Recenzja książki "Sprawa Hermesa" Henryka Wańka

Autor: Patryk Balawender
5 sierpnia 2009

Henryk Waniek, wybitny śląski pisarz, malarz i poeta, swoją ojczyznę czyni bohaterem większości swoich książek. Nie inaczej jest również w Sprawie Hermesa, której akcja dzieje się głównie w XVIII-wiecznym Breslau. To opowieść o Śląsku tajemniczym, wstrząsanym religijnymi i filozoficznymi niepokojami. Opowieść przesiąknięta chrześcijańskim mistycyzmem, ezoteryką i odniesieniami do alchemicznej symboliki - elementami bardzo ważnymi, stale przewijającymi się w twórczości Wańka. Jego książka to także studium władzy, rozprawa polityczna i opis obłudnych, małych duchem ludzi, którzy uzurpują sobie prawo bycia moralnymi autorytetami.

Hermann Daniel Hermes był naprawdę istniejącą postacią. Ten urodzony na Śląsku luterański teolog zrządzeniem losu przez jakiś czas trząsł całym Breslau, a pod koniec życia był wręcz szarą eminencją w państwie pruskim za panowania Fryderyka Wilhelma II. Staje on na czele małej grupki wpływowych osób, kolegów ze studiów w Halle, których działania wymierzone są w oświeceniowe prądy filozoficzne. Ta krucjata przyjmuje kształt niemal Wielkiej Inkwizycji, bo sięga się po cenzurę i aparat represji tłumiący wszelkie przejawy nieprawomyślności, która nie pasuje do sztywnej, fundamentalistycznej wizji chrześcijaństwa. W rzeczy samej Hermes jest marionetką w rękach sprytnych współtowarzyszy, którzy owinęli sobie wokół palca słabego monarchę (wg plotek za pomocą substancji odurzających). Równie szybko ich bezkarność i władza kończy się, kiedy monarcha umiera. Hermes umiera w biedzie i zapomnieniu, a karę za swoje czyny poniesie dopiero w niebie. Tam bowiem zostaje poddany długiemu i wyczerpującemu procesowi, gdzie dokładnie zbada się jego wszystkie czyny na Ziemi.

Sprawa Hermesa ukazuje hipokryzję świętoszkowatych ludzi, którzy skrywając się za chrześcijańskimi wartościami pragną nagiąć ludzkie karki do posłuszeństwa. Rzekomo ku chwale Boga i dla zbawienia ich biednych duszyczek, ale tak naprawdę chodzi o jak najbardziej przyziemne korzyści: wpływy i złoto. Jak pisze Waniek: "Zwykłe ciemne sojusze, zmowy i układy, drobne oszustwa i tani spryt. Ukochane poczucie wyższości i władzy. Wielkie słowa bez najmniejszego pokrycia w faktach. Teatr nikczemnego życia, w którym role herosów przypadły tchórzliwym karzełkom (...) W otoczeniu małego króla, który był ślepy na wszystko, co tylko nie zgadzało się z jego ulubionymi przyjemnostkami, co kręciło się wokół pozorów wielkości, pod sztandarem wszechmocnego pieniądza. Co za tandeta!". Hermes, pastor i teolog, grzmiący z ambony o potrzebie duchowej odnowy, w głębi duszy jest łasym na pieniądze obłudnikiem, pełnym zawiści, za grosz pozbawionym pokory i miłości do bliźniego. Jednocześnie daleko mu do bycia tytanem intelektu - jak wynika z zeznać świadków na procesie, od dziecka był raczej mało uzdolnionym wałkoniem. Jego awans społeczny ma więcej do czynienia z łutem szczęścia i tępym uporem, niż talentom. Autor zdaje się tutaj odsłaniać przed czytelnikiem fakt, o którym jakże często zapominamy: rządzący nami nie są wcale mądrzejsi od nas, wręcz przeciwnie.

Dużą atrakcją jest tropienie w książce Wańka ezoterycznych wątków, które z łatwością wyłapią zainteresowani tematem. Mamy tutaj oto Lożę różokrzyżową i masońską symbolikę, alchemiczne alegorie, pogańskie rytuały w górach Harzu, tajemnicze mikstury czy wzięte z Emanuela Swedenborga koncepcje dotyczące aniołów i Nieba. Nie są to przy tym jedynie środki do wywołania taniej sensacji czy uatrakcyjnienia fabuły na modłę Dana Browna. Kiedy Waniek zaczyna rozpisywać się o cudownych właściwościach hymnów czy tajemnych manuskryptach i bibliotekach, bliżej mu do twórczości Umberto Eco bądź Jorge'go Louisa Borgesa. Być może z oboma pisarzami łączy go jeszcze jedno: nie dam głowy, że niektórzy z opisywanych w książce myślicieli i ich dzieła nie są wyłącznie tworem jego wyobraźni. Na taką weryfikację trzeba jednak posiadać głęboką wiedzę na temat filozofii czy teologii.

Książka Wańka nie jest łatwą lekturą. Fabuła nie mknie do przodu, zakończenie autor dał na koniec, a początek gdzieś na środek. Ten chronologiczny nieład i "estetyczne niechlujstwo" jest celowym zabiegiem Wańka, o którym wspomina już na samym wstępie. Czasami czytamy monolog wewnętrzny samego Hermesa, innym razem narratorem jest któryś z niebiańskich urzędników. Co chwila pojawiają się spisane zeznania świadków, przemówienia, fragmenty traktatów itd. Może to oszołomić czytelnika, nawet znużyć. Warto jednak poświęcić tej książce trochę czasu. Sporo w niej przewrotnego, subtelnego humoru (Hermes w swoim zadufaniu i megalomanii jest przecież postacią przekomiczną), gorzkiej ironii i celnych przemyśleń na temat religii, fenomenu władzy i politycznych intryg.

Rozumiem tutaj trochę starania wydawnictwa w zareklamowaniu Sprawy Hermesa w taki sposób, aby przyciągnąć do niej młodszych czytelników, zainteresowanych powieściami fantasy. Trochę niefortunny jest też fakt, że tytuł może sugerować na kolejny z niezliczonych klonów Kodu Leonarda da Vinci. Może to prowadzić do nieporozumień, czego dowodem jest miażdżąca recenzja na jednym z "fantastycznych" portali. Z kolei w "Polityce" wspomina się o pokrewieństwie ze śląskimi kryminałami Krajewskiego i trylogią husycką Sapkowskiego. Nie jest to do końca nieprawda, ale obawiam się, że zachęceni takim opisem ludzie mogą się rozczarować. Dzieło Wańka leży gdzieś na pograniczu gatunków literackich. To dzieło w duchu hermetyczne, po które warto sięgnąć i samemu odkryć jego zalety.

Sprawa Hermesa

Autor: Henryk Waniek
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 9/2007
Liczba stron: 332
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-08-04090-4
Wydanie: I
Cena z okładki: 30,40 zł


blog comments powered by Disqus