Wydrwi, oj wydrwi...

Autor: Tomasz Nowak
Korekta: Wiktor "Inferre" Dynarski
3 listopada 2009

Eugeniusz Dębski, autor o niezliczonych fantastycznych wcieleniach, tym razem zaprasza do lektury powieści z pogranicza fantasy i drogi. Oto dwoje przyjaciół – Cadron i obdarzony niezwykłymi zdolnościami mimikry Hondelyk podróżują i czynią dobro. Nie bezinteresownie, oczywiście, choć serca, chłopy, mają wielkie!

Na początek trafiają przypadkiem do niejakiego Jugrego. To lokalny możny. Majętny, a co za tym często idzie, niestety, nieużyty. Ale cóż robota jest, jak mus to mus, bo i głową przyjdzie zapłacić. A potem fortelem trzeba uchodzić i już wiadomo, że nudno i w dalszych opowieściach być nie powinno. I słusznie! Kolejne sześć, to przygody tyle wymyślne, co rozpasane zarówno w karceniu ludzkich przywar i słabości, jak i w eklektycznym języku autora, który lubuje się wręcz w rozmaitych słownych smaczkach i dykteryjkach.

Obaj bohaterowie uwijają się, a to ratując kogoś z opresji, a to umykając przed rozeźlonym panem. Władają biegle mieczami i językami, a dowcipu im przy tym nie poskąpiono. Dlatego czyta się ich przygody, tak jak napisano – ze swadą, humorem i przyjemnością. Czasem tylko kończą się nieco płasko, bez wyraźnej puenty, o którą aż proszą. Ale to też może umyślny zabieg autora, żeby zachęcić czytelnika do szukania niedokończonych kwestii w następnym tekście?

I tak oto drwią sobie Dębski, Hondelyk i Cadron ze świata całego ku czytelniczej uciesze. Gorzej, że drwi też wydawca, tym razem nie ku uciesze, ale z samego czytelnika. Bo jakżeż zaskoczony (eufemizm) musi być każdy, kto kupił tę książkę i zobaczył, że jeśli posiada wydaną wcześniej przez Nową „Królewską roszadę”, to nabył właściwie to samo. Obecny zbiór poszerzono tylko o dwa pomniejsze opowiadania zajmujące ledwie ostatnie 80 stron. Oczywiście informacji o tym fakcie w wydaniu zabrakło. A że pierwotna kolejność tekstów została też gruntownie zmieniona – a co za tym idzie pomniejszyło to czytelność wydarzeń i zakłóciło możność szybkiego połapania się, co właściwie się dzieje – to już tylko detal...

To, co przy takiej konstrukcji zbioru widać natomiast wyraźniej, to subtelniej zawoalowany pierwotny, prześmiewczy zamysł autora skierowany przeciwko wiedźminowi. Wszak gdy ukazywało się pierwsze wydanie „Królewskiej roszady”, w roku 1995 na Geralcie można było jeszcze „pojeździć”. Dziś to sport ryzykowny.

Dwa nowe teksty – jeden będący jakby retrospekcją, a drugi – projekcją wydarzeń, nie wpisują się jakoś dobitnie w bieg bieżącej akcji. Zdają się natomiast nadawać im ramy czasowe. Czy to już koniec perypetii Cadrona i Hondelyka?

I jeszcze tylko gwoli kronikarskiej ścisłości. Brakujący w „Wydrwizębie” tekst z „Królewskiej roszady” znalazł się już na wstępie innego, wydanego rok wcześniej zbioru pt. „O włos od piwa”. Tutaj też można przeczytać kolejne opowiadania i ukoić skołatane nerwy. O włos od w… ydrwienia, rzecz jasna.

Hondelyk #5 - Wydrwiząb

Autor: Eugeniusz Dębski
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 10/2006
Seria wydawnicza: Bestsellery polskiej fantastyki
Liczba stron: 408
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-89011-95-6
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,99 zł
Materiały powiązane:




blog comments powered by Disqus