Recenzja książki "Małe palce"

Autor: Zunia
30 grudnia 2008

Filip Florian, rumuński pisarz i dziennikarz, za „Małe palce”, swój debiut z 2005 roku (właśnie wydany u nas przez wydawnictwo Czarne) otrzymał całą masę prestiżowych wyróżnień, jak choćby nagrodę Związku Pisarzy Rumuńskich za najlepszy debiut prozatorski. Jestem pewna, że jak najbardziej zasłużenie.

Powieść Floriana zabiera nas do małego, karpackiego kurortu, w którym prowadzone są badania ruin dawnego obozu rzymskiego. Prace archeologów muszą jednak zostać przerwane – bawiący się w pobliżu chłopiec natrafia bowiem przypadkiem na ludzką czaszkę. Wkrótce okazuje się, że chcąc nie chcąc, odkrył masowy grób. Kiedy pojawia się przypuszczenie, że szczątki pochodzą z egzekucji zleconej przez partię komunistyczną w latach 50., sprawa nabiera wymiaru politycznego.

„Małe palce” nie są powieścią sensacyjną ani kryminalną. Fabuła stanowi tu jedynie delikatnie zarysowane tło, pretekst do nakreślenia portretów mieszkańców i gości miasteczka. Poznajemy więc archeologa Petrusa (jeśli można mówić o głównym bohaterze tej powieści, to będzie nim właśnie on) i jego gospodynię Paulinę. To pani Paulina, przyznam szczerze, zaskarbiła sobie moją największą sympatię. Jej herbata z lebiodki czy wróżenie z fusów emanują niepowtarzalnym ciepłem czasów naszych babć (a może nawet prababć).

Dalej, jak w kalejdoskopie, przed oczami czytelników przewijają się: Titu Maériu – były więzień polityczny, Caterina – dziennikarka, Andrei Butylkin – szeregowiec, brat Onufry (Dudek), pan Sasza – fotograf (ze swoim wielbłądem), pięcioro archeologów-konsultantów z Argentyny itd., itp. To jedynie cząstka przeolbrzymiej galerii postaci „Małych palców”, którymi zaludnić dałoby się karty znacznie większej ilości powieści. Trochę, przyznać trzeba, ich za dużo… Zwłaszcza że część z nich pojawia się właściwie tylko raz. Z drugiej strony, nie do końca jest to zarzut – postaci te są bardzo różne i barwne, a przede wszystkim niepapierowe, tak więc każdy czytelnik znajdzie coś (kogoś) dla siebie.

Do mnogości bohaterów dostosowana jest także różnorodność narracji: pierwszoosobowa (narratorem jest wtedy Petrus) przeplata się z trzecioosobową, a i ta zdaje się być zmienna, gdyż zależna od perspektywy opisywanej postaci. W ten sposób konstrukcja powieści przypomina misterny patchwork, którego każda z cząstek stanowi popis kunsztu autora.

„Małe palce” Filipa Floriana to przepiękna, nastrojowa książka – pełna magii, która wypływa nie tylko z warstwy fabularnej, ale także z wyjątkowego, pełnego poetyckich fraz języka. Pozycja w sam raz dla miłośników książek Gabriela Garcii Marqueza oraz niespiesznie snutych opowieści.

Małe palce

Autor: Filip Florian
Tłumaczenie: Szymon Wcisło
Wydawnictwo: Czarne
Miejsce wydania: Wołowiec
Wydanie polskie: 10/2008
Seria wydawnicza: Inna Europa, inna literatura
Liczba stron: 224
Format: 125 x 195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7536-058-5
Wydanie: I
Cena z okładki: 6,99 zł


blog comments powered by Disqus