Fragment książki "Waleczna"

Autor: Holly Black

Mijając zabite deskami domy czynszowe i winiarnie z powybijanymi szybami wystawowymi, nie bardzo wiedziała, czego szukać. Budynek, ku któremu ciągnęła ją nitka zawiązana na palcu, także był zabity deskami, ale Val ze zdumieniem ujrzała na dachu zamknięty w aluminiowej klatce ogród w pełnym rozkwicie, z długimi, zwisającymi ze ścian pnączami i czymś, co
wyglądało jak młode drzewa. Podeszła do miejsca, w którym kiedyś znajdowały się drzwi. Teraz wejście zarastał bluszcz, a na piętrze w oknach nie było nawet desek, tylko dziury, przez które niemal dało się dojrzeć wnętrza pokoi.
Gdy Val weszła na popękane schody, nitka na środkowym palcu rozwiązała się i spadła na trawnik.
Pamiętając wskazówki trolla, dziewczyna wyjęła z plecaka butelkę i postawiła w progu.
Coś zaszeleściło w trawie. Val przełknęła gwałtownie ślinę, uświadamiając sobie, że wokół niej panuje nienaturalna cisza. Samochody wciąż przejeżdżały ulicą, a w dali pobrzmiewały odgłosy miasta, ale wszystko to jakby straciło na sile. Z trawy wystawił łebek brązowy szczur o czarnych, paciorkowatych oczach, przywodzących na myśl wypolerowane kamienie, i różowym, poruszającym się nosku. Roześmiała się z ulgą.
- Cześć - powiedziała, kucając. - Podobno umiecie przegryzać miedź. Super.
Szczur odwrócił się i zaczął uciekać, gdy nagle z cienia wyszła jakaś postać, podniosła go i położyła sobie na szerokim ramieniu.
- Z kim... - zaczęła Val i umilkła.
Postać ukazała jej się w pełnym świetle. Był to mężczyzna niemal dorównujący wzrostem trollowi, lecz potężniejszy, z rogami wykrzywionymi jak u barana i gęstą, brązową brodą o zielonej obwódce. Miał na sobie patchworkowy płaszcz i ręcznie zszywane buty.
- Wejdź i się ogrzej - rzekł obcy, podnosząc zakorkowaną butelkę. - Chcę ci zadać kilka pytań.
Skinęła głową, zerkając jednak ukradkiem ku ulicy i zastanawiając się, czy nie spróbować ucieczki. Obcy położył jej ciężką łapę na ramieniu, kładąc kres tym dywagacjom. Potem poprowadził ją na tył domu i przeprowadził przez wiszące na jednym zawiasie drzwi. W środku leżało mnóstwo części manekinów, ułożonych w stosach pod ścianami - piramida głów w jednym kącie, hałda różnobarwnych rąk w innym. Wyglądało to dość makabrycznie. Pośrodku pokoju niczym wielkie, śpiące zwierzę leżała sterta peruk.
Maleńkie stworzonko o skrzydłach ćmy przeleciało w powietrzu, niosąc igłę, i przysiadło na manekinowym torsie, by przyszyć doń kamizelkę. Val rozejrzała się wokół, przestraszona, szukając czegoś, co mogłoby posłużyć jako broń, i cofając się, by móc szybko sięgnąć po to za plecami. Nie miała ochoty atakować potwora plastikową nogą, ale w ostateczności zrobiłaby to, choć nie bardzo wierzyła w skuteczność takiego ataku. Ledwie jednak zacisnęła palce na czymś, co sprawiało wrażenie manekinowej ręki, stwór ją puścił.
- Co to jest? - zapytała głośno, mając nadzieję, że gospodarz nic nie zauważył.
- Robię podróbki - odparł, siadając na skrzynce od mleka, która ugięła się pod jego ciężarem. - Ja i Igiełka jesteśmy najlepsi po tej stronie morza.
Skrzacik o skrzydłach ćmy zabzyczał. Val próbowała odstawić rękę manekina na stojącą z tyłu półkę, ale nie mogła jej wymacać, więc wepchnęła przedmiot do tylnej kieszeni i ukryła pod płaszczem.
- Królowa Sfornego Dworu, Silarial, korzysta z naszych produktów.
- Wow! - rzekła Val, widząc, że rogaty stwór bardzo chce zrobić na niej wrażenie. Zaległa niezręczna cisza. - Podróbki? - zapytała w końcu.
Uśmiechnął się. Miał żółte, ostre zęby.
- Coś, co zostawiamy, kiedy wykradamy kogoś ze świata. Wasze drewienka czy patyki też są w porządku, ale te manekiny przewyższają je pod każdym względem. Są bardziej przekonujące, nawet dla tych nielicznych ludzi, którzy posiadają odrobinę magii lub słaby dar widzenia. Pewnie jednak niewielka to dla ciebie pociecha.
- Pewnie tak - przyznała Val, myśląc o słowach dziewczyny z parku: ,Postawimy w tym miejscu kawałek drewna". Czy właśnie o to im chodziło?
