J.R.R. Tolkien oraz Christopher Tolkien "Beowulf. Przekład i komentarz oraz Sellic Spell" - recenzja książki


Uczta dla pasjonata

Wydany niedawno przez Prószyńskiego Beowulf jest naprawdę cudowny, ale muszę Was ostrzec – to trochę książka-pułapka. Na wszystkich listach bestsellerów fantastycznych w dużych księgarniach znajduje się zwykle dość wysoko, nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że to raczej kwestia marketingu, nazwiska na okładce oraz magii tytułu. W końcu legendarny Beowulf ze słyszenia (i z filmu) znany jest każdemu fanowi fantastyki w Polsce. Tą książką niektórzy jednak mogą się srodze rozczarować. Zanim wyjaśnię dlaczego, muszę przywołać drobinki historycznoliterackich informacji.

Zarówno Beowulfa, jak Iliadę, Kalevalę, Gilgamesza czy egzotyczne dla nas Ramajanę i Sundżatę łączy jedna wspólna cecha: są eposami. Ich inna nazwa to "poemat heroiczny" – co wyraźnie wskazuje na jego formalne cechy. Eposy wyrosły z pieśni, śpiewanych lub melorecytowanych przez wędrownych pieśniarzy. Oznacza to więc, że nawet spisany, utwór taki najczęściej zachowywał rytmiczność, był podzielony na wersy, często również rymowany. Dodatkowo, niezależnie od szerokości geograficznej, zawierał pewne stałe elementy, jak na przykład przywołanie na początku rodowodu bohatera (lub władcy, dla którego powstawał) czy dość długie, barwne przemowy postaci. Z tego powodu bardziej przypomina znaną Wam z lekcji polskiego Pieśń o Rolandzie (o ile przyszło Wam ją czytać w wersji nieprozatorskiej) niż powieść.

Beowulf, którego w pięknym wydaniu oddaje nam Prószyński, wiernie trzyma się tradycji. Książka podzielona została na osiem części, z których każdą należy przeczytać, by zrozumieć sens wydania tej pozycji. Sam poemat zajmuje jedynie 160 stron – pozostałe 340 to komentarz, wyjaśnienia, wstęp, inne utwory (wspomniany na okładce Sellic Spell oraz niedługa Pieśń o Beowulfie). I dlatego mam wrażenie, że ta książka to trochę pułapka na czytelnika – jakkolwiek sama uwielbiam taplać się w teorii literatury czy tekstach historycznoliterackich, tak nie każdego z odbiorców podejrzewam o podobne zamiłowania.

Zacznijmy od tekstów redaktorskich. Christopher Tolkien, syn autora Władcy Pierścieni, przybliża nam pokrótce historię przekładu Beowulfa – w jaki sposób jego ojciec pracował nad tekstem, jak również tekstologicznie przygotował do wydania. Ostrzega też, na co zwrócić uwagę podczas lektury. Zamyka to w Przedmowie oraz Wprowadzeniu do przekładu – na nieco ponad 20 stronach. Po poemacie otrzymujemy przypisy, wprowadzenie do komentarza – łącznie kilkanaście stron. W tych częściach najpierw redaktor Christopher tłumaczy kolejne historie opracowania, informuje o wprowadzanych zmianach i o tym, jakie zapisy i znaki zostały zastosowane w różnych częściach tekstu. Wbrew pozorom bardzo się to potem w lekturze przydaje – łatwiej połapać się w gąszczu komentarzy, przypisów, cytatów.

