"Koszmary i fantazje. Listy i eseje" - recenzja

Autor: Paweł "Corvin" Maniak
Korekta: Alicja "cichutko" Laskowska
26 czerwca 2013

 
W poszukiwaniu nieznanego Lovecrafta
 
Trudno streścić w tak krótkiej formie literackiej jak recenzja ogrom spuścizny, jaką zostawił nam Howard Phillips Lovecraft. Pokłosie jego twórczości daje o sobie znać w wielu dziedzinach popkultury już od ponad pół wieku. Zapożyczają z niego pisarze, autorzy komiksów czy muzycy, tylko branża filmowa nigdy tak naprawdę nie wypromowała ekranizacji jego prozy, mimo wykorzystania lovecraftowskich motywów, jak chociażby szpital Arkham w filmach o Batmanie. Żyje także w świadomości miłośników gier komputerowych, karcianych, planszowych czy fabularnych. Niestety ze smutkiem należy odnotować, że popkulturowy aspekt twórczości pisarza został sprowadzony głównie do odwołań związanych z postacią Cthulhu jako jego najpopularniejszej kreacji. To wielki błąd, który musi razić każdego, kto postanowił na poważnie zająć się zbadaniem jego dorobku literackiego. Całe spektrum tego dziedzictwa przeciwstawia się takiemu zaszufladkowaniu, a jednym z dowodów na to są wydane nakładem wydawnictwa SQN Koszmary i fantazje. Listy i eseje. Nie dość, że rozprawiają się z kwestią powierzchownego odbioru jego dzieł, to dodatkowo całkowicie negują przypiętą mu łatkę Samotnika z Providence. Jeśli ktokolwiek myśli, że HPL był typem odludka w samotności przelewającego swoje wizjonerskie pomysły na papier, w niniejszej książce zetknie się z całkowicie odmiennym i obalającym stereotypy obrazem człowieka nad wyraz towarzyskiego, którego talent zaskarbił mu szacunek i przyjaźń takich znakomitych autorów jak Robert E. Howard, Frank Belknap Long, Hoffman E. Price, Henry S. Whitehead czy Clark Ashton Smith (razem z Howardem i HPL-em byli najbardziej znanymi współpracownikami magazynu Weird Tales). Już we wstępie S. T. Joshi, a zaraz po nim tłumacz sygnalizują, że powszechnie przyjęty wizerunek pisarza daleki jest od rzeczywistości.
 
Zbiór rozpoczyna się od błyskotliwie zabawnej i cudownie sympatycznej Krótkiej autobiografii marnego pisarzyny. Ta pełna uroku dykteryjka to ekspresowe streszczenie 29 lat dotychczasowego życia autora, które czyta się jednym tchem. Zagłębiając się dalej w Koszmary, natykamy się na bardzo interesującą Kompozycję utworów literackich, w których pisarz jasno akcentuje możliwe kategorie błędów popełnianych przez amatorów, zwracając uwagę na takie podstawy jak właściwe słownictwo i bibliografię (tu Lovecraft zaznaczył, jak wiele zyskuje się poprzez czytanie znakomitych dzieł w stosunku do suchych podręczników) oraz poszczególne elementy utworu literackiego, takie jak opis, narracja czy spójność. Dobrze jest połączyć ten esej z późniejszymi Uwagami na temat pisania weird fiction, w których poznajemy motywację, jaka towarzyszyła mu podczas tworzenia kolejnych pozycji. Jednocześnie jest to bardzo ważny zbiór wskazówek dla każdego, kto chciałby zacząć pisać opowieści osadzone w tej konwencji.
 
Na osobną wzmiankę zasługują same opowiadania czy raczej ich fragmenty umieszczone w książce. Odrzucony szkic Widma nad Innsmouth będzie cenny dla tych, którzy znają ostatecznie wydaną wersję. W Wyzwaniu spoza światów przeczytamy Lovecraftowską część tekstu (autorami całości było pięciu pisarzy) o tym tytule. Do tej dwójki należy dołączyć Starodawny lud – opis snu zawarty w liście skierowanym do Donalda Wandreia, w którym nawiązuje do starożytnego Rzymu. Wspominając o starożytności, warto zauważyć, jak wielki zachwyt budziła w pisarzu osoba Lorda Dunsany i jego fantastyczne utwory. Mimo że w gruncie rzeczy zakorzenione w tradycji, cechowały się niezmiernym bogactwem i rozmachem oraz spajały w jedno najlepsze tradycje klasycznej, orientalnej, celtyckiej czy nordyckiej estetyki. Należy żałować, że tak wielki literat pozostaje praktycznie nieznany dla polskiego czytelnika. Tekst Lord Dunsany i jego twórczość przybliża tę postać, co jest tym ważniejsze, że uznaje się go za jednego z ojców współczesnej fantastyki.
 