- Czasem, rzecz jasna, zostawiamy kogoś z naszych, żeby udawał ludzkie dziecko, ale ta głupota mnie nie dotyczy. - Zerknął na nią, a ona pomyślała, że nic nie może się przed nim ukryć. - Potrafimy być okrutni wobec tych, którzy wejdą nam w paradę. Za najmniejszy afront infekujemy plony, wysysamy mleko z piersi matki i zsyłamy uwiąd kończyn. Ale czasem myślę, że robimy jeszcze gorsze rzeczy tym, których darzymy względami.
- A teraz powiedz - kontynuował, prostując się i sięgając po buteleczkę z wywarem. W blasku ognia Val zauważyła, że oczy mężczyzny są równie czarne jak oczy jego szczura. - Czy to trucizna?
- Nie wiem, co to jest - odparła. - Nie ja to zrobiłam.
- Ostatnio wśród skrzatów było wiele zgonów.
- Słyszałam.
Stęknął.
- Wszystkie te osoby używały roztworu Ravusa do ochrony przed żelazną chorobą. I wszystkie na krótko przed śmiercią otrzymały dostawy przez kuriera podobnego do ciebie.
Val przypomniała sobie mężczyznę ze stoiska z kadzidełkami. ,Powiedz swoim przyjaciołom, żeby bardziej uważali na to, komu służą".
- Myślisz, że Ravus... - Zrobiła przerwę, jakby rozważała to imię. - Myślisz, że Ravus jest trucicielem?
- Nie wiem, co myśleć - odparł rogaty mężczyzna. - Cóż, kurierko. Ruszaj w drogę. Jeśli będziesz mi potrzebna, odnajdę cię.
Przechodząc obok starego kina, Val poczuła zapach popcornu i bijące ze środka ciepło. Miała w kieszeni znacznie więcej pieniędzy, niż było potrzeba, by wejść, a jednak pomysł obejrzenia filmu wydał jej się absurdalny, jakby musiała w tym celu przekroczyć jakąś niewidzialną barierę pomiędzy swoim dawnym życiem a tym, które wiodła teraz. Gdy była młodsza, w każdą niedzielę chodziła z mamą do kina. Najpierw szły na film wybrany przez Val, a potem na ten wybrany przez mamę. W pierwszym przypadku był to zwykle jakiś horror o zombich, a w drugim - wyciskacz łez. Siedziały w przyciemnionej sali i szeptały do siebie: ,Założę się, że to on to zrobił. Ona będzie następna. Jak może być taka głupia?"
Jakby na złość, Val podeszła do plakatów. Wyświetlano głównie ambitne dzieła, o których nie słyszała, ale jej wzrok przykuł plakat filmu zatytułowanego ,Zagrany". Rysunek przedstawiał przystojnego faceta w roli waleta kier z tatuażem w kształcie czerwonego serca na ramieniu, trzymającego w ręku kartę tarota z wizerunkiem giermka kielichów. Przypomniała sobie Toma, rozstawiającego na kuchennym blacie swoją talię tarota.
- Patrz, co cię czeka - rzekł, obracając kartę, na której widniała kobieta z przepaską na oczach i mieczami w obu rękach. - Dwójka mieczy.
- Nikt nie może przewidzieć przyszłości - rzekła Val. - A przynajmniej nie z czegoś kupionego w Barnes & Noble.
Matka Val podeszła do nich i uśmiechnęła się do Toma.
- Postawisz mi karty? - zapytała.
Tom wyszczerzył zęby w odpowiedzi i zaczęli rozmawiać o duchach, szklanych kulach i całym tym paranormalnym syfie. Powinna była się domyślić już wtedy. Ale ona tylko nalała sobie szklankę napoju gazowanego, przysiadła na stołku i patrzyła, jak Tom odczytuje jej matce przyszłość, w której sam miał mieć udział.
Weszła po schodkach i kupiła bilet na seans zaczynający się o północy, po czym usiadła w kinowej kawiarence. Oprócz niej nie było tam nikogo; wszystkie brązowe sofy i metalowe stoliki z marmurowymi blatami stały puste. Val siedziała i gapiła się na wiszący pośrodku pomieszczenia żyrandol. Przez chwilę odpoczywała, ciesząc się blaskiem i luksusem ciepła. Potem zmusiła się, by wstać i pójść do ubikacji. Do filmu pozostało jeszcze pół godziny, więc miała czas, żeby się umyć.
Umyła się zmoczonymi papierowymi ręcznikami najlepiej, jak się dało, szorując majtki mydłem i wkładając wilgotne z powrotem, a potem przemywając usta wodą z kranu. Później usiadła w kabinie, oparła głowę o pomalowaną metalową ścianę i rozkoszowała się gorącym powietrzem z rur. Tylko na chwilkę, obiecała sobie. Za chwilkę wstanę.

Wielkomiejska baśń #2 - Waleczna

Autor: Holly Black
Tłumaczenie: Iwona Michałowska-Gabrych
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Miejsce wydania: Wrocław
Wydanie polskie: 3/2007
Tytuł oryginalny: Modern Tale of Faerie: Valiant
Rok wydania oryginału: 2005
Seria wydawnicza: Behemot
Liczba stron: 208
Format: 130x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788373846302
Wydanie: I
Cena z okładki: 6,60 zł


blog comments powered by Disqus