"Anioły jedzą trzy razy dziennie" - recenzja książki

Autor: Anna Kołodziejska
Korekta: Alicja "cichutko" Laskowska
7 kwietnia 2014

Panopticum lęku

Grażyna Jagielska w swej książce-reportażu przeprowadza czytelnika na drugi koniec brzegu ludzkiej psychiki, której horyzont wyznacza granica jej wytrzymałości. W powieści Anioły jedzą trzy razy dziennie otrzymujemy bowiem zapis stu czterdziestu siedmiu dni spędzonych w zakładzie dla psychicznie chorych, gdzie autorka przebywała głównie w otoczeniu żołnierzy mających styczność z frontem afgańskim. Większość opowieści zawartych w Aniołach koncentruje się wokół historii weteranów, które z reguły finalizuje trauma wyniesiona podczas służby w wojskach stacjonujących.

Schemat, w jaki wprzężone jest życie pacjentów, wymaga od nich przejścia trudnego procesu autoterapii, psychodramy, która ma uwolnić psychikę z obciążeń, powodujących ich niemożność odnalezienia się w zwyczajnym społeczeństwie. Każdy z bohaterów jest tutaj Don Kichotem, który widzi na swej drodze potwory, nie wiatraki. Czy będzie to wyrzut sumienia, że nie uratowało się towarzysza broni, niemożność odnalezienia wspólnego języka z osobą spoza wojennej rzeczywistości, czy (jak w przypadku kompanki autorki – Julii, która obcięła sobie ucho) za wysoko podniesiona poprzeczka ambicji...

Jagielska na drodze indywidualnych historii swych bohaterów przemyca uniwersalne przesłanki, jak choćby te z kręgu pobudek pacyfistycznych, stawiających zasadność działań zbrojnych pod trybunałem ludzkiego cierpienia i psychicznej aberracji, czy tych mówiących o naturalnej potrzebie asymilacji człowieka w społeczeństwie i problemach z jej realizacją w obliczu psychicznej izolacji. Inne wartości i spostrzeżenia autorka wyzyskuje umiejętnie, prześwietlając tak zwane zwyczajne szaleństwa. Świetnym kontrapunktem dla stworzonego profilu bohatera traumatycznego jest wprowadzona w owo środowisko postać Starej Wydry – staruszki, która nie widzi w swym życiu niczego, co mogłoby rzutować na sens jej pobytu w zakładzie. Swoim nastawieniem podczas sesji terapeutycznych wprawia innych w stan wściekłości i buntu odczuwanego wobec czyjegoś wyimaginowanego, pozornego szczęścia.

Mocną stroną powieści jest jej strategia narracyjna. Wiemy, że opowiadającym jest sama autorka, ale w sposobie, w jaki to robi, dąży do zachowania maksimum obiektywności. Nie jest to jednak – na kształt niegdysiejszych technik powieściowego relacjonowania – narrator wszechwiedzący, ale ten, który pozbawiony jest idei wartościowania. To rozwarstwienie silnie wyczuwalne jest zwłaszcza w momentach, kiedy autorka opowiada o własnych przeżyciach w zakładowym odizolowaniu. Mówiąc o sobie, wychodzi poza siebie, jakby była obcą osobą, obcą wobec siebie, wobec własnych uczuć. Ta swoista dysocjacja osobowościowa sprzyja tu przyjrzeniu się sobie, własnej chorobie z zewnątrz, z daleka. Ów tok obrazowania prowadzi ku kolejnym ciągom interpretacyjnym, mianowicie mówiącym o tym, że człowiek przeżywający załamanie psychiki ulega właśnie takiemu rozwarstwieniu, jest świadomy przyczyn swej kruchości, ale nie zawsze ma dosyć sił, by ją pokonać.

Anioły jedzą trzy razy dziennie to taka dziennikarska etiuda o ludziach zagubionych, zagmatwanych, zranionych. Umożliwia zetknięcie z innym, tylko z pozoru odległym światem człowieczego wnętrza, emocji, myśli. Jagielska po prostu mówi, pokazuje i niczego nie upiększa, przez to zaś pozwala empatycznie zbliżyć się do zaklętego kręgu tabu, jakim wciąż pozostają zawirowania ludzkiej psyche obwarowane murami zakładów psychiatrycznych.

Anioły jedzą trzy razy dziennie. 147 dni w psychiatryku

Autor: Grażyna Jagielska
Wydawnictwo: Znak
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 1/2014
Liczba stron: 208
Format: 140x205 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788324028702
Wydanie: I
Cena z okładki: 32,90 zł


blog comments powered by Disqus