Django Wexler "Tysiąc imion" - recenzja powieści


www.gildia.pl
Kampanie Cienia - Tysiąc imion.
Dostępność: 2-3 dni robocze
Cena: 35,90 zł 39,90 zł
dodaj do koszyka

Bagnet na broń i za ojczyznę (cudzą)

W zapomnianym przez bogów i ludzi – a na pewno przez wszystkich obywateli cesarstwa – Khandarze, pustynnej krainie palonej słońcem, karna jednostka wojskowa czeka na posiłki, by móc wreszcie wrócić do domu. Khandar objęła rebelia, księcia strącono z tronu, pułkownik nie żyje, a Fort Valor, w którym stacjonują, to raczej kupa cegieł nad morzem. Okazuje się jednak, że nowy dowódca, świeżo przybyły pułkownik Janus bet Vhalnich, ma zupełnie inne plany. I zostaną w nie wplątani przypadkowo starszy kapitan d’Ivoire oraz szeregowiec Winter Ihernglass – dziewczyna ukrywająca się w wojsku jako mężczyzna.

Kampanie cienia to dla mnie nowy rodzaj fantasy – w którym mamy do czynienia z epoką prochu, muszkietów i barwnych, żołnierskich mundurów. Do tego, mimo ważnego wątku związanego z pradawną magią, Tysiąc Imion okazało się raczej powieścią militarną niż fantastyczną. Większość książki to opisy życia obozowego, musztry, bitew, przemarszów i walk. Co ciekawe, Wexlerowi udało się dograć to wszystko tak, żeby uniknąć spodziewanej monotonii – bitwy są naprawdę pasjonujące, opisane z zacięciem, a pozostałe, zdawałoby się nudne momenty wojskowego życia także obfitują w wydarzenia.

Dostałam więc co innego, niż się spodziewałam, ale nadal nie czuję rozczarowania. Po początkowych problemach z wgryzieniem się w narrację – może to tylko subiektywne odczucie, ale Django Wexler zdaje się lubować w nie zawsze jasnych zdaniach wielokrotnie złożonych – lektura już "poszła". Na pewno przyczyniło się do tej łatwości czytania zgrabne żonglowanie narracją – autor przerzuca ją pomiędzy kapitanem Marcusem d’Ivoire a biedną Winter, prowadząc równolegle dwa tylko miejscami zazębiające się wątki. Marcus zajmuje się głównie pułkownikiem, jego dziwnymi i szalonymi pomysłami, opanowaniem pułku niewyszkolonych i niezdyscyplinowanych żołnierzy oraz... romansem. Winter ma na głowie nieco więcej – prześladowana w swojej kompanii, awansowana znienacka na sierżanta, usiłuje doprowadzić swój oddział niewyszkolonych rekrutów do porządku i przypilnować, żeby przeżyli pierwszą wojnę. Nie ułatwia tego konieczność ukrywania swojej płci oraz... kapłanki wroga, uratowanej z pierwszej bitwy, którą Winter leczy w swoim namiocie.

Sugerowany wątek LGBT (queerbaiting) nieco psuje całość – zdaje się nie być do końca przemyślany. Sama obecność Winter w obozie żołnierzy oraz jej nocne koszmary związane z nieco dwuznacznie opisywaną przyjaciółką z czasów sprzed ucieczki są jeszcze całkowicie w porządku – ale gdy dziewczyna zaczyna wyrażać zainteresowanie co chwilę napotykanymi kobietami (przypominam: obóz wojska, wojna, środek pustyni), można mieć wrażenie, że Wexler chyba nie wiedział, jak do końca ten wątek zarysować. Na szczęście to raczej problem rzędu brzęczenia muchy gdzieś w pokoju – nie przeszkadza, póki się na nim nie skupimy.

Tysiąc Imion to ciekawe fantasy, wykorzystujące sprytnie znane nam szablony tak, żeby nie można było zarzucić mu wtórności. Nie porwało mnie tak jak Pierwsze prawo Abercrombiego – którego jestem absolutną fanką – ale w miarę czytania wciągało coraz bardziej. Z ogromną przyjemnością sięgnę po kolejny tom, Mroczny tron, w którym najwyraźniej zostanie rozpisany szerzej wątek "magiczny". Jeśli utrzyma ten poziom, to trylogia Kampanii cienia naprawdę może wpisać się bardzo wysoko na liście moich ulubionych serii fantastycznych.

Kampanie Cienia #1 - Tysiąc imion

Autor: Django Wexler
Wydawnictwo: Rebis
Wydanie polskie: 9/2014
Liczba stron: 638
Format: 132 x 202 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788378185420
Wydanie: 1
Cena z okładki: 39,90 zł



blog comments powered by Disqus