Recenzja książki "Nocny ogrodnik"

Autor: Henryk Tur
23 lipca 2008

Autor powieści jest Amerykaninem, ale, jak łatwo odgadnąć po nazwisku, jego korzenie znajdują się w Helladzie. Nadto ma sporo wspólnego z Polską – był scenarzystą serialu reżyserowanego przez Agnieszkę Holland oraz zajmował się dystrybucją filmu Ryszarda Bugajskiego w USA. Ot, taki współczesny miszmasz kulturowy. W dodatku, chociaż mieszka w Silver Spring, to sercem przebywa na stałe w Waszyngtonie, który stał się tłem akcji dla czternastu napisanych jak dotąd przez niego powieści sensacyjnych.

„Nocnego ogrodnika” można zaklasyfikować jako kryminał. Rozpoczyna się on w 1985 roku, kiedy to zostają odnalezione zwłoki nastolatki. Jest ona kolejną ofiarą psychopaty ochrzczonego jako „palindromiczny morderca”. Ów zwyrodnialec za cel obrał sobie młodych ludzi o imionach czytanych tak samo normalnie, jak i wspak: Eve, Asa, Otto. Dwaj policjanci, Ramone i Holiday, znajdują się na miejscu zbrodni, towarzysząc w oględzinach legendarnemu detektywowi Cookowi. Jednak nawet as nie potrafi zidentyfikować mordercy ani też żadnych pozostawionych przez niego śladów. Na szczęście Eve okazuje się być ostatnią ofiarą psychopaty.

Jak na ironię losu, dwadzieścia lat później bestia powraca i to właśnie Holiday jest tym, który znajduję ofiarę. Jednak w chwili tej nie jest już od dawna policjantem. Prowadzi własny biznes przewozowy i żyje z dnia na dzień. W służbie prawa pozostał natomiast Ramone, zaś na kolejną ironię losu zakrawa fakt, iż zamordowany Asa był dobrym kolegą jego syna. Policjant postanawia za wszelką cenę ująć zbrodniarza, a z prośbą o pomoc zwraca się do emerytowanego Cooka, który, mimo odejścia z zawodu, wciąż żyje sprawami kryminalnymi. Taki nawyk.

Poszukiwanie mordercy stanowi główną linię fabularną książki, z którą splatają się losy Ramone’a oraz dwóch czarnoskórych przestępców, Brocka i Gaskinsa. Oczywiście pierwsze rozdziały są od siebie całkowicie autonomiczne, jednak losy tej trójki zaczynają się splatać w miarę postępu fabuły. Poznajemy zarówno metody pracy śledczych, jak i półświatek pełen dilerów narkotyków, prostytutek i handlarzy bronią. Jednak mam dwa zarzuty. Po pierwsze, akcja ślimaczy się okropnie. Rozumiem, śledztwo nie biegnie błyskawicznie, ale czy, gdy Ramone wchodzi do pokoju syna, muszę dostawać zaraz pełen spis znajdujących się tam przedmiotów, z plakatami na ścianach włącznie? Takich sytuacji jest więcej, co sprawia, że książka jest sztucznie rozdęta pod względem ilości stron i miejscami po prostu nudna. Rzecz druga, która mnie dość irytowała, to „zwaszyngtonowanie”. Nie wiem doprawdy, czy autor jest sponsorowany przez radę miasta stolicy USA, czy tez naprawdę jest maniakiem Waszyngtonu, tak czy owak zasypuje nas nazwami ulic, budynków, zaułków, skwerów itd. W przypadku czytelnika amerykańskiego ma to sens i dodaje realizmu tekstowi, ale dla przeciętnego mieszkańca kraju nad Wisłą jest to kolejne sztuczne zawyżanie ilości słów występujących w książce. No chyba że ktoś sobie Google Earth włączy i będzie śledził na bieżąco kolejne lokacje.

Te dwie rzeczy sprawiają, że książkę czytamy z wyrazem znudzenia na twarzy, poziewując od czasu do czasu. Nie zachwyca też ona językiem, zaś sama intryga jest po prostu taka sobie. Dlatego też „Nocny ogrodnik” to nudny ogrodnik, a jego lektura nuży. Jeśli chcecie coś na sen, możecie śmiało czytać. W innym przypadku można sobie spokojnie darować.

Nocny Ogrodnik

Autor: George Pelecanos
Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 1/2008
Tytuł oryginalny: The Night Gardener
Rok wydania oryginału: 2006
Liczba stron: 296
Format: 140x200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7469-662-3
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł


blog comments powered by Disqus