Recenzja książki "O włos od piwa"

Autor: Sir Alexander
Korekta: Zunia
7 września 2009

Eugeniusz Dębski to człowiek wielofunkcyjny, przy czym większość jego funkcji – a przynajmniej spośród tych powszechnie znanych – koncentruje się na literaturze, ze wskazaniem na fantastykę. Dębski żyje w dwóch strefach – w cieniu, w którym wnosi wkład (wcale niebanalny!) jako tłumacz takich pisarzy ze wschodnich krain, jak Bułyczow, Pierumow czy Łazarczuk, oraz jawnie i w świecącej aureoli jako pisarz, którego nazwisko jest już od wielu lat rozpoznawalne, a chyba nawet cenione. W zbiorze opowiadań „O włos od piwa” Dębski po raz kolejny sięga po sprawdzony arsenał środków literackiego rażenia. Arsenał ów występuje pod postacią dalekich kuzynów (nie w sensie pokrewieństwa) pewnego rycerza z La Manchy i towarzyszącego mu zawsze z oddaniem giermka. Mówiąc krótko: powitajmy na scenie Holendyka i Cadrona: błędnego – choć bezbłędnego – rycerza z talentem do zgoła nieludzkich metamorfoz, których pozazdrościłby mu rasowy kameleon  oraz jego wiernego przyjaciela i niemalże sługę.

W zbiorze znalazło się miejsce zaledwie dla sześciu opowiadań. Większość z nich to literackie miniatury, jedno określić można mianem minipowieści (lub przynajmniej mikro…). Swoją drogą, jest to dobra okazja, by podkreślić, że Dębski najlepiej radzi sobie właśnie z krótkimi formami. Skromne gabarytami opowieści wydają się być szczególnie ciekawe: dosadne, zarazem lekkie, wciągające, zaciekawiające i nienudzące. A przy tym klarowne kompozycyjnie i nieprzegadane. Nieco inaczej ma się rzecz z długaśnym „O włos od serca”, które rozpościera się na ponad stu pięćdziesięciu stronicach. Nie twierdzę wprawdzie, że jest to opowiadanie kiepskie, ale zdecydowanie nazbyt rozrośnięte: kilkupłaszczyznowe i kilkuwątkowe, przy czym oceny mojej nie poprawia wcale fakt, iż autor w końcu umiejętnie wszystkie te ścieżki łączy i spaja. Do szczęścia brakuje w tym przypadku uzasadnienia dla takiej konstrukcji. Znacznie bardziej od spuchniętego „O włos od serca” spodobały mi się zwięzłe „Śmierdząca robota” czy „Hoża młynarka”. Na podstawie obu łatwo jest docenić nie tylko autorskie technikalia, ale i niezłe poczucie humoru.

Holendyk to postać ciekawa i godna uwagi. Sądzę, że zainteresuje także tych czytelników, którzy nie mieli jeszcze okazji zapoznać się z żadną z trzech poprzednich pozycji cyklu. Równie ciekawie prezentuje się Cadron, jego domniemany sługa, z którego autor uczynił bohatera równego Holendykowi. W rzeczy samej, żadne z zawartych w tomiku opowiadań nie jest poświęcone jednemu z nich, ale obojgu. W tym kontekście „O włos od piwa” jawi się jako literacka wyprawa do świata zapomnianej, męskiej przyjaźni. Bez podtekstów.

Hondelyk #4 - O włos od piwa (wyd. 2009)

Autor: Eugeniusz Dębski
Ilustrator: Dominik Broniek
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 5/2009
Seria wydawnicza: Asy polskiej fantastyki
Liczba stron: 400
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7574-058-5
Wydanie: II
Cena z okładki: 9,99 zł


blog comments powered by Disqus