Recenzja książki "Taniec ze smokami", część I

Autor: Przemek Szymczak
Korekta: Bool
10 lutego 2012

Poniższe stwierdzenie zostanie napisane w tej recenzji prędzej czy później, więc dlaczego nie zrobić tego na samym początku? „Pieśń Lodu i Ognia” George’a R. R. Martina to jedno z najlepszych dzieł fantasy, jakie powstały. Potwierdza to jego niesamowita popularność, która ostatnio jeszcze wzrosła, gdy na ekrany telewizorów trafił serial produkcji HBO oparty na powieści.

Do sukcesu cyklu Martina przyczynia się niemal każda jego składowa. Fabuła książek jest wciągająca, skonstruowana z myślą o inteligentnym czytelniku. Wątki odbiegają daleko od stereotypowych klisz, na które pozwalają sobie czasami autorzy literatury fantasy, przekonani, że oryginalność wymyślonego przez nich świata to wszystko, czego potrzebują. Martin widzi w odbiorcach swoich książek wymagających czytelników. Tworzy dla nich historię tak złożoną, że w tym wypadku niemożliwością byłoby stosować uproszczenia. Składają się na nią dosłownie dziesiątki wątków, mniejszych i większych. Zawsze mnie zastanawiało, w jaki sposób autor to robi, że wszystkie one tak idealnie do siebie pasują. Mam swoją prywatną hipotezę o wielkiej ścianie, może takiej na dwa piętra, zapisanej drobnym pismem, wypełnionej liniami i strzałkami łączącymi poszczególne zdarzenia, historie, postacie…

Przy tak dokładnie skonstruowanej fabule również i świat, w którym rozgrywa się cykl powieści, jest dopracowany w najmniejszych szczegółach. Stanowi harmonijne połączenie baśniowości fantasy z brutalnymi realiami średniowiecznej Europy. Wynikiem tego jest niepewna, zimna i okrutna kraina, gdzie nie ma miejsca na proste podziały na dobro i zło; w której wszystko, co najgorsze, może się przytrafić naszym ulubionym bohaterom.

Te dwie cechy już prawdopodobnie wystarczają, by kolejne tomy sagi trafiały na czołowe miejsca list bestsellerów, ale tym, co czyni ją naprawdę wyjątkową, są postacie. Martin zaludnia karty swoich powieści jednymi z najbardziej żywych i wielowymiarowych bohaterów, z jakimi miałem okazję się spotkać w literaturze fantasy. Ich niejednoznaczność, ciągłe przekraczanie granicy między pozytywnym i negatywnym wiąże się z wielowarstwowością charakterów. Bardzo łatwo jest się zaprzyjaźnić z tymi postaciami, są tak łudząco podobne do prawdziwych ludzi, impulsywne, zmienne i miejscami zagubione. Tym bardziej niecierpliwe było oczekiwanie na kolejne wieści o nich przez te sześć lat, jakie upłynęły między wydaniem „Uczty dla wron” i „Tańca ze smokami”.
Sześć lat to szmat czasu. Ale wreszcie jest: część pierwsza, z prostą i gustowną jasną okładką, licząca sobie ponad sześćset stron. A to dopiero połowa zabawy.

„Taniec ze smokami” skupia się na Jonie, Branie, Deanerys oraz Tyrionie i przedstawia ich historie od momentu, w którym zostały przerwane w poprzednich książkach. Pojawiają się też, na razie sporadycznie, inne postacie. Wśród nich nawet te, których już nie spodziewaliśmy się ujrzeć ponownie.

W polskim wydaniu książka została podzielona na dwie części. W drugiej z nich, jak zapowiada autor już we wstępie, akcja ruszy do przodu i „Taniec ze smokami” nie tylko nadgoni wydarzenia z „Uczty dla wron”, ale dowiemy się również, co będzie działo się dalej.

Autor niespiesznie buduje wątki, skąpiąc nam nieco dramatycznych zwrotów akcji i zaskakujących odkryć. Widać, że sytuacja Jona powoli rozwija się, ale wątki Deanerys i Brana przez długi czas stoją w miejscu. Najwięcej dzieje się u Tyriona. Jednak żaden z rozdziałów książki nie jest przez to nudny. Przeciwnie, to zaleta, Martin nie pędzi do przodu za wszelką cenę, tylko pozwala sobie na rozwijanie wydarzeń we własnym tempie. Po przeczytaniu pierwszej części „Tańca ze smokami” wydaje się, że autor zwolnił, ale nie ulega wątpliwości, że nadal trzyma swój wysoki poziom. Daje czas zarówno swoim bohaterom, jak i nam, czytelnikom, na poukładanie tego, co działo się do tej pory. Pozwala swoim postaciom zmieniać się wewnętrznie. Czuć jednak, że jest to cisza przed burzą. Na horyzoncie zbierają się czarne chmury i już niedługo los znów wtrąci się w życie bohaterów, a Westeros ponownie zatrzęsie się w posadach. Pozostaje czekać, jeszcze bardziej niecierpliwie niż dotychczas, na ciąg dalszy i zastanawiać się, kiedy i jak drogi bohaterów wreszcie się przetną. To, co dotychczas Martin napisał, wskazuje, że te spotkania będą miały energię wulkanicznej erupcji i wprawią czytelników w niemałe osłupienie.

Pieśń Lodu i Ognia #5 - Taniec ze smokami, część I

Autor: George R. R. Martin
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 11/2011
Tytuł oryginalny: Song of Ice and Fire: A Dance with Dragons
Rok wydania oryginału: 2011
Format: 125x185 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7506-897-9
Wydanie: I
Cena z okładki: 45,00 zł


blog comments powered by Disqus