Fragment #2 z książki "Diuna"

Autor: Frank Herbert

Zaczynała się ceremonia pogrzebowa Dżamisa.

Jessika popatrzyła na arrakański zachód słońca, na spiętrzone pokłady kolorów na niebie. Noc zaczęła już rzucać cienie wzdłuż odległych skał i wydm.

A jednak upał nie ustępował. Skierował jej myśli ku wodzie i obserwacji, którą poczyniła - że wszystkich tych ludzi udało się przyzwyczaić do odczuwania pragnienia tylko w określonych porach.

Pragnienie.

Pamiętała oświetlone blaskiem księżyca fale na Kaladanie, zarzucające białe szaty na skały... i wiatr brzemienny wilgocią. Podmuch, który muskał teraz jej strój, palił połacie skóry na policzkach i czole. Nowe wtyki nosowe uwierały ją i Jessika stwierdziła, że biegnąca po twarzy do filtraka rurka odzyskująca wilgoć z oddechu też ją denerwuje.

Sam filtrak był jak parnik.

"Filtrak będzie znośniejszy, kiedy przestawisz się na niższą zawartość wody w ciele" - powiedział jej Stilgar.

Wiedziała, że ma rację, ale nie przyniosło to ulgi. Podświadoma troska o wodę obciążała psychicznie. "Nie - poprawiła się. - To jest troska o wilgoć".

Czyli sprawa subtelniejsza i głębsza.

Usłyszała zbliżające się kroki. Odwróciła się i zobaczyła Paula wyłaniającego się z czeluści jaskini, a za nim delikatną twarz depczącej mu po piętach Chani. "Jeszcze jedna sprawa - pomyślała. - Trzeba uczulić Paula na ich kobiety. Żadna z tych pustynnych kobiet nie nadaje się na żonę dla księcia. Na konkubinę, i owszem, ale nie na żonę".

Z kolei zastanowiła się nad sobą: "Czyżbym się zaraziła od niego myślami?" I dostrzegła, jak doskonale została uwarunkowana. "Potrafię myśleć o małżeńskich potrzebach królewskiego rodu, nie biorąc pod uwagę własnego konkubinatu. Ale ja... byłam więcej niż konkubiną".

- Matko.

Paul stanął przed nią. Tuż za nim zatrzymała się Chani.

- Matko, wiesz, co oni robią tam, w głębi?

Jessika spojrzała na ciemne plamy jego oczu patrzących z kaptura.

- Chyba tak.

- Chani mi pokazała... Bo powinienem to zobaczyć i dać... zgodę na ważenie wody.

Jessika popatrzyła na dziewczynę.

- Oni odzyskują wodę Dżamisa - powiedziała Chani, a jej cienki głos zabrzmiał nosowo z powodu wtyków. - Takie jest prawo. Ciało należy do człowieka, jego woda zaś do plemienia... Wyjątkiem jest pojedynek.

- Mówią, że to moja woda - rzekł Paul.

Jessikę zastanowiło, dlaczego ich słowa obudziły w niej znienacka czujność i podejrzliwość.

- Woda z pojedynku należy do zwycięzcy - oświadczyła Chani. - To dlatego, że musicie walczyć bez filtraków. Zwycięzcy trzeba oddać wodę, którą traci w czasie walki.

- Nie chcę jego wody - wymamrotał Paul.

Czuł się częścią wielu poruszających się jednocześnie oderwanych obrazów, co tworzyło chaos dla oka jaźni. Nie mógł być pewny, co zrobi, ale jednego był pewny absolutnie: nie chciał wody wydestylowanej z ciała Dżamisa.

- To przecież... woda - powiedziała Chani.

Jessikę zachwycił sposób, w jaki to wymówiła. "Woda". Tyle znaczenia w tak prostym dźwięku. Przypomniał jej się aksjomat Bene Gesserit: "Przetrwanie to umiejętność pływania w obcej wodzie". I pomyślała: "Paul i ja musimy odkryć prądy i prawidłowości tych obcych wód... jeżeli mamy przetrwać".

- Przyjmiesz tę wodę - rzekła.

Rozpoznała ów ton. Tym samym tonem przemówiła kiedyś do Leto, gdy oznajmiła swemu utraconemu księciu, że ma przyjąć dużą sumę oferowaną za jego poparcie dla wątpliwego przedsięwzięcia - gdyż pieniądz podtrzymywał potęgę Atrydów.

Na Arrakis pieniądzem była woda. Widziała to jasno.

Paul zachował milczenie. Wiedział już, że zrobi, jak kazała matka, i to nie dlatego, że ona tak każe, ale dlatego, że jej ton zmusił go do przewartościowania sądu. Odrzucenie wody byłoby zerwaniem z przyjętą u Fremenów praktyką.

Po chwili przypomniał sobie słowa czterysta sześćdziesiątej siódmej Kalimy w Biblii P-K Yuego.

- "Z wody powstaje wszelkie życie" - zacytował.

Jessika wytrzeszczyła oczy. "Gdzie on się tego nauczył? Nie studiował misteriów".

- Tak powiedziano - rzekła Chani. - Giudichar mantene: napisano w Szach-Name, że woda powstała przed wszystkimi rzeczami.

Kroniki Diuny #1 - Diuna - Wydanie specjalne z ilustracjami Wojciecha Siudmaka

Autor: Frank Herbert
Okładka: Wojciech Siudmak
Tłumaczenie: Marek Marszał
Ilustrator: Wojciech Siudmak
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 3/2007
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-7301-723-8
Cena z okładki: 55 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus