Każdy ma diabła, na jakiego zasłużył…

Autor: Tomasz Nowak
Korekta: Bool
25 października 2009

Drugi tom anielsko-diabelskich historii otwiera wstęp, który niczego dobrego nie wróży. Miał być on zapewne, zgodnie z intencją wydawcy i autorów (Jacek Piekara i Dominika Repeczko), „zaczepno-ironiczny”, ale wyszedł niedorzeczny. W utartym, publicystycznym stylu stanowi manifest zasady: cudze chwalicie, swego nie znacie.
Autorzy, upojeni swą wycyzelowaną „wiedzą historyczno-teologiczną”, stworzyli pamflet opluwający tradycję, która, o ironio!, pozwala im takie myśli w ogóle wyrażać. Pewnie, gdyby spytać, dlaczego na tle piekielno-niebiańskich wizji z różnych kultur, chrześcijańska rysuje się najbardziej krwawo, odrzekliby, że nikogo nie chcą urazić, ale takie są fakty. Owszem, są. Wybrane. Pasujące do koncepcji, ale pozbawione kontekstu. To szczególnie wyuzdany i niebezpieczny model pseudohistorycznej manipulacji, bazujący na niewiedzy czytelnika. Nie warto z nim nawet polemizować, ale jedno jest pewne – jako wstęp do antologii nie zapowiada niczego dobrego. I niestety słusznie, przynajmniej na początek…

Zbiór otwiera Maja L. Kossakowska zdawałoby się początkowo, że banalnym opowiadaniem „Gringo”. Wiąże tu prostą intrygę przyzywania szatana dla osiągnięcia ziemskich korzyści, osadzając ją przy tym w dość egzotycznych dla nas realiach świata Ameryki Łacińskiej. Działanie sił nieczystych, jak łatwo przewidzieć, musi wkrótce wywołać nieuchronną interwencję "strony przeciwnej", a jej radykalna, zaskakująca reakcja mogłaby być nawet intrygującą. Mogłaby, gdyby nie erudycyjny popis autorki, od lat mieszającej do woli w rozmaitych anielskich mitologiach, niczym Bogusław Wołoszański w historii. Szkoda. Lekki, na starcie pełen wigoru tekścik rozpada się z czasem pod ciężarem wyższej misji.

Atmosferę odczarowuje nieco lżejszy ton Cezarego Frąca w jego krótkim „handlowym” opowiadaniu o targach o ludzką duszę („Wolna konkurencja”). Ale tylko na chwilę, bowiem potem Łukasz Orbitowski („Cichy dom”) rzuca czytelnika w paranoidalną wizję zakrzywiającej się rzeczywistości, sięgając po obsesje skrywane głęboko pod płaszczem zwykłego zatroskania o codzienność. Czyni to z charakterystycznym nerwem, w klimacie przytłaczającym tak bardzo, że nie wszystkim – bohaterom i czytelnikom – przyjdzie się zeń wyzwolić. Uch…

Wraz z kolejnym tekstem („Na skalnym ostańcu”) Krzysztof Piskorski zabiera nas w zupełnie inny świat – dalekiej Północy i przynależnej jej prostej wiary splatającej się z przesądem. Niby sprawa rozgrywa się hen, daleko w obcych czy dawnych realiach, lecz dylematy, jakie podnosi, pozostają bliskie. Bo jeśli chodzi o wiarę, to, choć zmienia się sztafaż, pytania powracają. Szkoda tylko, że Piskorski nie potrafi zadać ich na tyle jasno i dobitnie, aby pozwolić czytelnikowi samemu na nie odpowiedzieć. Jego własne odpowiedzi wypadają niestety dosyć blado.

Lekko po temacie opętania przemyka Eva Mroczek w swoim „Nicaronie”. Choć wpisuje się w jakże współczesny kontekst internetowych aukcji i ciska w nas ogromną paką rozedrganych emocji, to jednak przywiązanie do tradycji „Amityville” czy „Halloween” nie pozwala jej wyjść poza utarte ramy stereotypu.

Drugi etap
Tekstem, który wyraźnie odróżnia się od poprzednich, już chociażby pozytywnym przesłaniem, jest „Newegwasu'u” Jakuba Ćwieka. Ta stylizowana na indiańską opowieść jest prostym, ale nie banalnym portretem społeczności rozdartej dylematem. Wybór pomiędzy dobrem wspólnoty i uległością a rozsądkiem i prawem do samostanowienia wydaje się oczywisty. Ale tak jest zawsze, kiedy pozostaje się obserwatorem z zewnątrz. Ćwiek waży racje obu stron, w końcu jasno wskazuje – stawia na rodzinne więzi i wygłasza ustami swego bohatera pean na cześć odwagi i hartu ducha. To bardzo odważny krok w dzisiejszych czasach.

