kręci. Tym, co kręci ją jeszcze bardziej, jest drobny fakt, że stała się służącą i pomagierką Jody, która od kilku tygodni jest tak jakby królową ciemności. Tak jakby, bo sama nie do końca jeszcze wie, co potrafi ze swoimi mocami zrobić – a nie ma się jak tego nauczyć, bo wraz ze swym kochankiem, również przemienionym w wampira Tonym, pozbyli się poprzedniego władcy mroku i zła. Nie wzięli jednak pod uwagę jego kota Cheta. Duży, ogolony kot staje się wampirem i zaczyna przemieniać inne koty, które potem stadami przelewają się po mieście wysysając bezdomnych i przypadkowych przechodniów. No i jeszcze ci pomysłowi policjanci... I obsługa sklepu całodobowego...

Brzmi skomplikowanie? Bo takie się na początku wydaje. Jednak w miarę lektury czytelnik bez problemu wczuwa się w historię, nawet bez znajomości wcześniejszych części. Moore, jako doświadczony pisarz, tak rozplanował książkę, aby nawet osoba pierwszy raz mająca kontakt z jego prozą mogła bez problemu zagłębić się w fabułę i nie mieć poczucia niedoinformowania, jak to się często zdarza w podobnych przypadkach.

Sam Moore jest już marką – jego książki sprzedają się jak ciepłe bułeczki. Odkładając po przeczytaniu „Gryź, mała, gryź” należy przyznać, że słusznie: lepszej rozrywki ze świecą szukać. Historie pojawiające się pod piórem czy może klawiaturą pana Moore’a są komiczne, abstrakcyjne i groteskowe. Kipią od złośliwości, seksu i ciętego humoru. Czytelnik pochłania je błyskawicznie – każdą jedną, bez wyjątków. Jednak, jak to zwykle bywa, nic więcej poza czystą rozrywką w nich nie ma. Podobnie jest w tej powieści – po przeczytaniu odstawia się ją na półkę i już nie wraca.

Najsłabszą stroną książki jest jej główna bohaterka. Abby Normal, stylizowana na zbuntowaną nastolatkę o niezwykłej osobowości, jest po prostu niesamowicie irytująca. Moore po raz pierwszy usiłował pisać z perspektywy o tyle młodszej osoby i najwyraźniej nie do końca wiedział, jak takowa może funkcjonować. Abby, owszem, jest inteligentna, bezpretensjonalna i wyluzowana, ale też niezmiernie irytująca, wydumana i chwilami po prostu sztuczna. Nie da się jej lubić. Na szczęście nie prowadzi narracji przez cały czas – przejmują ją inni bohaterowie, co działa wyłącznie na korzyść powieści.

Powieść „Gryź, mała, gryź” trzyma poziom, do jakiego przyzwyczaił nas Christopher Moore. Jest zabawna, zwroty akcji są niespodziewane i często wręcz niesamowite, a bohaterowie rzucają mięsem (w przenośni i dosłownie) na prawo i lewo. Nigdy nie wiadomo, co stanie się dwie strony dalej i czy ta współczesna bajka skończy się dobrze, czy też może zupełnie inaczej. To świetna pozycja na popołudnia spędzane na balkonie czy w parku, idealna też w podróży... właściwie wszędzie. Tyle, że swoją uniwersalność przypłaca jednorazowością – jakkolwiek wyjątkowo atrakcyjną – i brakiem głębszych treści.

Love Story #3 - Gryź, mała, gryź

Autor: Christopher Moore
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Wydawnictwo: Mag
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 6/2010
Tytuł oryginalny: Love Story: Bite Me
Rok wydania oryginału: 2010
Liczba stron: 336
Format: 125x195 mm
Oprawa: twarda w obwolucie
ISBN-13: 978-83-7480-171-3
Wydanie: I
Cena z okładki: 39 zł



blog comments powered by Disqus