Co chcielibyście wiedzieć o Xameleonie, a…

Autor: Tomasz Nowak
Korekta: Bool
8 października 2009

To już trzeci, po „Królewskiej roszadzie” i powieści „Tropem Xameleona”, tom perypetii dwojga przyjaciół, Hondelyka i Cadrona, dwóch wędrowców rześkich na umyśle, zaprawionych w bojach i fortelach, ale zawsze słownych i honorowych. I lubiących dobrze popasać, jak to ludzie dobrze opłacani.

Na początek pewne zdziwienie – zbiorek otwiera tekst już znany ze wspomnianej wcześniej „Królewskiej roszady”, czyli „Śmierdząca robota”. Jest to opowiadanie o starciu ze smokiem, którego zasadniczą wadą było, mówiąc oględnie, zanieczyszczanie okolicznego środowiska. Zgrabnie napisane, ze swadą, wprawia nie tylko w dobry humor, ale również wprowadza nieświadomego czytelnika w niezwykłe możliwości, jakimi dysponuje Hondelyk, kluczowe dla zrozumienia kolejnych przygód. Może i stąd też powtórzenie tego tekstu przez wydawcę?

A dalej robi się dość dziwnie. Połączone w zbiorze historie też okażą się znajome tym, którzy na bieżąco czytują prasę fantastyczną. Ponadto, dość niespodziewanie zanurzamy się w nich w nieznane wcześniej fakty z życia prywatnego bohaterów. Zdałoby się, że informacje te są niepotrzebne dla bieżących wydarzeń. Można by wręcz rzec, że reszta tomu staje się „familijna”. Oczywiście w sposób, w jaki „familijność” widzi Dębski…

Drugie opowiadanie, „O włos od serca”, jest bardzo rozbudowane i zdecydowanie odstaje od reszty, tak ilością wątków, jak i powagą tonu. W narracji szkatułkowej, pod płaszczykiem snu i maligny, autor wywodzi całe mnóstwo faktów z przeszłości. W kolejnym, „Z powodu picia podłego piwa…” poznajemy frapującą Marję Finnegarth, która zawładnie sercem Hondelyka. Z kolei „Dziewczyna ze snu” i „Hoża młynarka” przywołują więzy rodzinne, tudzież „prorodzinne” po stronie Cadrona.

Jedynym opowiadaniem pozbawionym tego typu podtekstów jest „Niepotrzebna twierdza”. Ciekawie rozpoczęta, kończy się niestety trochę bez ikry. Podobny zarzut można postawić w zasadzie również tekstom wymienionym wcześniej. Solidne, z humorem, trochę momentami przegadane (w stylu dla Dębskiego typowym), pozostają nadal bardzo zgrabne, ale brakuje im „błysku”, jaki iskrzył się w „Królewskiej roszadzie”.

Może jeszcze parę słów o ilustracjach Dominika Brońka. Ta na okładce sugeruje raczej mroczne treści, tymczasem zawartość tomu to historyjki spod znaku „kolczugi i miecza”. Podobnie grafiki w środku, choć niezłe formalnie i przystające do tekstów, są zbyt ciężkie w zestawieniu z treścią. Najdobitniejszym przykładem jest ostatni w książce portret pani Sewreny, wprawdzie ponętny, ale bardziej groźny niż urokliwy.

Tytuł tomu ewidentnie nawiązuje do dwóch zawartych w nim opowiadań, ale stanowiąc ich „kolaż”, nie mówi na wstępie właściwie niczego. Może poza tym, że brzmi szalenie „komercyjnie” i sugeruje, iż złotego trunku na kartach nie zbraknie. I to szczera prawda, bowiem przelewa się on przez nie szerokimi strugami. I tu chyba największy zarzut, jaki można by postawić Dębskiemu. Skąd, u diaska, pomysł, że piwo w czasach rycerzy miało pianę?! No, skąd?! A jeśli już na to przymknąć oko, warto przysiąść o ten tytułowy włos od kufelka, a może nawet bliżej, i spędzić mile parę chwil na niezobowiązującej lekturze. Bez bicia piany.

Hondelyk #4 - O włos od piwa (wyd. 2009)

Autor: Eugeniusz Dębski
Ilustrator: Dominik Broniek
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 5/2009
Seria wydawnicza: Asy polskiej fantastyki
Liczba stron: 400
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7574-058-5
Wydanie: II
Cena z okładki: 9,99 zł
Materiały powiązane:




blog comments powered by Disqus