Coś się kończy, coś się zaczyna. Recenzja powieści "Star Wars. Koniec i początek".

Autor: Nelani
Korekta: Smok
31 stycznia 2016

www.gildia.pl
Star Wars - Koniec i początek.
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 24,40 zł 34,99 zł
dodaj do koszyka

Koło promocyjne Przebudzenia Mocy toczy się w zawrotnym tempie, na sklepowych półkach zalegają sygnowane starwarsowym logo różnorakie produkty, których powiązanie z marką jest co najmniej wątpliwe, a w księgarniach fani mogą doświadczyć czegoś, co chyba nigdy jeszcze nie wydarzyło się na polskim rynku: książki Star Wars w empikowym Top 10, zajmujące nieraz i po 3 – 4 pozycje. Pytanie brzmi: czy akurat po te książki z uniwersum powinni sięgnąć fani, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z Gwiezdnymi wojnami?

Koniec i początekChucka Wendiga był pierwszą zapowiedzianą powieścią, której akcja miała się dziać bezpośrednio po Powrocie Jedi. Jest to także jedna z pierwszych pozycji spod znaku SW, która została wydana przez nowego gracza na rynku Gwiezdnych wojen: wydawnictwo Uroboros, które zastąpiło znany nam od wielu lat Amber. Wizualnie nowe książki są wydawane w innej stylistyce: z tyłu znajdziemy zdjęcie i informacje o autorze, a całość ma nieco większy format i zdecydowanie większą czcionkę. Tym, co jednak najbardziej odróżnia książki obu wydawców jest raczkująca chronologia powieści, która sprawi, że niejednemu fanowi starego kanonu łezka się w oku zakręci.

Początek powieści jest niezachęcający. W pierwszych kilku rozdziałach autor nie jest w stanie skonstruować zdania, które zawierałoby więcej niż pięć słów, zwykle ograniczając się do trzech-czterech, nie wyłączając z tego zestawienia dialogów. Używając tego dziwacznego konceptu próbuje on przedstawić rozterki wewnętrze Wedge`a Antillesa,  wciśniętego do powieści trochę na siłę, po to tylko żeby połączyć akcję ze wspomnianym już Powrotem Jedi. Wedge na samym początku książki zostaje schwytany przez Imperium, którego przedstawiciele zbierają się na Akivie, by przedyskutować dalszą strategię, niezbędną w obliczu niedawnej wygranej Rebeliantów i proklamowania Nowej Republiki. Swoją drogą w książce ciągle jest mowa o Nowej Republice jakby to była nazwa własna a nie określnik czasu jej powstania, natomiast w filmie występuje po prostu Republika. Prowokuje to pytanie po ilu latach ustrój polityczny przestaje być nowy i zaczyna być skostniały i wymagający kolejnej zmiany. Poza Wedge`m poznajemy całą kolekcję byłych lub obecnych rebeliantów/sług Imperium, których drogi zbiegają się w tym samym punkcie Galaktyki. Mniej więcej na tym etapie autor zaczyna się powoli rozkręcać i czytanie jego dzieła przestaje odrzucać.

Cała powieść podzielona jest na rozdziały, które poprzedzają, czasem lekko patetyczne, preludia, mające za zadanie pokazać przekrojowo jak wygląda sytuacja w innych częściach Galaktyki. Jest to fajny, ciekawy zabieg, który spełnia swoją rolę, dostarczając czytelnikowi interesujących informacji z nowego kanonu. Z jednego z takich preludiów dowiadujemy się na przykład, że po upadku Imperium Senat został utworzony na Chandrili, która proklamowana została (jak wiemy z filmu, nie na stałe) stolicą Nowej Republiki. W następnych pojawiają się osobiście bądź wspomniani: Boba Fett, Han Solo i Darth Vader. Między stronicami książki zapodziało się także Jakku, admirał Ackbar, Mon Monthma oraz inne miejsca i postacie, których jedynym celem jest bycie elementem krajobrazu powieści, bez żadnego niemal uzasadnienia fabularnego.

Chuck Wendig całymi garściami czerpie z dorobku poprzednich gwiezdno-wojennych autorów i nie próbuje na siłę wypełnić kanonu nowymi rasami czy miejscami, co policzyć mu trzeba na plus. Niechętnie muszę przyznać, że wie on co nieco o wszechświecie Gwiezdnych wojen i wykorzystuję tę wiedzę w praktyce. Stara się też stworzyć klimat zagrożenia, szczególnie ze strony Imperium, ale gdy po przybyciu na Akivę zdradzają oni szerszej publiczności swój zbrodniczy plan: „Przybyliśmy tu, żeby zostać!”, naprawdę trudno traktować ich serio. Widać też podejmowane przez niego próby pożenienia Oryginalnej Trylogii i Przebudzenia Mocy. Niespoilerując za bardzo w książce pojawiają się postacie, które potem spotkamy również w filmie i nie mam tu na myśli Ackbara, Hana czy Leii.

Sporym minusem jest też średnio wyrobiona pani tłumacz. Może to wina autora, ale straszliwe neologizmy, którymi przesycona jest książka częściej bawią niż budują klimat. Jako, że jest to pierwsza część planowanej trylogii w praktyce będziemy mogli się przekonać, czy Uroboros uczy się na własnych błędach i usprawnia przekład wydawanych przez siebie powieści. Największym jednak problemem całości są zdecydowanie chaotycznie prowadzone wątki, które zamiast nadać akcji dynamizmu, prowadzą ją w bardzo przewidywalnym kierunku, posługując się niemożliwymi zbiegami okoliczności by uzasadnić wspomniane już odwołania do Powrotu Jedi.

Przyznać muszę, że książka była nieco lepsza niż zapowiadała się po pierwszych dwóch rozdziałach. Nie jest to najlepsza powieść spod znaku SW, nie znalazłaby się nawet w moim prywatnym top 30, ale jako pozycja, która ma zachęcić nowe osoby do zajrzenia w głąb uniwersum może spełnić swoje zadanie ze względu na to, że mimo wszystko czyta się to „dzieło” dosyć szybko. Chuck Wendig serwuje czytelnikowi samodzielną historię, do zrozumienia której nie trzeba być oddanym fanem, ale różnorakie smaczki i nawiązania, którymi ją zapełnił,  zapewnią pewną rozrywkę tym, którzy na co dzień są w temacie dużo bardziej zorientowani.

Star Wars - Koniec i początek

Autor: Chuck Wendig
Wydawnictwo: Uroboros
Wydanie polskie: 11/2015
Tytuł oryginalny: Star Wars Aftermath
Wydawca oryginalny: Del Rey
Rok wydania oryginału: 2015
Liczba stron: 364
Format: 135 x 202 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788328026995
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,99 pln



blog comments powered by Disqus