Recenzja książki "Z archiwów NUMA: Sztorm" Clive'a Cusslera

Autor: Dawid "Fenrir" Wiktorski
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
20 stycznia 2013

Czytając dwa pierwsze tomy "Z archiwów NUMA" można było odnieść wrażenie, że nazwisko Clive'a Cusslera na okładce jest tylko sposobem na podniesienie sprzedaży powieści współautora – mimo iż główny rdzeń książki jest bardzo podobny do innych powieści pisarza, to wyraźnie widać, że jego jakość nie jest tym, do czego przyzwyczaił nas Cussler w swoich poprzednich książkach. "Sztorm", po "Błękitnym złocie", także porusza problem naszej hydrosfery – tym razem czyni to jednak w sposób wyrwany żywcem z taniego science fiction.

Prolog tym razem wprowadza nas w wydarzenia jedynie bardzo teorytycznie – całość dotyczy potyczki nomadów z bandytami, z której niewiele wynika. Na właściwy trop nakierowują nas dopiero kolejne sceny. I już po nich widać, że coś w "Sztormie" jest nie tak – do tej pory Cussler tworzył intrygi wyssane z palca, w których duży akcent kładł na wykorzystanie w nich zdobyczy współczesnej technologii. Jednak "Sztorm" pod tym względem bije wszystkie książki w dotychczasowym dorobku "tego" autora – intryga w recenzowanej pozycji jest niesamowicie... głupia i naiwna.

Naiwność i prostota fabuły bije wręcz z każdej kolejnej strony – główni bohaterowie to towarzyszący nam od "Węża" Kurt Austin i jego kompan, Joe Zavala. W "Sztormie" z mistrzowską precyzją pakują się w kolejne kabały wręcz na własne życzenie – niemałym ułatwieniem jest fakt, że wszystko przychodzi im z przesadną łatwością. Dostanie się do ściśle tajnego, strzeżonego kompleksu było zadaniem prostszym niż odebranie dziecku lizaka.

W recenzowanej pozycji ciężko też uświadczyć tego, co czyniło znajomych bohaterów remedium na wszelkie problemy NUMA – do tej pory mieliśmy do czynienia z dwójką zadziornych, obdarzonych ironicznym humorem naukowców. Tym razem sprawiają wrażenie wyrwanych z innej bajki, wręcz z najbliższego klubu nocnego, gdzie praktykowali nowe metody podrywu – taką lotność przedstawiają obecnie swoimi zachowaniami, zbyt często lekkomyślnymi, by nie rzec, że wręcz głupimi i nie mającymi żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości.

Ciężko uwierzyć, że Clive Cussler zrobił dla powstania "Sztormu" więcej, niż tylko użyczył swojego nazwiska na okładkę. Zupełnie niewiarygodna intryga (poprzednie sprawy, którymi zajmowali się oceanografowie NUMA, miały swoje logiczne odzwierciedlenie w rzeczywistości), najeżona elementami wyrwanymi rodem z taniego, budżetowego filmu science fiction to zdecydowanie najpoważniejszy zarzut, jaki można postawić recenzowanemu tytułowi. Między "Błękitnym złotem" a "Sztormem" jest niesamowita przepaść, na niekorzyść drugiego tytułu – w niczym nie przypomina on tego, co mieliśmy okazję poznać dotąd w prozie Cusslera. Stąd prosty wniosek, że "Sztorm" nie jest jego dziełem w wystarczająco dużej części, by jego miłośnicy mieli powód do zakupu najnowszej powieści sygnowanej jego nazwiskiem.

Z archiwów NUMA #10 - Sztorm

Autor: Graham Brown, Clive Cussler
Wydawnictwo: Amber
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 10/2012
Tytuł oryginalny: The Storm
Rok wydania oryginału: 2012
Liczba stron: 352
Format: 130x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788324144297
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,80 zł



blog comments powered by Disqus