Recenzja książki "Bornholm, Bornholm"

Autor: Anna Kołodziejska
Korekta: Bool
3 lutego 2011

Każdorazowe zetknięcie się z propozycją Wydawnictwa Znak opieczętowaną serią „Proza” przynosi intrygujące, niespotykane doznania, „przyjemność tekstu”, by posłużyć się słowami Rolanda Barthesa. Powodów jest kilka, w tym jeden zasadniczy: obcujemy tu ze znakomitą literaturą. Do grona tego zasłużenie dołączył Hubert Klimko-Dobrzaniecki ze swoją najnowszą powieścią „Bornholm, Bornholm”.

Jeśli miałabym sprecyzować specyfikę snutej w niej opowieści, użyłabym określenia warkocza narracyjnego. Spotykamy tu bowiem dwie, rozgrywające się na dwóch różnych płaszczyznach czasoprzestrzennych historie, które regularnie przeplatają się, rozdział po rozdziale. Pierwsza z nich dotyka niuansów życia niemieckiego, małomiasteczkowego nauczyciela biologii, przeżywającego kryzys małżeński. Rozbrat z żoną staje się bodźcem do przemyśleń nad sensem życia, sposobem jego wartościowania, celowością dalszego istnienia w obliczu tego, co ową machinę napędza – miłości. Na to wszystko nakłada się siatka wydarzeń leżących poza zasięgiem wpływu bohaterów – wybuchu drugiej wojny światowej, przymusowych powołań do wojska. Druga opowieść orbituje wokół postaci młodego Duńczyka, który swe życie relacjonuje w dawkowanych bez pośpiechu historiach opowiadanych leżącej w stanie śpiączki matce. Uczucie, które łączy go z rodzicielką, ulokowane jest na dwóch ambiwalentnych biegunach. Po jednej stronie miłość i oddanie, dla których przeciwwagą są czające się w głębinach podświadomości nienawiść i pogarda.

Czar tej prozy kryje się nie tylko w poruszającej fabule, ale i w stylu, jakim operuje autor. W ostatniej powieści, zatytułowanej „Raz. Dwa. Trzy”, tożsamościowy rozstrój bohaterów symulowała fragmentaryczna narracja, pourywane, szczątkowe akapity, migawkowość  fabuły. W „Bornholm, Bornholm” zaś nieśpiesznie, leniwie wręcz popychane kołowrotem słów zdania budujące utwór zaskakują intelektualnym ładunkiem, wyważoną refleksją. Odzwierciedlają one kondycję psychiczną protagonistów, wyjałowioną z biegiem lat i bolesnych doświadczeń, wyzutą z namiętności.

Na pierwszy rzut oka obie opowieści nic nie łączy, gdzieniegdzie przemycane są słowa-klucze w postaci tych samych imion czy nazw i to wszystko. Jak wiele mają ze sobą wspólnego zobaczymy, gdy spojrzymy na nie bez ornamentyki pogmatwanych i wymyślnych interpretacji, a z prostotą i świadomością, jak wiele spraw dotykających bohaterów Klimki-Dobrzanieckiego odbija się w zwierciadłach życia nas samych. Pragnienia miłości, akceptacji, bezpieczeństwa, poczucia przynależności… Książka bardzo dojrzała, mądra, przede wszystkim zaś pasjonująca.

Bornholm. Bornholm

Autor: Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Wydawnictwo: Znak
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 2/2011
Liczba stron: 240
Format: 140x205
Oprawa: twarda
ISBN-13: 978-83-240-1499-6
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,90


blog comments powered by Disqus