Ian R. MacLeod "Obudź się i śnij / Tchorosty i inne wy-tchnienia" - recenzja książki

Autor: Szczepan Matyjasek
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
1 kwietnia 2015

Zimny prysznic z Anglii

Lektura niektórych powieści dostarcza czytelnikowi wrażeń rodem z zupełnie innej dziedziny sztuki. Język kina, bo o nim tu mowa, niepostrzeżenie przejmuje wtedy władzę nad wyobraźnią i tekst literacki zaczyna żyć życiem filmowym. To wielka sztuka – napisać historię tak, by w umyśle czytelnika – prawie dosłownie –  dokonała się ta międzygatunkowa transformacja. Oczywiście tysiące książek, w mniejszym lub większym stopniu, generują w naszych głowach twory filmopodobne. – Obudź się i śnij Iana R. MacLeoda jest jednak powieścią wyjątkową. Nie  dlatego, że autor już na samym wstępie ogłasza się scenarzystą i reżyserem. Ta "samowolka" ma rzeczywiste przełożenie na percepcję czytającego. Płyniemy nie od rozdziału do rozdziału, a od sceny do sceny, od kadru do kadru.

Akcja powieści toczy się w Hollywood w latach czterdziestych ubiegłego wieku i nie sposób oprzeć się sile tej filmowej lokalizacji. Bohaterem z pierwszego planu jest, znany skądinąd, Clark Gable... prywatny detektyw w sprawach małżeńskich. Swego czasu był u progu kariery aktorskiej, nie sprawdził się jednak w emotykach, filmach wykorzystujących nową technologię – tak zwane pole Bechmeira –  przekazującą emocje wprost do umysłów oczarowanej widowni. Jednak to nie na świat zblazowanych gwiazd ani na brudne sekrety niewiernych małżonków autor kieruje oko kamery; kluczowym ogniwem łączącym wszystkie postacie tej produkcji z gatunku czarnego kina jest Thrasis, słowo-zagadka, którego lepiej nie znać. Próba zamachu na życie Clarka Gable'a, wynajętego przez – bez wątpienia piękną i bogatą – damę, utwierdza detektywa w przekonaniu, że (zlecone) podszycie się pod jej męża to nie tyle grząski grunt, co wierzchołek zdradliwej góry lodowej...

MacLeod po mistrzowsku buduje napięcie, rozpisując historię na krótkie, dynamiczne epizody, nie szarżuje akcją, idealnie dawkuje poszczególne etapy nieformalnego śledztwa i jego fragmentaryczne rozwiązania. Podobieństwa klimatu powieści do prozy Raymonda Chandlera są uderzające. I tak jak autorowi kryminałów udało się zmienić słoneczne Los Angeles w miejsce mroczne i odpychające, tak MacLeod idzie tym samym tropem, tworząc nową jakość w szeroko rozumianej fantastyce. Niezwykle plastyczny język krótkich zdań i dialogi bez zbędnych dywagacji i ozdobników sprawiają, że mknie się przez tekst z prędkością taśmy filmowej. Dodatkowym atutem jest spora dawka czarnego humoru, który nie zakłóca ogólnego klimatu powieści. MacLeod postacią domorosłego detektywa bez licencji, wplątanego w tryby bezlitosnej machiny polityczno-biznesowej, stawia niezbyt optymistyczną diagnozę na przyszłość. Nie jest jednak ponurym wizjonerem, raczej realistą bez złudzeń co do natury ludzkiej. I podobny wydźwięk mają też opowiadania będące pierwszą częścią tego tomu. Nad całością unosi się wszechobecny duch manipulacji, władzy i Historii rozumianej jako potężna – ale nie bezosobowa –  siła, na którą mamy tylko pozorny wpływ.

Utwór Wyspy lata ma punkt styczny z powieścią Obudź się i śnij główniew postaci paramilitarnej organizacji partyjnej budzącej jednoznaczne skojarzenia z NSDAP, ale też na poziomie konfliktu jednostka-zbiorowość; fabuła zdaje się być jedynie pretekstem w tych opowiadaniach. To samo poczucie bezsilności, przemijania, iluzorycznej wolności wyboru. Niezależnie od miejsca i czasu akcji – odległych planet, dalekiej przyszłości czy swojskiej ziemskiej historii –  dominuje przeświadczenie o wartości życia ad omnes, abstrahując od wpływów zewnętrznych. Liczy się egzystencja w zgodzie z samym sobą. Brzmi to jak tani frazes, psychologiczny haczyk dla zagubionych kobiet, ale teksty MacLeoda mają się nijak do popularnej literatury pseudopsychologicznej choćby z tego względu, że nie oferują pocieszycielskiej hochsztaplerki.

Główną rolę w tych lirycznych opowiadaniach zajmują postacie kobiece, nawet jeśli jest to drugi plan (wyjątkiem są, wspomniane już, Wyspy lata, gdzie męski romans homoseksualny z powodzeniem mógłby rozgrywać się w faszystowskich Niemczech). Tytułowe opowiadanie – Tchorost –  jest wariacją na temat powołania i procesu dojrzewania do ostatecznej decyzji, a poprzez element religii i fascynacji na linii kobieta-kobieta łączy się wymownie z utworem Isabel od jesieni. Oba teksty kreują wizję wewnętrznego mikrokosmosu ludzi związanych z instytucją kościelną, choć każdy z nich wykorzystuje do tego celu inną optykę. Gołoledź to z kolei przebudzenie ze wspólnej fantazji, rodzinna psychodrama na odległej planecie; jest to też jedno z najbardziej niejednoznacznych opowiadań w zbiorze, oferujące szerokie spektrum interpretacyjne.

Podsycając zainteresowanie, warto wspomnieć o Fatalnej laluni, w którym angielska femme fatale uwalnia swym zabójczym urokiem bohaterskiego lotnika od koszmaru wiedzy o przyszłości. Ratunek ten, podobnie jak rozwiązania fabularne w pozostałych opowiadaniach, ma gorzki posmak, ale dolce vita nie interesuje MacLeoda. Od tego są inni.

Obudź się i śnij /Tchorosty i inne wy-tchnienia

Autor: Ian R. MacLeod
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Wydawnictwo: Mag
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 2/2015
Seria wydawnicza: Uczta Wyobraźni
Liczba stron: 688
Format: 140 x 210 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 9788374805315
Wydanie: I
Cena z okładki: 55,00 zł


blog comments powered by Disqus