Powieść historyczna może być ciekawa - recenzja "Ogniem i żelazem"

Autor: Kormak
17 lutego 2008

Malta – mała parszywa wyspa, na której prawie nic nie rośnie. Pies z kulawą nogą by się nie zainteresował, gdyby nie jej geograficzne położenie, które od wieków powodowało, że była idealnym miejscem na porty, z których kontrolować można było połączenia morskie między Afryką i Sycylią. Nic więc dziwnego, że Malta wielokrotnie przechodziła z rąk do rąk, a kolejni najeźdźcy pustoszyli i tak już tragicznie ubogą ludność miejscową. Na początku XVI wieku cesarz Karol V podarował wyspę rycerskiemu zakonowi joannitów, wygnanemu ze swojej siedziby na Rodos przez wojska Imperium Otomańskiego.

Nazywani także szpitalnikami wojowniczy mnisi dzięki temu zyskali kolejną nazwę: Zakon Maltański. Szybko zorganizowali w nowym miejscu sprawnie zarządzane państwo zakonne i ponownie zaczęli sprawiać kłopoty Turkom, co zaowocowało słynnym oblężeniem Malty w 1565 roku. To na tym marnym skrawku ziemi zetrą się ze sobą siły cywilizacji Zachodu i Wschodu, a wynik będzie miał znaczący wpływ na przyszłość całego świata.

Akcja powieści Ogniem i żelazem zaczyna się 13 lat przed oblężeniem od porwania małego Nico Borga przez berberyjskich łowców niewolników. Wystraszony chłopiec z rodziny ubogiego jak mysz kościelna budowniczego zostawia na Malcie zrozpaczoną siostrę Marię, która jako jedyna wydaje się tak naprawdę przejmować tą stratą. Od tej pory akcja książki dzieli się na dwa fronty. Z jednej strony śledzić będziemy losy Nico, który przez Algier i dom bogatego kupca trafi w końcu do szkoły paziów Sulejmana Wspaniałego w Istambule. W tym samym czasie Maria zaprzyjaźni się z Żydami mieszkającymi w sekretnej gminie wyznaniowej w jaskiniach, a życie nie poskąpi jej ciężkich doświadczeń. Nigdy jednak nie porzuci nadziei na to, że kiedyś ujrzy młodszego brata. To życzenie spełni się w nieoczekiwanych okolicznościach podczas oblężenia Malty, kiedy Nico przybędzie na wyspę jako Asza Reis, muzułmański kapitan galery, będącej częścią armii sułtana. Co w nim zwycięży, miłość do siostry czy nienawiść do szpitalników i lojalność wobec nowych przyjaciół i otomańskiego władcy?

Powieść Davida Balla nie jest lekturą łatwą. Ponad 600 stron zapisanych drobnym maczkiem, bardzo wiele postaci (w tym także historycznych), akcja jakby na przekór tendencjom powieści przygodowych wcale nie pędzi do przodu. Nie znaczy to jednak, że Ogniem i żelazem czyta się źle, wręcz przeciwnie. Autor ma dużo miejsca, żeby nakreślić wiarygodne psychologiczne rysy bohaterów i szczegółowo opisać realia, w których przyszło im żyć. Piekło niewolników na galerach, nieludzkie okrucieństwo i zarazem niebiańskie cuda w imperium sułtana, duszna i przygnębiająca egzystencja biedoty na Malcie, surowość szpitalników, terror Inkwizycji – to wszystko (i dużo więcej) składa się na obraz XVI wieku. David Ball nie owija w bawełnę i bez skrupułów przedstawia rzeczy, które dla nas obecnie są odstręczające, ale wówczas były czymś normalnym. Świat wykreowany przez niego oddycha, jest pełen barw i zapachów, niekoniecznie przyjemnych. Podczas czytania miałem wrażenie, że z tej powieści mógłby powstać znakomity serial w stylu Rzymu. Kto wie, może nawet wysokobudżetowa produkcja kinowa...

W Ogniem i żelazem dominującym motywem jest religia. Pisarz dużo czasu poświęca na przedstawienie tego, jak różne wyznania współistniały ze sobą w tamtych latach. Pokazuje ciemne strony zarówno chrześcijaństwa, jak i islamu, dwóch wielkich religii, pod których sztandarami toczono niezliczone wojny. Co ciekawe, to właśnie muzułmańskie imperium wychodzi na bardziej oświecone, szczególnie w swojej polityce umożliwiającej zajmowanie najwyższych państwowych stanowisk nie na mocy urodzenia, ale zasług, kompetencji i inteligencji.

Bardzo ciekawym wątkiem jest wspomniana już wcześniej gmina żydowska, która na Malcie trwa w jaskiniach w ukryciu przed resztą społeczności, a jej członkowie (oficjalnie konwertyci) kultywują tradycje w sekrecie. Religia jest wszechobecna w motywacjach, które napędzają do działania bohaterów powieści. Nico nawraca się na islam i początkowa niechęć ustępuje prawdziwej duchowej przemianie. Maria, której od dzieciństwa w kościele wpajano bujdy na temat Żydów na własne oczy przekonuje się, że wszystko to było kłamstwem. Młody rycerz-lekarz Christien de Vries zakochuje się w Marii, ale jednocześnie czuje wyrzuty sumienia, że łamie śluby zakonne itd. Autor umiejętnie ukazuje, jak religijne zakazy i indoktrynacja potrafią ciążyć ludziom, nie przynosząc żądnego pocieszenia, a jedynie cierpienie. W pewnym sensie jest to nawiązanie do współczesnych konfliktów i wskazanie, że do dzisiaj ludzkość nie wyciągnęła żadnych wniosków z błędów przeszłości.

Ogniem i żelazem odświeża wydawałoby się zatęchły gatunek historycznej powieści przygodowej i trzyma w napięciu do ostatniej kartki, szczególnie jeśli nie wie się zbyt wiele o ostatecznym wyniku Wielkiego Oblężenia Malty. Co więcej, po skończeniu książki spędziłem długie godziny na wyszukiwaniu w internecie informacji o losach wyspy i prawdziwych postaci, które David Ball umieścił na kartkach swojego dzieła.

Ogniem i żelazem

Autor: David Ball
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Wydanie polskie: 3/2007
Liczba stron: 660
ISBN-13: 978-83-7506-048-5
Cena z okładki: 35 zł


blog comments powered by Disqus