Pomiędzy marzeniem a ułudą – recenzja książki "Piotruś Pan i Wendy"

Autor: Tomasz Nowak
Korekta: Alicja "cichutko" Laskowska
30 listopada 2011

Czy kolejna edycja liczącej już ponad sto lat, klasycznej opowieści o powszechnie znanym bohaterze, której przynajmniej kilka rozmaitych wydań znajduje się w ciągłej sprzedaży, może jeszcze czymś zaskoczyć? Otóż może, bowiem jej treść mocno odstaje od współczesnych bajek. A gdyby do tego jeszcze odpowiednio ją „ubrać”…

Pierwszą rzeczą, jaka zwraca uwagę w książce opublikowanej przez wydawnictwo Buchmann, jest niestandardowy format oraz wyróżniająca się oprawa graficzna. Ta zaś, autorstwa Roberta Ingpena, to sztuka sama w sobie. Wykonane dwoma technikami, wysmakowane obrazy raz stanowią bezpośrednią ilustrację tekstu, a kiedy indziej prezentują jakby inspirowane nim szkice. Przeplatając się z historią stworzoną przez Barriego, za sprawą swego onirycznego klimatu, nienachalnie podsuwają wizję rozmaitych elementów opowieści, która zdaje się odkrywać w ten sposób kolejne, nowe oblicze.

Do tego dodać trzeba drugi składnik, coraz częściej doceniany (na szczęście) i wcale nie mniej ważny, a mianowicie szatę edytorską: książka jest tak ładna, wręcz przyjemna w dotyku, że miło bierze się ją do ręki, a wówczas… Oj, wielkie będzie zaskoczenie tych, którzy po „wygładzonych” w późniejszych latach wersjach, zechcą spotkać się Prawdziwym Piotrusiem Panem – beztroskim, wesołym, ale i bezdusznym!

Powieść ta to bowiem historia niejednoznaczna, jasno mówiąca o dziecięcych pragnieniach, ale też ukazująca z całą jaskrawością ich niedojrzałą naturę. Barrie bardzo łagodnie rozprawia się z młodzieńczymi zachowaniami, których wspomnianą już bezduszność obnażyć będzie miał odwagę – i to dopiero pół wieku później – William Golding we „Władcy much”.

Uwagę w tej edycji „Piotrusia Pana” zwraca także rozbuchany przekład. Niekiedy chciałoby się rzec: „Za mocno!” Lecz czy w przypadku takiej książki to aby na pewno zarzut? Czy kiedy tłumacz próbuje ułatwić młodym czytelnikom podróż do Nibylandii, łamiąc przy tym nawet pewne tabu (np. przerabiając Jolly Rogera na Wesołego Rogera), nie czyni słusznie? Czy opracowanie Michała Rusinka nie pozwala płynnie przejść, a właściwie przeniknąć, przez niezwykłe przygody „chłopca, który nie chce dorosnąć”? To już niech ocenią czytelnicy – najlepiej właśnie ci młodzi.

„Piotruś Pan i Wendy” to znakomita, słodko-gorzka lektura o kruchej granicy, której przejście jest nieuniknione, ale za którą po cichu chętnie wracają także dorośli. Bo jakże byłoby smutno, nie mieć swojej Nibylandii!

Piotruś Pan #5 - Piotruś Pan i Wendy

Autor: J. M. Barrie
Tłumaczenie: Michał Rusinek
Ilustrator: Joanna Rusinek
Wydawnictwo: Znak
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 8/2006
Tytuł oryginalny: Peter and Wendy
Rok wydania oryginału: 1909
Liczba stron: 230
Format: 140x220 mm
Oprawa: twarda
ISBN: 83-240-0716-4
Cena z okładki: 29 zł



blog comments powered by Disqus