"Trans śmierci" - recenzja

Autor: Aleksander Krukowski
Korekta: Alicja "cichutko" Laskowska
16 czerwca 2013

 
Dobry Masterton to zły Masterton
 
Trans śmierci należy do tego typu książek, które można określić mianem solidnych. Nie są ani dobre, ani złe. Nie budzą zachwytu ani zgorszenia. Kiedy je czytamy, nie mamy ochoty odłożyć ich przed końcem, lecz gdy już skończymy je czytać, szybko o nich zapominamy. Może dlatego książka ta, która powstała już w 1986 roku i doczekała się pierwszego polskiego wydania w 1994, przeszła w zasadzie bez większego szumu. Dopiero teraz wydawnictwo Replika pokusiło się o jej reedycję, zapewne z powodu nowego pokolenia fanów Mastertona, który wciąż utrzymuje wysoką formę i aktywność literacką. Pomiędzy nowości spod pióra mistrza horroru wtyka się odgrzewane kąski, co bywa czasem szansą na ich renesans. Wątpliwe jednak, by stało się tak w przypadku tej powieści. Powtarzam: nie chodzi o to, że to zła powieść. Po prostu wśród sympatyków Mastertona, przyzwyczajonych do innych jego dzieł, zwłaszcza nowszych, nie stanie się ona popularna. 
 
Bohaterem Transu śmierci jest Randolph Clare. To człowiek sukcesu, który postanowił właśnie zrobić sobie małą przerwę od prowadzenia świetnie prosperującej firmy i zrelaksować się w domu wypoczynkowym w towarzystwie rodziny. Wtedy wszystko się wali. Zazdrosna konkurencja podkłada ogień pod fabrykę Randolpha i ten musi pilnie wracać z wakacji. Pod jego nieobecność rodzina pozostawiona w domu pada ofiarą brutalnego mordu. Bohater załamuje się. Pogrążony w żałobie, niemogący pogodzić się ze stratą najbliższych, obarczający siebie winą za ich śmierć, przez przypadek (o ile w świecie Mastertona cokolwiek dzieje się przypadkiem) dowiaduje się o pewnym indonezyjskim kulcie, którego wyznawcy potrafią wejść w tytułowy trans śmierci, umożliwiający komunikację ze zmarłymi. Randolph, pragnący wytłumaczyć się przed bliskimi oraz poznać okoliczności ich śmierci, zrobi wszystko, by osiągnąć mistyczny trans. Nawet, jeśli nie jest specjalnie religijnym człowiekiem. Nawet, jeśli może w ten sposób narazić się bogini śmierci i jej sługom.
 
W powieści tej Masterton zwraca uwagę na ważną kwestię śmierci. Można by powiedzieć, że śmierć stanowi sedno każdej książki Mastertona, i nic w tym odkrywczego, lecz w tym przypadku nie chodzi tylko o jej obecność, świadomość czy sens, lecz także o sposób radzenia sobie z nią. Randolph nie zmaga się z akceptacją własnej czy cudzej śmiertelności, lecz z kwestią tego, jak żyć po śmierci – zarówno w metaforycznym sensie (jak skontaktować się ze zmarłymi), jak i dosłownym (jak dalej prowadzić własne życie mimo braku najbliższych). Być może jest to jedna z najbardziej egzystencjalnych książek Mastertona, co odbija się na jej rozrywkowym potencjale.
 
Teoretycznie mamy tutaj podobny schemat fabularny: śmierć bliskich, tajemniczy kult, demon/bogini, zło nadnaturalne i zło naturalne, zagadkowe morderstwo, którego próba rozwikłania prowadzi do wielkiego finału. A jednak nic nie zapada w pamięć. Tempo akcji jest umiarkowane, napięcie dawkowane stopniowo, choć nie zabraknie jego kondensacji pod koniec. Zdecydowanie mniej tu erotyki i typowej dla Mastertona brutalności. Element nadprzyrodzony zostaje ograniczony na rzecz psychicznych rozterek głównego bohatera, którego kreacja wypada naprawdę nieźle. Fani twórcy Manitou z dużym prawdopodobieństwem zawiodą się, choć nie będzie to wina ani gorszego warsztatu, ani niekonsekwencji fabularnych, ani papierowych postaci. Prawdę powiedziawszy, Trans śmierci wydaje się nawet lepiej napisany niż niektóre z nowszych dzieł Mastertona. Brakuje mu tylko tego "czegoś", pewnej niezwykłości i nieprzyzwoitości.

Trans śmierci (wyd. 2013)

Autor: Graham Masterton
Wydawnictwo: Replika
Miejsce wydania: Zakrzewo
Wydanie polskie: 4/2013
Tytuł oryginalny: Death Trance
Wydawca oryginalny: Tor Books
Rok wydania oryginału: 1986
Liczba stron: 400
Format: 145x205 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788376742403
Wydanie: II
Cena z okładki: 34,90 zł


blog comments powered by Disqus