Potęga czaru i czarów - recenzja książki "Cyrk nocy"

Autor: Tomasz Nowak
Korekta: Bool
4 października 2012

Któż nie tęskni za odrobiną magii? A niekiedy za wręcz absolutną władzą nad materią, za umiejętnością odmieniania rzeczywistości? Erin Morgenstern zaprasza nas do niezwykłego Cyrku Nocy, aby choć otrzeć się o czary – te prawdziwe i te płynące z życia. Proponuje popatrzeć na mistrzów, ale także odkryć i zrozumieć, że wszystko ma drugie dno.

Oto dwoje dzieci, sierot wziętych na wychowanie przez toczących spór dorosłych. Niezwykłych dorosłych – prawdziwych magów, potrafiących manipulować strukturą materii. Celia niespodziewanie pojawia się w życiu nieświadomego istnienia córki czarodzieja Prospero. Z kolei tajemniczy „mężczyzna w szarym garniturze” dobiera sobie ucznia, Marca, w sposób rozmyślny, według ściśle wyznaczonych założeń. Oboje młodzi będą musieli stoczyć w imieniu swych nauczycieli pojedynek…

Tyle już było opowieści o walkach magów i czarodziejów… Nie o walkę sensu stricte jednak tym razem chodzi, ile o zmaganie, którego ostateczny tryumfator ma potwierdzić słuszność pewnych racji. To nie starcie pełne ciskanych gromów, a subtelna rozgrywka, w której ścierają i nakładają się niuanse posiadanych umiejętności wpływania na otaczający świat, przyswajanych pod ścisłym dozorem przez całe młodzieńcze życie. Oponenci nie stoją tu twarzą w twarz. Celia i Marco nawet nie za bardzo wiedzą, o co chodzi i jak ma przebiegać ich pojedynek. Ba! Z początku w ogóle się nie znają. Kiedyś to się zmieni, ale nie musi to wcale oznaczać jakiegoś wielkiego przełomu, wszystko bowiem ma swój własny czas i rytm.

Areną ich zmagań staje się zdumiewający, tytułowy Le Cirque des Rêves. Założony przez wizjonera, teatralnego reżysera Chandresha Lefèvre’a, jest mekką niebanalnych osobistości, jak również miejscem spotkania świata magii z niemagicznym. Cyrk zapełniony zachwycającymi miejscami i wykonawcami, utrzymany w czarno-białych barwach, a więc pozornie nasycony skrajnościami, jest już sam w sobie scenerią fascynującą. Pełną czaru przez samo swe istnienie. Jednak spotykający się w nim magiczni artyści oraz ich zagorzali wielbiciele to jednak ludzie z krwi i kości. Swoistym uniwersalnym łącznikiem, w którym zupełnie zacierają się dzielące te dwie grupy różnice, jest stojący przy wejściu do cyrku całkowicie niemagiczny, lecz cudowny zegar, dzieło prawdziwego mistrza swej sztuki.

Jak najbardziej normalne więzi łączące światy artystów i widzów to wyraźna wskazówka, że jedni nie mogą istnieć bez drugich, nawet jeśli obserwatorzy pozostają dogłębnie nieświadomi natury spektaklu, w jakim uczestniczą. Co więcej, z czasem wzajemna zależność narasta i, mimo braku symetrii w sposobie pojmowania świata, widać dobitnie, że nie da się wyrwać jakiejś cząstki z jednej rzeczywistości, nie pozostawiwszy śladu w drugiej.

Ta nierówność, jakże charakterystyczna dla realnego życia, pociąga zresztą za sobą jasne konsekwencje. Skoro ktoś pozostaje uprzywilejowany, nosi w sobie także wielką odpowiedzialność. Tym cięższą, im większy jest zakres zmian, jakie w wokół siebie wywołuje, im szersze staje się grono zaangażowanych w nie ludzi. Stąd też przy każdej zarysowanej tu postaci pojawia się tło osobiste, pewna opowieść, która ją uczłowiecza, nie pozwala sprowadzić jedynie do imienia i nazwiska czy funkcji w cyrku. Ich losy staną się również ważne, gdy przyjdzie w końcu rozstrzygnąć pojedynek.

Autorka tej bogatej w strukturze opowieści operuje językiem niezwykle umiejętnie. Pławi się w plastycznych opisach, wizjach cyrku, doznaniach bohaterów. Z nich głównie, jak i z zawiłości ludzkiej natury oraz niejednoznaczności sytuacji, buduje niezwykły refleksyjny klimat. Plącze myślowe tropy, delektuje niedomówieniami, które – paradoksalnie – fantastycznej rzeczywistości nadają posmak prawdziwego realizmu.
Odmalowując niezwykłe obrazy, wprowadzając na ich tle zadziwiające persony, stara się wydobyć esencję człowieczeństwa w całej jej zawiłości, ale i bogactwie. Obnaża przy tym płytkość dążeń do celu za wszelką cenę. Neguje mrzonkę o absolucie, jeśli ten pozbawia człowieka tego, co najbardziej ludzkie.

To niewątpliwe książka czarująca, niekiedy wiktoriańsko mroczna, czasem skrząca się pięknie romantyczną namiętnością i rozpasanymi, nastrojowymi passusami. Pełna tajemnic, głęboko skrywanych sekretów, których trudno się domyślić, a zarazem rozbuchanych uczuć i pragnień, które wcale nie mają ulotnego charakteru. Przeciwnie, na przestrzeni lat zdają się trwać i dojrzewać. To także element magiczny, choć doświadczyć go może każdy z nas.

„Cyrk nocy” ma w sobie coś z przykurzonego uroku starego kina, ale również zupełnie współczesnej magii Davida Copperfielda. Przesycony nieuleczalnymi ludzkimi tęsknotami, u niektórych z pewnością je pogłębi, innym pomoże się z nich otrząsnąć. U pozostałych wzbudzi może nadzieję, wznieci wiarę w niezwykłość świata, który nas otacza, choć na co dzień wydaje się magii pozbawiony. Wierzyć trzeba i czekać warto, bo „cyrk pojawia się znikąd. Nie poprzedzają go żadne zapowiedzi (…). Cyrk po prostu jest (…).” A wówczas wszystko staje się możliwe. Byleby go nie przegapić; wystarczy kupić bilet, wejść i podobnie jak inni rêveurs dać uwieść jego wysmakowanej magii i czarowi.

Cyrk nocy

Autor: Erin Morgenstern
Tłumaczenie: Patryk Gołębiowski
Wydawnictwo: Świat Książki
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 10/2012
Tytuł oryginalny: The Night Circus
Rok wydania oryginału: 2011
Liczba stron: 432
Format: 135x215 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788327300751
Wydanie: I
Cena z okładki: 9,99 zł
Materiały powiązane:




blog comments powered by Disqus