Dmitry Glukhovsky "Metro 2035" - recenzja powieści

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
Korekta: Anna Ruszczak
10 lutego 2016

www.gildia.pl
Metro #3 - Metro 2035.
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 35,90 zł 39,99 zł
dodaj do koszyka

I bez wrogów sobie radzimy

Artem oszalał? Na to wygląda. Dzień w dzień ten niegdysiejszy bohater WOGN-u i całego metra wychodzi na powierzchnię, wspina się na czterdzieste piąte piętro, wystawia radiostację – i szuka. Nic nie znajduje, ale ma nadzieję, że jednak ktoś na świecie jeszcze przeżył. Stacja go toleruje, traktując jak ułomnego dzieciaka. Za plecami podśmiewają się z niego i Ani, jego żony, córki Młynarza, która też ma go już dość. Sam Artem wierzy, że to już psychoza i nic więcej na niego nie czeka. Gdy na stację przypadkiem trafia znany nam z Metra 2034 Homer – staruszek spisujący nową historię ludzkości – Artem zgadza się wyruszyć z nim w drogę, podążając za mglistą plotką, że na Teatralnej komuś udało się złapać sygnał z zamieszkałego miasta na powierzchni.

To sam początek. Wydaje się podobny do większości zawiązań fabuły w serii Metro – której poszczególne składowe są przecież powieściami drogi, bohaterowie wędrują w te i wewte po tunelach, ruinach i czasem dziczy. Bardzo szybko jednak Metro 2035 przeradza się w coś, czego się nie spodziewałam: historię, która ciężarem i lejącą się ze stron czernią równa jest FUTU.RE. Ani razu już Glukhovsky nie sięgnie po fantastyczne motywy z Metra 2033 – czające się w zakamarkach tuneli potwory, psychiczne pułapki, mutanty. Ich rolę przejmują polityka i sterujący nią ludzie, spiski, tajemnicze działania władz i ich marionetek.

Bohaterowie przeczołgani zostaną i przez Rzeszę, i przez Linię Czerwoną. Pisarz ich nie oszczędza: na wpół obłąkany Artem wędruje tunelami metra, goniąc za mrzonką, a gdy znajduje odpowiedzi na swoje pytania – wydaje się, że jednak wolałby pozostać nieoświeconym. Drogę okupił niewolnictwem, napromieniowaniem, utaplaniem się w najgorszych brudach marionetkowej władzy, od eksterminacji i ludobójstwa po kanibalizm. Dość powiedzieć, że najjaśniejszym punktem podróży jest… burdel. Tylko tam, zdaje się, zachowano resztki człowieczeństwa.

Ale pamiętajmy także, że od powstania Metra 2033 minęło już, tak naprawdę, niemal 14 lat – Glukhovsky zaczął je pisać i publikować online w 2002 roku. W 2005 wydał je na papierze. Od tamtej pory jako pisarz przeszedł niesamowitą metamorfozę. Dlatego Metro 2035 jest pod względem warsztatowym znacząco różne od części poprzednich – o czym najlepiej świadczą rozdziały złożone z samych nieomal dialogów, gdzie czytelnik, bez przewodnictwa narratora, dopowiada sobie wydarzenia i zmiany napięcia. Dlatego także przeciągnięcie nas po całym szlamie, który zalewa moskiewskie metro, uchodzi autorowi na sucho. Glukhovsky nie ma litości dla nikogo – ani postaci, ani czytelników; ale nam, odbiorcom, będzie się to ostatecznie, jako pełne emocji czytelnicze przeżycie, podobało.

Metro 2035 to miks lekkiej przecież z założenia przygodówki i powieści, która ma czytelnikowi zafundować moralnego kaca. Do tego Glukhovsky podszył ją komentarzem politycznym, kpiąc – nie wprost – z władz Matuszki Rassiji. Nie wszystko mu jednak wyszło, czasami plątał się w toku narracji i próbkach tworzenia strumienia świadomości lub nie do końca udanie bawił się w wiwisekcję ludzkiej psychiki – jednak można to wybaczyć. To dobra powieść, tak samodzielnie, jak i w trylogii Metra.

Metro #3 - Metro 2035

Autor: Dmitry Glukhovsky
Wydawnictwo: Insignis
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 11/2015
Liczba stron: 540
Format: 140x210 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788365315052
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,99 zł



blog comments powered by Disqus