Recenzja książki "Czas zmierzchu"

Autor: Dawid "Fenrir" Wiktorski
Korekta: Alicja "cichutko" Laskowska
25 stycznia 2012

Dymitr Głuchowski zasłynął dzięki swojemu debiutanckiemu „Metru 2033”. Po marnej kontynuacji otrzymaliśmy kolejną książkę rosyjskiego pisarza – tym razem przeniósł nas z postapokaliptycznych tuneli moskiewskiego metra do nadziemnej części tego mrocznego miasta, na dodatek w znajome czasy.

Główny bohater „Czasu zmierzchu” to nikt ważny – ot, przeciętny mieszkaniec Moskwy, zawodowy tłumacz, który ledwo wiąże koniec z końcem i ima się właściwie każdego zlecenia. Tak też dzieje się w momencie, gdy otrzymuje stary dziennik będący własnością jednego z konkwistadorów, którzy uczestniczyli w walkach z rdzennymi mieszkańcami Ameryki Południowej. Dziennik ten od samego początku owiany jest tajemnicą, a wraz z postępami w tłumaczeniu świat targany jest coraz to gwałtowniejszymi kataklizmami.

Mimo teoretycznej zmiany tła fabularnego, wyraźnie widać liczne podobieństwa, które autor przeniósł z wykreowanego przez siebie obrazu metra po apokalipsie do zwykłego, niepozornego mieszkania tłumacza – kilkadziesiąt metrów kwadratowych skrywa w sobie wiele tajemnic i również posiada swoje mroczne zakamarki, do których lepiej się nie zbliżać. Mroczne, ponure tło idealnie współgra z kolejnymi zagadkami, które Głuchowski wplata w swoją wersję współczesnej Moskwy – istoty z majańskiej mitologii dosłownie przenikają do rzeczywistości, a główny bohater z łowcy staje się zwierzyną. I nie może być pewny, co czeka go w drugim pokoju – być może te niepokojące odgłosy to tylko wiatr, a może jest to coś, co przyszło po niego pod osłoną nocy…

Głuchowski pokazał już przy okazji „Metra 2033”, że potrafi doskonale splatać ze sobą rzeczywistość i zjawiska paranormalne. Podobnie jest w przypadku „Czasu zmierzchu”, gdzie nieznane istoty i dziwne odgłosy nie tylko służą napędzaniu stracha czytelnikowi, lecz odgrywają sporą – jeśli nie kluczową – rolę w powieści. To samo tyczy się zresztą tajemniczego dziennika, który z niepozornego pliku starych dokumentów staje się nagle kartą przetargową w grze, w której główną stawką jest nasz świat. Ostateczna prawda okaże się zaś jeszcze bardziej intrygująca niż wszystko to, co autor przygotował do tej pory dla czytelnika. Dziwne zajścia, które miały miejsce w mieszkaniu tłumacza, były tylko wstępem do tego, co wydarzy się w finale.

„Czas zmierzchu” nie jest arcydziełem, jednakże nie można odmówić mu świetnego klimatu i wyraźnego prowadzenia przez autora jednego konkretnego wątku, bez rozbijania się na setki niepotrzebnych scen i wydarzeń. Trudno też porównywać skalę grozy, jaką oferuje najnowsza książka Głuchowskiego, np. do „Miasteczka Salem”. Mimo wszystko, warto docenić, że autor stawia czytelnika w obliczu Nieznanego, i robi to w sposób iście mistrzowski, zwłaszcza że majańska mitologia nie jest jeszcze czymś powszechnie znanym. Zdecydowanie polecam!

Czas zmierzchu

Autor: Dmitry Glukhovsky
Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Wydawnictwo: Insignis
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 11/2011
Liczba stron: 400
Format: 140x210 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788361428473
Wydanie: I
Cena z okładki: 9,99 zł
Materiały powiązane:




blog comments powered by Disqus