Jak człowiek o ludziach - recenzja książki "Człowiek, który wkradł się do Auschwitz"

Autor: Tomasz Nowak
Korekta: Wiktor "Inferre" Dynarski
21 listopada 2011

Wspomnienia wydawane w formie książek z jednej strony odtwarzają żywą, usnutą na szkielecie suchych dat i faktów tkankę historii, z drugiej zaś ich natłok sprawia, że w nasze ręce trafiają coraz częściej, niestety, teksty skierowane do specjalistów, jednak ciężkostrawne dla zwykłego czytelnika. Dlatego też publikacja kolejnych wspomnień z Auschwitz i to w dodatku więźnia, który po tylu latach "przypomniał sobie" o swym dramacie, zdawała się nieco naciągana, wręcz kuriozalna. Tymczasem nic z tych rzeczy. Avey i Broomby serwują nam niesamowitą opowieść - dramatyczną, tragiczną, poruszającą i do bólu rzetelną w swej prostocie.

"Człowiek, który wkradł się do Auschwitz" to tytuł nieco mylący, mówiący tylko o części tej niezwykłej opowieści, ponieważ autor opisuje w niej całe swe wojenne i (znacznie krótsze) powojenne losy, twierdząc, że tylko w ten sposób można ukazać "los człowieka".

Zaczyna więc od swego wyjazdu - w lecie 1940. Następnie rozpamiętywania uczestnictwa w walkach w Afryce Północnej w szeregach 7. Dywizji Pancernej, potem zaś Avey trafia do niewoli. Już jako jeniec daje się poznać swym prześladowcom jako "przypadek trudny" i w związku z tym zostaje przerzucony przez pół Europy na tereny Polski - trafia do obozu o symbolu E715 w Monowicach. Tu, prawie do końca wojny, przyjdzie mu budować "potęgę Tysiącletniej rzeszy", czyli zakłady IG Farben mające produkować sztuczny kauczuk. Jest jeńcem, więc podlega ochronie Konwencji Genewskiej. Ratuje go to jednak od wszelkich niedogodności tylko w pewnym stopniu, gdyż i tak zostaje zmuszony do pracy, a warunki życia w obozie trudno uznać za "optymalne". Niemniej, to wszystko wyda się błahostką, kiedy przyjdzie mu skonfrontować własne położenie i doznania z tym, co przeżywają jego "współpracownicy" - więźniowie filii KL Auschwitz III-Monowitz.

Obraz walk w Afryce i początków niewoli, wrażenia prostego żołnierza różniące się od "filmowych" opowieści z obozów oficerskich (co parokrotnie Avey z goryczą podkreśla) zostają odtąd podporządkowane próbie ogarnięcia nowego zjawiska: bestialskiego losu, jaki jedni ludzie są w stanie na masową skale zgotować innym. To właśnie wówczas rodzi się ów tytułowy pomysł wkradnięcia się do "sąsiedniego" obozu wyniszczenia i przekonania na własnej skórze, co przybrani w szykownie skrojone mundury Wielcy Germanie szykują tym, których uznają za podludzi.

Aby to osiągnąć, Avey zamieni się rolą z jednym z więźniów, odda mu swój "bezpieczny mundur" a sam przywdzieje pasiaki. Uczyni to dwukrotnie. Spędzi wśród ludzi skazanych bez wyroku na "zapracowanie się na śmierć" ledwie dwie szokujące noce, ale to, co opowie, nawet po tak wielu już przecież podobnych opowieściach, ponownie sprawi, że człowiek odczuje dreszcze, a włosy staną mu dęba. Ważne jest bowiem nie tylko co, ale i jak mówi.

Swoje wnioski i obserwacje podaje jakby z pewnego dystansu, językiem prostym, pozbawionym filosemickiego patosu, bez woli wyznaczania jedynej, obowiązującej linii historii. Mówi po prostu: tak było. Nieważne czy chodzi o Żydów, Polaków, Rosjan czy Anglików. W jego uporządkowanej, pełnej moralnych zasad i młodzieńczej odwagi głowie z trudem mieści się to, do jakiego upodlenia można dojść, gnębiąc drugiego człowieka. Ktoś taki jak Avey nie okazuje "tamtym Niemcom" ani odrobiny litości. Przeciwnie, tropi ich jak bandytów, stara się zapamiętać nazwiska jak największej liczby, szczególnie tych najbardziej zezwierzęconych. Jednakże gdy po wojnie przyjdzie czas, by zrobić z tego użytek, on akurat nie będzie mógł złożyć żadnych zeznań.

Choć przymusowe roboty, marsz śmierci oraz ostatnią ucieczkę ma już za sobą, czeka go spotkanie z bliskimi, rodzinami poległych kolegów i to, co najtrudniejsze - powrót do normalności z absolutnie nienormalnego świata. Co więcej, nikt nie chce z nim rozmawiać, słuchać, a nawet uwierzyć w istnienie fabryk śmierci. Auschwitz spychane jest na Wyspach Brytyjskich przez ponad czterdzieści lat w wygodną dla wielu niepamięć.

Światełkiem w tunelu - tyle radosnym, co ostrzegawczym - zdaje się ostatnia część książki, kiedy w końcu okazuje się, że fakty tkwiące w pamięci ludzi takich jak Avey są jednak ważne, wręcz potrzebne i na szczęście udaje się je uratować przed zapomnieniem. Nie ma on jednak złudzeń - to, co zdarzyło się w Auschwitz, może wydarzyć się ponownie, a tak naprawdę potrzeba do tego bardzo niewiele.

Genialna, znakomita, wstrząsająca książka, która nieco inaczej niż dotąd mówi o sprawach w jakiś dziwny sposób zawsze bliskim sercu każdego Polaka. Warta zestawienia i porównania ze znaną do tej pory literaturą holocaustu. Pod względem edytorskim, to wręcz szkoła pamiętnikarstwa - lekcja do odrobienia dla wszystkich, którym marzy się przekazać swe wspomnienia potomnym w pasjonującej formie.

Człowiek, który wkradł się do Auschwitz

Autor: Denis Avey, Rob Broomby
Wydawnictwo: Insignis
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 9/2011
Tytuł oryginalny: The Man Who Broke Into Auschwitz
Liczba stron: 368 + 8 stron ze zdjęciami
Format: 140x210 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-61428-44-2
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,99 zł



blog comments powered by Disqus