Recenzja książki "Galeria złamanych piór"

Autor: Greg K1ler

Nie wiem za bardzo na jakiej zasadzie to działa, ale są autorzy, którzy nie ważne, co stworzą, a i tak da się to czytać. Podobnie jest w przypadku "Galerii złamanych piór". Feliks W. Kres, w mojej opinii, czegokolwiek się dotknie zamienia we wspaniałą literacką przygodę. Pozycja ta, trzeba powiedzieć od razu, że odważna, wędrowała sobie po poszczególnych recenzentach Nowej Gildii. Jakoś nikt nie chciał się w nią zagłębić, "co w niej może być fajnego?" - mawiano. I tak z rąk do rąk, aż trafiła do mnie. Jako że żadnej dziwnej książki się z zasady nie boję (bo obawiam się tylko większości nowoczesnej fantasy), podszedłem do niej bez oporów i... rozbawiła mnie do łez. Ma chłop cierpliwość i poczucie humoru. Nie ma co.

Kto przy zdrowych zmysłach podjąłby się takiego zadania - nauczania młodych (bez)talentów (tu właściwie wypadałoby wstawić moje błądzące spojrzenie po ścianach pokoju)? Jak widać, zdarzają się i tacy i chwała im za to. Ktoś musi. Natura pustki nie znosi. Autor "Księgi całości" nadaje się do tego jak mało kto, sam jest doskonałym rzemieślnikiem i gawędziarzem, z kosmosu porad nie przytacza. Choć niektórzy zarzucali mu w listach bezcelowość podobnych działań i brak odpowiednich predyspozycji, Kres też kiedyś był tylko początkującym pisarzem, uczestniczył w warsztatach, podpatrywał najlepszych - najlepiej uczyć kogoś na własnych błędach. Czy jakoś tak.

Jeżeli ktoś uważnie śledzi polską fantastykę, czytuje odpowiednie czasopisma, nie znajdzie w pozycji nic (no, prawie nic) nowego. Jeśli chodzi o mnie, to było mi bardzo miło przypomnieć sobie fenixowe kąciki, a i całkiem świeżą "Galerię osobliwości". Skąd to wynika? Niejednokrotnie teksty (pre)debiutantów wręcz kipią niezamierzonym humorem, a gdy znajdzie się ktoś taki, kto potrafi jeszcze celnie to podchwycić, mamy do czynienia z niezłą komedią (z odpowiednim przesłaniem, żeby nie było). Najlepsze są chyba kawałki, w których bardzo młodzi ludzie (to widać od razu) wyskakują jak Filip z konopii z tekstami w stylu: "e, ty taki owaki, jak możesz?, kto ci dał taką władzę?, a w ogóle to ja jestem najlepszy - sam zobacz". I widzimy wszyscy, bez dwóch zdań.

Na końcu, w ramach bonusu, zamieszczone są opowiadania w surowej postaci. Niezredagowane, przed jakąkolwiek obróbką. Tak, by pokazać najważniejszą sprawę w całej tej pisarskiej babraninie - praca nad tekstem to 90% wartości dzieła. Co ciekawe, niezły wybór, bo jedno z nich to typowy bubel, drugie to średniak, a trzecie podobało mi się nawet w tej, dajmy na to, kiepskiej formie.

Nie ma się co więcej rozwodzić nad tą pozycją. Miło, że ujrzała światło dzienne, w końcu nie samą beletrystyką człowiek żyje. Podziwiam wydawców za ich odwagę, bo o ile znam podobne przypadki to "Galeria..." jest tylko wagonikiem ciągniętym przez inne lokomotywy. Ale nie mnie oceniać. Nie polecam graczom rpg, osobom, których ta tematyka nie interesuje, bo i po co. Żądnym ciekawostek i wszystkim wtajemniczonym tudzież tym, którzy chcieliby takimi zostać, jak najbardziej. Dobra to rzecz, aczkolwiek nie nowa.

P.S. Jedno mnie tylko "rozdrażniło" - coś w rodzaju politycznej poprawności autora. Po co ten gość się tak tłumaczy? Nie podoba się, to nie czytaj. Ot, i tyle co miałem do powiedzenia.

Galeria złamanych piór

Autor: Feliks W. Kres
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 2/2005
Liczba stron: 416
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-89011-32-8
Wydanie: I
Cena z okładki: 25,00 zł


blog comments powered by Disqus