Spal tę książkę!

Autor: Mirosław Skrzydło
29 września 2008

„Historia pana B.” to nowe dzieło jednego z najlepszych pisarzy mrocznych horrorów, Clive’a Barkera. Książka, wydana na pożółkłym, twardym papierze, ma niepokojącą, przypominającą zakazane, złowieszcze księgi okładkę. Jest to pieczołowicie spisana kronika przygód piekielnego demona, Jakaboka Botcha. To taki wysoce ryzykowny eksperyment pisarski, na który mógł odważyć się tylko ktoś tak popularny i wręcz ubóstwiany za swój kunszt jak twórca legendarnych już Cenobitów.

„Spal tę książkę”. Takie zdanie rozpoczyna pełną dramatycznych wątków opowieść, którą w pierwszej osobie prowadzi tytułowy pan B. Demon praktycznie co kilka stron powtarza to zdanie, szczerze przestrzegając nas przed dalszym czytaniem oryginalnie wydanej książki. Inaczej oszalejemy albo nawet zginiemy.
Wcale nie postradałem zmysłów, a jeśli piszę te słowa, to znaczy, że ciągle żyję.

O co zatem chodzi? Czy czasem autor „Kobierca” nie przeholował, wpierw strasząc nas ohydnymi, brutalnymi i plugawymi zdarzeniami, a następnie serwując średniej jakości, niezbyt przerażający horror?

Jak zatem prezentują się bluźniercze (zdaniem samego demona) przygody Jakaboka Botcha? Pokraczny, poniewierany i nieustannie bity przez swego sadystycznego ojca, zostaje złapany w sidła i wyciągnięty z Dziewiątego Kręgu Piekła wprost na czternastowieczną Ziemię. Po drodze ów nieporadny, kochający literaturę potwór zabija swego ojca. Jest to pierwsza z wielu ofiar tego przeistaczającego się w prawdziwego demona, odstraszającego swym obrzydliwym wyglądem kronikarza. Następnie pan B. poznaje innego demona, Quitoona, z którym wiąże go coś więcej, niż tylko przyjaźń. Razem wyruszają do Moguncji, by odnaleźć niejakiego Johannesa Gutenberga w celu przejęcia kontroli nad jego epokowym wynalazkiem. Wynalazkiem kryjącym w sobie ważną dla całej fabuły tajemnicę.

Samo przeistoczenie się Jakaboka w prawdziwego mordercę budzi wiele zastrzeżeń i podejrzeń, że cała opowieść została napisana naprędce, bez dłuższego przemyślenia. Oto niepostrzeżenie, bez wyraźnego powodu, pan B. ewoluuje w piekielne monstrum, które co chwila jest przypalane i ranione. Na końcu jednak znów staje się tym samym słabeuszem, jakim był przed opuszczeniem Piekła.

W książce znajdziemy wiele niesmacznych, pozbawionych mrocznego klimatu scen spod znaku „Hostelu” czy „Piły”, chociażby brutalne rozprawienie się z chwilową kochanką czy kąpiel w wannie pełnej krwi niemowląt. Mimo iż Barker jest znany z makabrycznych wizji, te opisy budzą wyłącznie obrzydzenie i odrazę. Brak im psychologicznej głębi, z której słyną inne dzieła reżysera pierwszego „Hellraisera”. Tam morderstwa czy sceny wyuzdanych aktów seksualnych posiadały wyjaśnienie i bezpośrednio wynikały z doskonale narysowanych postaci. Jakabok Botch jako bohater nie prezentuje się tak dobrze. To żałosny tchórz, budzący litość, a nie spodziewaną u Barkera trwogę.

Podsumowując, „Historia pana B.” nie powala na kolana. To momentami przyjemne, perfekcyjnie wydane i sprawiające wrażenie wydrukowanego w samym Piekle czytadło. Szkoda, że Clive zbytnio się przy niej nie wysilił. Mielibyśmy wtedy do czynienia z dziełem doskonałym. Tak, pozostaje nam tylko podziwianie jego zewnętrznego wyglądu. Czekam zatem na kolejne tomy genialnego „Abaratu”, a „Historii pana B.” wystawiam tróję z minusem.

Historia pana B.

Autor: Clive Barker
Tłumaczenie: Dariusz Wójtowicz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 5/2008
Tytuł oryginalny: Mister B. Gone
Rok wydania oryginału: 2007
Liczba stron: 240
Format: 145x215 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-7469-758-3
Wydanie: I
Cena z okładki: 36 zł


blog comments powered by Disqus