W następnym tekście, „Który patrzy z wysoka”, Janusz Cyran wikła konflikt Nieba i Piekła w nasz, ludzki świat, nadając mu jednak nieludzkie oblicze. Wiem, ze brzmi to zawile, ale równie zawiłe są intencje autora, który poprzez miazmaty zmierza wprost ku jasnemu stwierdzeniu, że nie da się uniknąć nieuchronnego. Niestety, otoczka, w jakiej podaje tę prawdę, wydaje się pusta i wydumana.

Krzysztof Kochański w „Człowieku znikającym” powraca znów do wątku „diablich targów”. Czyni to przewrotnie, zgrabnie ujmując temat „niepohamowanej pokusy”. Zawsze jest ktoś, kto gotów jest spełnić twoje życzenia, zdaje się mówić z wisielczym humorem. Tylko czy ty zdajesz sobie sprawę z rzeczywistych, dalekosiężnych konsekwencji?

Pełen życzliwego ciepła dla mieszkańców Nieba (to niezwykła rzadkość!) jest kolejny tekst „Każdy ma swoje niebo” Iwony S. Nowak. Żartobliwa walka o niebiańskiego klienta to nie lada wysiłek dla anielskich reformatorów patrzących z niepokojem na zmiany zachodzące we współczesnym świecie. Z drugiej strony to wizja mogąca stanowić swoiste uzupełnienie wstępu do zbioru, którego autorzy jakoś tak nieskoro zaangażowali się w poszukiwanie obrazów nieba, gdyż pewnie rozbiłyby one przyjętą przez nich konwencję.

Zbliżając się do końca antologii, Anna Kańtoch („Szczęścia i wszelkiej pomyślności”) zaprasza do lektury w konwencji młodopolskiej powieści grozy, a’la Grabiński. Tym razem idzie nie o handel, ale o hazard. Stawką jest Anioł Stróż, tutaj będący metafizycznym alter ego „właściciela”, a zarazem apoteozą doczesnego szczęścia.

Całość kończy jak zwykle rubaszny Andrzej Pilipiuk („Cyrograf”), serwujący Jakubowi Wędrowyczowi podróż do korzeni. Egzorcysta udaje się w czasy przodków, gdzie jedynie diabeł, z którym przyjdzie się mu potykać, będzie ten sam.

Całość
Mydło i powidło. Wszystko i nic. Każdemu z autorów wolno wszystko. Takie ogólne wrażenie nasuwa lektura tego obszernego zbioru, zawierającego skądinąd kilka dobrych tekstów. Niestety, już na pierwszy rzut oka widać, że mści się tutaj niemiłosiernie zbyt obszerna myśl przewodnia – anioły i demony, ale przede wszystkim brak redaktora. Dla polskich antologii to praktyka charakterystyczna – zwyczaj niezapraszania do tego typu projektów człowieka, który nadałby pracy systematyczność, założył i egzekwował ramy brzegowe. W efekcie ze słusznego zamysłu wyłania się chaos, co tylko potwierdza, że redaktor to nie jedynie postać fasadowa, a realna umiejętność nadania idei sensownej, spójnej konstrukcji.

Zasugerowana na początku koncepcja, odmalowana we wstępie z taką emfazą, traci z tekstu na tekst swą wymowę, rozmywając się gdzieniegdzie już tylko w niejasne odniesienia do tematu. Ostatecznie w wielkim pogmatwaniu tomu drugiego „A.D. XIII” ginie ona całkowicie. No chyba że ów chaos, totalną literacką anarchię uznamy za demoniczny pomysł wydawcy na promocję…

A.D. XIII #2 - A.D.XIII, tom 2

Autor: Janusz Cyran, Cezary S. Frąc, Anna Kańtoch, Krzysztof Kochański, Maja Lidia Kossakowska, Eva Mroczek, Iwona S. Nowak, Łukasz Orbitowski, Andrzej Pilipiuk, Krzysztof Piskorski, Jakub Ćwiek
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 11/2007
Liczba stron: 554
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60505-74-8
Wydanie: I
Cena z okładki: 9,99 zł
Materiały powiązane:




blog comments powered by Disqus