Może nie do końca bomba, ale... - recenzja "Furii" G.M. Forda

Autor: Kormak
17 czerwca 2008

G.M. Ford zyskał sławę jako autor popularnych powieści kryminalnych o Leo Watermanie, zgryźliwym detektywie w średnim wieku z Seattle, któremu w rozwiązywaniu zagadek pomaga zbieranina pijaczków i bezdomnych. Po sześciu książkach Ford odczuł chyba zmęczenie swoim bohaterem, bo rozpoczął nowy cykl, którego centralną postacią uczynił dziennikarza Franka Corso, również działającego w mieście rozsławionym jako kolebka grunge’u, miejsce ostatecznego spoczynku Bruce’a Lee i Jimiego Hendrixa oraz główna siedziba koncernów Boeing i Microsoft.

Frank Corso to samotnik, unikający kontaktu z innymi ludźmi, nie znoszący rozgłosu. W przeszłości miał go aż nadto: błyskotliwą karierę dziennikarską w „New York Timesie” przerwała mu afera związana ze sfabrykowaniem przez niego artykułu. Po publicznej nagonce wydawało się, że nigdy nie znajdzie już pracy w zawodzie. Niespodziewanie szansę dała mu właścicielka „Seattle Sun”, trzeciorzędnego szmatławca, który mógł tylko zyskać na zatrudnieniu skompromitowanego dziennikarza. Już jego pierwszy tekst wywołuje burzę, bo Corso powątpiewa w nim w winę Waltera Leroya Himesa, ograniczonego umysłowo bezdomnego pedofila, oskarżonego o serię makabrycznych gwałtów i morderstw na młodych kobietach, którego prasa ochrzciła przydomkiem Śmieciarz (z racji miejsca, w którym porzucał ciała ofiar). Franka nie przekonują ani wątpliwej jakości dowody, ani zeznania policjantów. Zamiast odzyskania reputacji oczekuje na niego za to lincz z rąk rozwścieczonych mieszkańców Seattle, który omal nie kończy się jego śmiercią.

Jest rok 2001, mijają cztery lata, które w życiu Franka Corso zmieniły sporo. Teraz jest sławnym pisarzem, którego powieści kryminalne przynoszą mu miliony. Do „Seattle Sun” pisuje sporadycznie, raczej dla przyjemności i z wdzięczności dla właścicielki, która kiedyś wyciągnęła do niego pomocną dłoń. I właśnie na ten dług powołuje się ona, kiedy do egzekucji Himesa pozostaje sześć dni, a dziewczyna, której zeznania go pogrążyły, nagle odwołuje wszystko. Dziennikarz ma bardzo mało czasu na znalezienie dowodów niewinności skazańca. Dodatkowym utrudnieniem będzie opór policji i burmistrza, znienawidzony redaktor naczelny „Seattle Sun” i czający się w mroku prawdziwy morderca. W śledztwie wspomagać Corso będzie fotoreporterka Meg Dougherty, wytatuowana od stóp do głów w obsceniczne tatuaże, sama skrywająca niejedną tajemnicę...

Ta książka jest jak tykająca bomba zegarowa – tak na okładce Furii zachwala ją sam Harlan Coben. Jest to gruba przesada, aczkolwiek ograniczenie czasowe nałożone na głównego bohatera (sześć dni) sprawia, że akcja faktycznie gna do przodu. Podczas lektury nie miałem jednak gęsiej skórki, przewracając każdą kartkę. Może wynikało to z tego, że sam Frank Corso to dosyć mało sympatyczna postać. Dodajmy także, że dosyć stereotypowa: ponury samotnik, lubiący łamać reguły, oczywiście diablo utalentowany i błyskotliwy, zmagający się ze światem. W ogóle od sztampowych postaci w Furii aż się roi i często z łatwością da się przewidzieć, co za chwilę zrobi lub powie wredny redaktor naczelny Hawes albo gburowaty detektyw Densmore. No właśnie, kolejną bolączką są dialogi, momentami tak banalne, że dziw bierze, że napisał je nie debiutant, a uznany w swoim gatunku pisarz.

Co jednak dziwne, nawet te wady nie sprawiły, żebym odstawił powieść na półkę. Mimo wszystko intryga kryminalna jest interesująca, szczególnie zwroty akcji w końcówce. Ponadto Ford stara się – choć nie ma na to zbyt dużo miejsca – nakreślić wizerunek Seattle, najbardziej deszczowego miasta Ameryki, spowitego lodowatą mgłą, mającego także największy odsetek seryjnych morderców w kraju. Jest to wdzięczna lokalizacja dla kryminałów. Kiedy jeszcze autor zacznie pisać lepsze dialogi i może poświęci więcej stron na pogłębienie psychologicznych rysów swoich bohaterów, znajdzie we mnie wiernego czytelnika kolejnych części. Na pewno sporo brakuje mu do europejskich mistrzów kryminału w rodzaju Mankella czy Marininy, ale widać, że się stara.

I gdyby tak jeszcze Frank Corso ściął ten swój kucyk...

Frank Corso #1 - Furia

Autor: G.M. Ford
Wydawnictwo: Rzeczpospolita - Przedsiębiorstwo Wydawnicze
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 7/2007
Tytuł oryginalny: Frank Corso: Fury
Rok wydania oryginału: 2001
Liczba stron: 336
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60192-28-3
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,00 zł


blog comments powered by Disqus