W znakomitym analitycznym Idealizmie i Materializmie Lovecraft kontempluje istotę tych dwóch tendencji w odniesieniu do wiary, filozofii oraz zdolności rozumowych. Autor jako ateista (właściwie od bardzo wczesnej młodości) krytykuje tutaj urojenia, w jakie, w jego przekonaniu, opływają systemy religijne mamiące nieświadomych ludzi, w odróżnieniu od postawy materialistycznej, która stawia wyzwania związane z akceptacją świata i przyjęcia go bez mistycznych naleciałości. A jeśli już o analizie mowa, Koty i psy to iście brawurowa charakterystyka ludzkiej natury przedstawiona poprzez pryzmat domowych zwierząt. Daje tu o sobie znać, nieco zbyt radykalne, uwielbienie autora dla kotów, ale nie zmienia to faktu, że w swoich dociekaniach trafnie opisuje typy ludzkich oraz przede wszystkim kocich zachowań. Natomiast w genialnej Obronie Dagona pisarz odnosi się do wszelkich zarzutów, jakie pod adresem jego twórczości mieli krytycy. W wielu przypadkach okazuje wdzięczność za celne uwagi, na pierwszy jednak plan wysuwa się tu polemika z panem Wickendenem, który bezlitośnie doszukuje się i wykpiwa wszelkie mankamenty w utworach, jakie HPL przesyłał Kurierowi Transatlantyckiemu. Jest to również szalenie wciągające przedstawienie poglądów filozoficznych i naukowych autora.
 
Pisarzowi nieobce były również rozważania natury czysto politycznej, czemu wyraz daje w listach do Catherine L. Moore czy Henry'ego George'a Weissa. W obu przedstawia się jako spełniony socjalista, odrzucając jednakże komunizm oraz dystansując się od rozdętego i przekonanego o swojej doskonałości kapitalizmu. Postuluje wszakże zawarcie kompromisu pomiędzy socjalnymi potrzebami społeczeństwa a rządem, wnioskując, że tylko na drodze porozumienia można budować dobrobyt. Przewiduje również gospodarczą dominację Chin, chociaż odsunął ją w daleką przyszłość. Z listem do C. Moore wiąże się jeszcze jeden, smutny wątek, a mianowicie przekazana mu przez tę autorkę wiadomość o samobójczej śmierci Roberta E. Howarda. Słowa, że – cytuję – weird fiction otrzymało najsilniejszy cios od czasu odejścia starego dobrego Whiteheada w 1932 roku. Rzadko kto w gangu miał w sobie tyle zapału i spontaniczności, co brat Conan... pokazują, jak szanowanym i wielkim pisarzem był REH. Szkoda, że jego twórczość wciąż nie doczekała się powszechnego uznania, na jakie zasługuje, a odczytywana jest jedynie i to powierzchownie przez pryzmat samego cyklu o Conanie. Nawiasem mówiąc, Koszmary zawierają dwa listy skierowane bezpośrednio do tego autora. W pierwszym Lovecraft analizuje tło kulturowo-społeczne związane z powstaniem legend Massachusetts oraz opisuje, w jaki prawdopodobnie sposób rozwój pogańskich kultów doprowadził do procesów w Salem, które zakończyły dominację purytanów w Nowym Świecie. Drugi zaś list pokazuje, jak bardzo jego twórczość przeplatała się z dziełami innych twórców i w jaki sposób wszyscy oni potrafili czerpać od siebie wzajemnie inspirację. 
 
Warto zajrzeć także do Notatnika z pomysłami, w którym pisarz zawarł obszerną listę pomysłów, do ewentualnego wykorzystania w przyszłości. Jest to zbiór krótkich notatek inspirowanych najróżniejszymi przedmiotami, zaobserwowanymi sytuacjami czy wreszcie snami. Ilość motywów jasno pokazuje, jak fascynująca mogłaby być jego dalsza twórczość. HPL nie stronił również od, miejscami bardzo zjadliwej, krytyki. Dał temu wyraz w Pladze vers libre, gdzie odrzuca koncepcję takiej poezji jako całkowicie błędnej i pozbawionej sensu. Z kolejnym, już nie tak drastycznym, przykładem stykamy się W gabinecie redaktora, w którym dystansuje się od wiktoriańskiej tradycji literackiej. Do tego można również zaliczyć bardzo osobiste i cenne Wyznanie niewiary, w którym poznajemy przyczyny ateizmu twórcy i jego przemianę z marzyciela w cynika. Z dłuższych form, jakie zawarte są w Koszmarach, warto jeszcze odnotować pseudo-reportażowe i jednocześnie stylizowane na XVIII-wieczny angielski Obserwacye w kilku częściach Ameryki dokonane oraz pisane już normalnym językiem Domy Poego i miejsca mu poświęcone.
 
