Próba ujęcia nieujętego

Autor: Sir Alexander
1 października 2008

O wartości fantastyki i jej współczesnym znaczeniu większości czytelników nie trzeba już przekonywać. Niezależnie od naszych gustów – które wszak mają to do siebie, że bywają unikalne i niekoniecznie zgodne – literatura fantastyczna stała się siłą, której nie można nie dostrzegać. Fantastykę tworzyli i tworzą nie (a może raczej: nie tylko) zakompleksieni nastolatkowie – jak to się ongi zwykło przyjmować – ale twórcy światowego i niebagatelnego formatu. Nazwiska najsłynniejszych fantastów weszły na trwałe do globalnego kanonu literackiego. Próżno szukać barbarzyńcy, który nie słyszał o Tolkienie czy Asimovie, z kolei na naszym podwórku takie tuzy fantastycznego pióra jak Zajdel czy Lem przeniknęli do świadomości także tych osób, które na co dzień nie przyznałyby się do zainteresowania literaturą wspomnianej kategorii. Co ciekawe, o ile kinematografia w wykonaniu fantastycznym znalazła już swoje miejsce na studiach i w dziełach naukowców, to filolodzy i badacze literatury najwyraźniej przysnęli. Albo nie tyle przysnęli, co celowo udają, że zjawiska nie ma. Taaa… oczywiście. Cytując pewien film: There is no spoon…

Dominika Materska, na co dzień doktor anglistyki (a więc niemalże koleżanka po fachu pana J.R.R.T.), podjęła próbę usystematyzowanego i naukowo zabarwionego spojrzenia na fantastykę. Efektem jej pracy jest „Stacja kontroli chaosu” – skromnych gabarytów książeczka zawierająca zestaw pytań i odpowiedzi, za pomocą których autorka rozprawia się z gatunkiem. „Stacja kontroli chaosu” nie ma wielkiej konkurencji. Ale nie jest to jedyny powód, dla którego naprawdę warto się z nią zapoznać.

Książkę podzielono na kilka, dość luźno ze sobą splątanych części. W pierwszej, autorka podejmuje walkę z szeregiem szczególnie istotnych dla gatunku motywów i tematów. Krzyżuje ostrze pióra z tajemnicą horroru, z subtelnie pociągającą magią apokalipsy, a wreszcie wyciąga na światło dzienne temat zaginionej i odnalezionej kobiecości. W części drugiej temat pracy schodzi na konkretne symbole, jak na przykład motyw lalki czy też miłości dworskiej. Trzecia część zawiera dialogi, czyli wywiady. Rozmówcami autorki (bo jak mniemam, to ona je przeprowadziła) są takie wielkie osobistości literatury fantastycznej jak Scott Orson Card, Terry Pratchett czy Neil Gaiman. Obok nich pojawiają się równie wielcy, choć bardziej w ujęciu regionalnym Andrzej Sapkowski i Jacek Dukaj. A także paru innych twórców, których nazwiska niekoniecznie określane są mianem kultowych, ale bez wątpienia są rozpoznawalne i cenione (jak choćby Guy Gavriel Kay). Autorce należą się gromkie brawa, gdyż zarówno dzięki obecności utytułowanych pisarzy, jak i konkretnemu ich doborowi oraz oczywiście interesującym (choć w paru miejscach tendencyjnym) pytaniom, udało się jej ożywić temat i wnieść do niego wiele świeżości. Dyskusja, z akademickiej, stała się praktyczna. Rzec można, że o ziemniakach wypowiedzieli się ci, którzy je pielęgnują i uprawiają, nie zaś sprzedawcy w hipermarketach.

Autorka wrzuciła na swój pisarski ruszt dość szerokie spektrum tematów. Jest to zresztą zaleta książki. Każdy zdnajdzie tutaj coś dla siebie. Miłośnik cyberpunku, wielbiciel urban fantasy, maniak romansów historyczno-fantastycznych… W „Stacji kontroli chaosu” nie brakuje wiedzy, nie brakuje też wniosków.

Ważne jest określenie charakteru pracy Dominiki Materskiej. Jak wspomniałem wcześniej, „Stacja kontroli chaosu” to książka zabarwiona naukowo. Świadczy o tym nie tylko poważne podejście autorki do tematu, poparte szeroką wiedzą książkową, ale i konsekwencja w drążeniu problemów. Każda z pigułek, z których składa się książka, jest logicznie uporządkowana i poddana nadrzędnemu celowi, czyli rozprawieniu się z danym motywem. Jednakże z drugiej strony, „Stacja kontroli chaosu” jest przyjazna dla czytelnika nienaukowego. Nie obciąża jej balast w postaci niezrozumiałego żargonu czy też ciężkiego i niesmacznego języka, który nadal uchodzi na uczelniach wyższych za warunek sine qua non „solidności naukowej”. W tym ujęciu, książka łączy w sobie wiele z obu światów i jako taka może trafić do naprawdę szerokiego gremium odbiorców.

„Stacja kontroli chaosu”, zgodnie z tytułem, to interesująca próba uporządkowania – przynajmniej w ograniczonym zakresie – oceanu fantastycznej kreatywności. Jak już nadmieniłem, fantastyka stała się istotnym elementem naszej kultury i jako taka dostrzega i zaznacza ważne tematy. Nie da się ich wszystkich zebrać w jednym zgrabnym stosiku, ale nie oznacza to, że nie można podejmować prób. Takich jak recenzowana książka. Jej lektura może się okazać prawdziwą przyjemnością dla weterana, któremu wymieniane liczne nazwiska i tytuły będą się kojarzyć z konkretnymi chwilami życia. Sądzę jednak, że i mniej doświadczony czytelnik wiele zyska, mając za przewodnika po fantastycznych światach Dominikę Materską. „Stacja kontroli chaosu” może być zarówno wprowadzeniem, przewodnikiem, jak i podsumowaniem. Nade wszystko może być też przyjemną, choć niefabularną, lekturą.

Stacja kontroli chaosu

Autor: Dominika Materska-Oramus
Wydawnictwo: SuperNOWA
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 2004
Liczba stron: 280
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-7054-161-5
Wydanie: I
Cena z okładki: 26,60 zł



blog comments powered by Disqus