Graham Masterton "Infekcja" - recenzja książki

Autor: Aleksander Krukowski
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
5 września 2014

Zaczęło się 40 lat temu

Dobrym przepisem na udaną lekturę kolejnych książek Mastertona jest obniżenie swoich oczekiwań. Jeśli ustawimy poprzeczkę zbyt wysoko, czeka nas w większości przypadków rozczarowanie. Ale jeśli nie nastawimy się na nic szczególnego, czasem pisarzowi uda się nas pozytywnie zaskoczyć tym i owym, a ostatecznie to przecież o radość czytania chodzi, a nie o jakiś abstrakcyjnie wymyślany poziom literacki.

Infekcja to idealny przykład książki, po której nie powinniśmy się wiele spodziewać. Jest to kontynuacja serii Manitou, którą Masterton rozpoczął... niemal 40 lat temu! Jej ciągłe trwanie po tak długim czasie motywowane jest z pewnością względami ekonomicznymi, co pozwala odpowiednio ocenić jakoś produkcji. I choć Masterton od jakiegoś czasu każdą kolejną powieść tego cyklu określa mianem ostatniej, to po kilku latach wraca do swej pierwszej serii, która przyniosła mu tyle sławy i tyle pieniędzy. Bo obu nigdy za wiele.

Tak przygotowani, możemy rozpocząć lekturę Infekcji, która okaże się... zaskakująco dobrą książką. Motywy z Manitou są luźne, wyraźna jest tylko obecność głównego protagonisty serii, Harry'ego Erskine'a, który tym razem wspierany będzie przez atrakcyjną i mądrą panią profesor, Annę Grey. Główny przeciwnik Erskine'a, szaman Misquamacus, nie powraca w tej części, lecz świat wcale nie ma spokoju. W Ameryce pojawia się nowa choroba, która objawia się majakami i krwawymi wymiotami. Rozprzestrzenia się konsekwentnie i pochłania kolejne ofiary, w tym partnera Anny. Starając się rozwiązać zagadkową epidemię, bohaterka znajdzie jej źródło w pozanaturalnych przyczynach. Jednoczy swe siły z Erskinem, weteranem walk z nadprzyrodzonymi siłami, by wyzwolić świat od mściwych duchów rdzennych mieszkańców Ameryki, które też weszły w konszachty z pobratymcamiy ze Starego Kontynentu.

Klimat Manitou w dużej mierze został osiągnięty: mamy tu żądne odwetu na białych najeźdźcach indiańskie duchy, mamy realne zagrożenie przez owe duchy wywołane, oraz bohaterów odkrywających stopniowo, co się dzieje. Bo i schemat fabularny jest tu zbliżony nie tylko do Manitou, ale i do większości pozostałych powieści Mastertona: bohater nie wie, co się dzieje, odrzuca nadnaturalne wyjaśnienia, które wydają mu się irracjonalne, po to, by ostatecznie przekonać się do ich (względnej) realności i odnaleźć sposób na pokonanie demonów. W Infekcji mamy dwójkę bohaterów, i to Annie przypadnie rola niedowiarka, tym właściwsza, że jako epidemiolog ufa ona "szkiełku i oku".

Choć Infekcja jest książką rzeczywiście pisaną na wzór Manitou, ignorującą zmiany w literaturze na przestrzeni niemal czterech ostatnich dekad, to ma kilka mocnych stron. Rozdzielenie narracji, która koncentruje się raz na przygodach Anny, raz Harry'ego, to dobry, dynamizujący pomysł. Także motyw tytułowej infekcji jest całkiem udany. Nieco wtórny (nawet wobec samego Mastertona), ale wciąż dobry, przenoszący źródło strachu z tego co duże i silne, na to co małe, niewidoczne, lecz również śmiertelne – a przy tym dużo bardziej realne, bliższe czytelnikowi i przez to nieco straszniejsze, chociaż Masterton coraz mniej straszy, coraz mniejsze wywołuje napięcie, a coraz więcej zalewa odbiorców krwią, posoką i wnętrznościami wszelkiej odmiany.

Infekcja jest oczywiście "odcinaniem kuponów" od wcześniejszej twórczości, choć to utwór na tyle integralny, że jego lektura bez znajomości wszystkich wcześniejszych części Manitou jest możliwa i w zasadzie bezstratna. Może to nawet rozczarowywać starych fanów pisarza, którzy spodziewali się swego rodzaju nagrody, docenienia swej wierności. Cóż, takie są niestety prawa rynku.

Infekcja

Autor: Graham Masterton
Tłumaczenie: Piotr Kuś
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 6/2014
Tytuł oryginalny: Infection
Liczba stron: 368
Format: 135x215 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788378185536
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł


blog comments powered by Disqus