Podręcznik historii Polski dla Amerykanina

Autor: Jimmy
8 września 2007

„Zdobywcy Monte Cassino” Harveya Sarnera to fragmentaryczne opracowanie dziejów Władysława Andersa i jego żołnierzy. Fragmentaryczna i lakoniczna, a jednocześnie rozwlekła i próbująca pokazać większą całość – mimo że przeciwstawne, powyższe przymiotniki najlepiej definiują tę książkę. A jeszcze lepiej słówko „przeciętna”.

Na przeciętność tej książki składa się kilka rzeczy, które w sumie dają obraz tworu zawieszonego gdzieś pomiędzy przystępną, popularyzującą historię książeczką, a poważną naukową monografią. Jak na dzieło dla szerszej rzeszy czytelników, książka Sarnera jest zbyt sucha i nudna. Nie ma tu ani bogactwa formy (np.: zdjęcia można policzyć na palcach dwu rąk), ani ciekawej narracji (np.: podawania historii w formie gawędziarskiej, jak w znakomitym ”Orientaliście” Toma Reissa, którego łączy z Sarnerem nie tylko przedstawianie historii przez pryzmat jednostki, ale też żydocentryczne spojrzenie). Jest za to bezbarwny język rodem z podręcznika historii sprzed 10 lat.

Oczywiście, nie każdy musi ułatwiać czytelnikowi i kusić go ładną formą, można przecież celować w specjalistów zainteresowanych tematem. Niestety, w stronę tego krańca też Sarner idzie nie dość daleko. Żeby była jasność, szarość języka nie równa się jego naukowości i opracowaniem naukowym „Zdobywców…” też nazwać nie można. Choćby ze względu na niewygodną formę przypisów (na końcu rozdziału zamiast na dole strony, więc chyba mało kto po nie sięgnie), całkowicie anglojęzyczną i raczej niedostępną bibliografię czy też skromną objętość (270 stron dużą czcionką, a książka traktuje i o sytuacji polaków w ZSRR, i o politycznych zawirowaniach w polskim dowództwie, i o próbie konsolidacji na Bliskim Wschodzie, i o bitwach we Włoszech, i o losach Andersa po wojnie). Do tego w przedmowie konsultant naukowy, prof. Dowgiałło, stwierdza „niejedną pomyłkę czy nieścisłość dotyczącą osób, faktów lub sytuacji”. Choć równocześnie tenże konsultant wcale błędów nie raczy poprawiać, zajmuje się jedynie wyjaśnianiem skrótowców i mało istotnych drobnostek, w rodzaju Downing Street (jakby ktoś w dzisiejszych czasach nie wiedział, jest to siedziba brytyjskiego premiera, uprzejmie donosi pan profesor), oraz wyraża nadzieję, że błędy będą poprawione w kolejnych wydaniach. Kompromitacja redaktora i wydawcy za puszczenie takiego czegoś.

Trzeba uczciwie dodać, że „przeciętna” nie znaczy „zła”. Siłą tej książki z pewnością jest jej treść i podejmowany temat. Choć armia Andersa nie jest czymś nowym dla polskiego czytelnika, to z pewnością sporo ciekawostek (często makabrycznych) dotyczących pobytu w ZSRR czy też położenie nacisku na zróżnicowanie religijne migrujących żołnierzy i ich rodzin, czego raczej się nie spotyka w polskich opracowaniach, a zwłaszcza wplecenie tych strasznych losów w ogólnie smutną historię Żydów, sprawiają, że lektura może być pouczająca. Niestety, tu znów trzeba wlać kilka łyżek dziegciu. Przede wszystkim, mimo tych niewątpliwych nowinek, „Zdobywcy…” nie bronią się jako samodzielne, nowatorskie opracowanie tematu. Na pewno nie będzie zaskoczony polski czytelnik, który gros podawanych przez Sarnera informacji ma od dawna utrwalonych, i to nie przez poważne pozycje naukowe, a zwykłe podręczniki szkolne. Jednym słowem, zbyt wiele jest tu oczywistości, które najpewniej czytelnikowi amerykańskiemu nadadzą odpowiedni kontekst, ale średnio oczytanego Polaka tylko znudzą, zwłaszcza podane w suchy, podręcznikowy sposób. Co gorsza, ta słabość stylu powoduje też, że niewykorzystane są bardzo nośne fragmenty o niewoli, głodzie, torturach i wszelakich innych niedogodnościach i poniżeniach, które, jako szokujące, z definicji powinny przykuwać uwagę czytelnika. Co prawda, autor stara się podpierać cytatami, relacjami świadków, ale robi to dość nieudolnie, w kompletnie nieodpowiednich momentach, nie umiejąc wyważyć proporcji między zdawkową informacją liczbową o ofiarach a przejmującym opisem. Słusznie zauważono w przedmowie, że Sarner nie jest zawodowym historykiem czy pisarzem, tylko amatorem wiedzionym pasją.

Z pewnością ze „Zdobywcami Monte Cassino”, skoro już się ukazała taka pozycja, można się zapoznać, jeśli się ktoś interesuje tematem, czy choćby ogólnie okresem II wojny. O ile jednak olbrzymie brawa należą się Sarnerowi za propagowanie polskiej historii na zachodzie i przedstawienie amerykańskiemu czytelnikowi polskiej, bądź co bądź, legendy – generała Andersa, o tyle Sarner to nie Norman Davies i, choć leciutki powiew świeżości czuć, to summa summarum wiele nowego do historiografii Polski nie wnosi, pisząc książkę pobieżną i ogólną, dla kompletnych laików. Natomiast raczenie polskiego czytelnika historią Polski, napisaną przez Amerykanina w oparciu o anglojęzyczne źródła, jest dochodzeniem do sedna okrężną drogą. Niby można, ale po co?

Zdobywcy Monte Cassino. Generał Anders i jego żołnierze

Autor: Harvey Sarner
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Wydanie polskie: 9/2006
Liczba stron: 294
Format: 155x235 mm
Oprawa: twarda w obwolucie
ISBN: 83-7506-003-8
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,90 zł


blog comments powered by Disqus