Fragment książki "Piaskownica"


– Nawet nie mam czasu, by spokojnie wziąć rano prysznic! – Nie zwracając uwagi na siedzącego obok malca, Natasza wyrzucała z siebie w drodze do restauracji skumulowaną od dłuższego czasu frustrację. – Ty stroisz się jak paw, wychodzisz do pracy, znikasz na cały dzień…a ja?
– A ty masz cały dzień dla siebie i do dyspozycji panią Helę.
– Akurat. I tak wszystko, co mam do zrobienia, robię z dzieckiem. Ty wychodzisz wcześnie, wracasz późno. Wiesz, czasami czuję się jak samotna matka. Nie mam chwili dla siebie, nawet w weekendy mały nie może zostać z tobą, bo gdy tylko się oddalam, zaczyna płakać.
– W takim razie oddajmy dziecko do dziadków, tak jak to robią inni, wtedy będziesz miała aż nadto wolnego czasu. Faceci, pomyślała Natasza, i ich wspaniałe rozwiązania problemów niemające żadnego sensu.
– Wcale nie o to mi chodziło…
Mały Eryk, nic nie rozumiejąc, patrzył przez okno i radośnie obserwował mijające ich tramwaje.
– Mówię ci to dlatego – ciągnęła dalej – że ja też czuję się czasami zmęczona i potrzebuję wytchnienia, a przede wszystkim twojego wsparcia, a nie niani.
– No więc znalazłem dla ciebie rozwiązanie: dziadkowie.
– Sam dobrze wiesz, że nie o takim rozwiązaniu myślę… – mówiła coraz głośniej, poirytowana jego oschłym podejściem.
– A o jakim?
– Wiesz, czasami mam wrażanie, że zbyt biernie zajmujesz się Erykiem. – W tym momencie wkroczyła na niebezpieczne terytorium; wiedziała, jak bardzo go boli, gdy tak mówiła.
– Słuchaj, nie jestem jedynym ojcem, którego nie ma w domu cały dzień. I tak, w przeciwieństwie do innych, cały weekend spędzam z wami, a nie na realizacji własnych pasji.
– Inni ojcowie mnie nie interesują… Zresztą ja też mam pasje.
– Dopóki utrzymanie domu i rodziny jest na mojej głowie… A kto ci zabrania się realizować?
– Chcesz teraz powiedzieć, że jesteśmy z Erykiem intruzami. Tego już za wiele. Proszę bardzo, możemy się zamienić rolami, ja wrócę do pracy, a ty zajmiesz się dzieckiem.
– Tylko że przy twoich zarobkach nie przeżylibyśmy nawet jednego tygodnia. A poza tym, kto zdecydowałby się zatrudnić matkę małego dziecka. Ja z pewnością nie. Taki pracownik to niekończąca się lista problemów. Natasza, skończmy tę niepotrzebną dyskusję.
Olaf wziął głęboki oddech. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego Natasza od pewnego czasu tak dziwnie się zachowuje. Uważał, że miała wszystko, o czym niejedna kobieta mogłaby tylko pomarzyć: duży, piękny apartament, męża, który dobrze zarabiał, wakacje w luksusowych kurortach i w dodatku nianię do pomocy. Dzięki jego zarobkom nie musiała pracować, tylko mogła się oddać macierzyństwu. O ile sobie dobrze przypominał, to właśnie na tym najbardziej jej zależało, kiedy zdecydowali się na dziecko: na tym, by samodzielnie go wychować, po prostu z nim być. A teraz, zamiast się cieszyć z tego wszystkiego, wiecznie wierciła mu dziurę w brzuchu i na każdym niemal kroku demonstrowała swoje niezadowolenie.
– A więc uważasz, że do niczego się nie nadaję – kontynuowała.
– Kochanie, staram się po prostu wytłumaczyć ci, że życie jest brutalne, a w pracy, jak sama dobrze wiesz, nie ma miejsca na sentymenty. No, Natasza… daj spokój, nie kłóćmy się już…
Tak właśnie przeważnie kończyły się ich rozmowy – na bagatelizowaniu jej potrzeb. Natasza nie miała siły przebicia. Jakakolwiek próba rozmowy z Olafem prowadziła do jednej konkluzji… czuła się jak idiotka, niezrównoważona, nieznająca życia. No bo co kobieta, która od dwóch lat nie wychyliła nosa spoza sterty pieluch, mogła wiedzieć o prawdziwym życiu.
Na domiar złego, na koniec rozmowy, gdy atmosfera w samochodzie już i tak stawała się nie do zniesienia, Eryk radosnym głosem oznajmił:
– Cie do babi!
– Widzisz, nasz syn wie, co dla niego najlepsze.
– Olaf zaśmiał się.
Natasza do końca drogi nie odezwała się już ani słowem.

Piaskownica

Autor: Danuta Marcinkowska
Wydawnictwo: Replika
Wydanie polskie: 8/2010
Liczba stron: 160
Format: 120 x 200 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 978-83-7674-069-0
Cena z okładki: 19,90 zł


blog comments powered by Disqus