Pozostałą część książki zapełnia dalsza korespondencja prowadzona z bliskimi mu ludźmi. Grupa adresatów zawiera ponad 100 nazwisk! Trzeba przyznać, że ten fakt obala zupełnie stereotypowe wyobrażenie samotnika, jakie często przypisywane jest Lovecraftowi. Jego ponad osiemdziesięciotysięczny zbiór listów jest przeogromną kolekcją fascynującej wymiany myśli i poglądów, jaka dokonywała się pomiędzy autorami. Sama ich forma udowadnia, że HPL wzniósł się na wyżyny epistolografii, chociaż tu zaznaczmy, że stosuje w nich formę znacznie swobodniejszą niż w esejach czy beletrystyce. Nie stroni od sarkazmu, lekkich żartów, samokrytyki czy ironii. Przejawia też ogromną skromność. W stosunku do adresatów stosuje zwroty grzecznościowe łączone z sympatycznymi przezwiskami przypisanymi do poszczególnych osób – bardzo często były one zaczerpnięte z ich twórczości. Tematyka listów jest nadzwyczaj szeroka, od aspektów polityczno-społecznych, o których była mowa wcześniej, poprzez rozważania o całkowitej obcości pozaziemskich cywilizacji, komentarzach dotyczących mody, po dyskusję o roli wiary (list do Maurice'a W. Moego) oraz wieszczenie upadku religii na skutek postępu naukowego. Właściwie nie ma zagadnienia, na temat którego by się nie wypowiadał, jeśli tylko posiadał odpowiednią wiedzę go dotyczącą. Dyskurs, który prowadzi ze swadą przynależną człowiekowi ze wszech miar wykształconemu, pokazuje, jakim był w istocie tytanem intelektu. Lektura listów pozwala poznać autora od strony profesjonalnej jako niezwykle zdolnego pisarza, którego uwagi na temat literatury, jej funkcji, a także samokrytyczny stosunek (czasem nawet przesadny) do własnej twórczości pokazują bardzo dojrzałe podejście do uprawianego zajęcia. Jednocześnie ich forma, często żartobliwa, okraszona anegdotami czy wstawkami z własnych opowiadań lub wierszy, daje wgląd w to, jak nieprzeciętnym i żywiołowym człowiekiem był Lovecraft. Widać także, jaki był w kontaktach międzyludzkich, zawsze znajdował czas dla przyjaciół, nie odmawiał komentowania prac innych autorów czy działań wydawców, opowiadał o swoich planowanych wyjazdach i spotkaniach, a nawet wzruszająco dzielił się wiadomościami z własnego życia.
 
Koszmary i fantazje to dzieło doskonałe. Dobór tekstów jest doprawdy znakomity, ułożone zostały tematycznie, co powoduje, że oderwanie się od lektury jest naprawdę trudne. Wielka w tym również zasługa tłumacza – Mateusza Kopacza, który wywiązał się z zadania celująco. Jedynym zarzutem pod adresem zbioru jest fakt, że czasami aż prosi się o zamieszczenie listów, na które Lovecraft odpowiadał, żeby poznać zdanie obu stron. Być może w przyszłości nadarzy się taka okazja. SQN wydało pozycję ze wszech miar wartą uwagi, ukazującą człowieka błyskotliwego, otwartego i przede wszystkim ciągle się rozwijającego. Jego poglądy ewoluują, co widać na przykładzie zarówno listów, jak i esejów. Nie będzie żadną przesadą powiedzenie, że w katalogu dzieł tego autora listy stanowią jedną z najbardziej fascynujących pozycji. W końcu żeby zrozumieć jego twórczość, trzeba poznać i samego HPL-a. Dzięki wydawnictwu czytelnicy otrzymali 45 tekstów zmuszających do myślenia i rozprawiających się z utartym obrazem samotnika i odludka. Ta książka, opatrzona przemawiającymi do wyobraźni ilustracjami, powinna znaleźć się na półkach każdego wielbiciela gatunku weird fiction, a w szczególności miłośnika twórczości samego Howarda Phillipsa Lovecrafta.

Koszmary i fantazje. Listy i eseje

Autor: Howard Phillips Lovecraft
Okładka: Hubert Czajkowski
Tłumaczenie: Mateusz Kopacz
Ilustrator: Kaja Kasprowicz
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 3/2013
Liczba stron: 384
Format: 150x210 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-63248-86-4
Wydanie: I
Cena z okładki: 49,90 zł


blog comments powered by Disqus