Następna część książki to Komentarz towarzyszący przekładowi, mający już stron niemal 200; wyszedł jeszcze spod ręki J.R.R. Tolkiena. To obszerny zapis ciężkiej, filologicznej pracy profesora literatury. Tłumaczy w nim, dlaczego podjął takie, a nie inne wybory konkretnych słów, często nakreśla również szerzej kontekst kulturalny – staroangielski oczywiście. Należy jednak pamiętać, że ogromna część wyjaśnień Tolkiena to czysto filologiczne objaśnienia, dotyczące często form gramatycznych, zaimków, ich formy historycznej. Czyta się to wbrew pozorom świetnie – nie zdziwię się jednak, jeśli wielu z czytelników znudzi się już po kilku stronach. Nie można jednak nie wspomnieć o drobnym potknięciu wydawcy – nie wyróżnił dodatkowo przypisów tłumacza i redaktora do tekstu. Przydałoby się podkreślenie, oddzielające tę stopkę od gąszczu przypisów, cytatów i uwag Tolkiena.

Trzy zawarte w książce utwory warte są samodzielnego omówienia. Danie główne – czyli Beowulf – zaserwowano w najlepszej możliwej formie. Na parzystych stronach mamy oryginalne tłumaczenie Tolkiena po angielsku, na nieparzystych – tekst polski. Wszystko z zachowaną numeracją wersów. Widać dzięki temu wyraźne różnice w długości poszczególnych fragmentów po polsku i angielsku, a w momentach, gdy tekst jest dla nas niezrozumiały, możemy porównać go z wersją Tolkiena. Tu na chwilę należy zwrócić uwagę na samo tłumaczenie. Przede wszystkim praca obu tłumaczek godna jest pochwały – podejrzewam, że mogło to być najtrudniejsze zadanie w ich karierze: przekład ze stylizowanego na archaiczny angielskiego (ale nie ze staroangielskiego!) na archaizowany polski. Chylę czoła i podziwiam, jakkolwiek nie mogłam nie zauważyć, że w kilku miejscach wkradły się niejasności, a czasami zdania okazują się niezrozumiałe. Dlatego znajomość angielskiego jest tu dla czytelnika niezwykle pomocna – porównując problematyczny fragment z wersją anglojęzyczną, można bez problemu zorientować się, o co chodzi. Czujcie się więc ostrzeżeni.

Jako mały bonus na poniższym wideo zobaczycie, z czym mierzył się sam Tolkien – ta wersja angielskiego jest dla nas równie nie do poznania, jak nieliczne próby nagrania wypowiedzi w języku staropolskim (czy prasłowiańskim).

Sam poemat może również Was zaskoczyć. Jeśli wcześniej nie orientowaliście się, o czym jest Beowulf, mając za pomoc jedynie nikłe wspomnienie filmu z 2007 roku, zdziwicie się. Mimo że tekst jest najstarszym zabytkiem literatury (i kultury piśmienniczej) Wysp Brytyjskich, pochodzi zapewne z VII wieku (spisano go dopiero około roku 1000), jeszcze sprzed najazdu Normanów, to bohater jest Gaetem – członkiem plemienia zamieszkującego… Szwecję! Sama akcja zaś dzieje się w większości w Danii. Dodatkowe zamieszanie wprowadzają kwestie religijne. Doskonale wiemy, że poemat odnosił się oryginalnie raczej do wierzeń pierwotnych ówczesnych mieszkańców Brytanii i Skandynawii, co widać chociażby w opisywanych pogrzebach królów, których płonące łodzie wypuszczano na pełne morze. Spisany jednak został przez mnicha (lub mnichów), przez co włączony został do niego wątek chrześcijański: bohaterowie ciągle powołują się na Boga, wspominają diabła i wzywają świętą panienkę. Wyraźnie widać, że fragmenty te nie pasują do całości i wręcz rażą jako nieścisłość, dolepek jak na gumę do żucia.

Sellic Spell to krótki poemat, w książce przedrukowany w formie prozy, który Tolkien Senior uznał za alternatywną wersję znanego, kanonicznego poematu. Nieco inaczej opowiada on walkę z Grendelem i historię samego Beowulfa przed przybyciem na ziemie króla Hrodgara. W formie, w jakiej go otrzymujemy, przypomina raczej typową baśń o trzech braciach, którą czytaliśmy w dzieciństwie. Christopher Tolkien dołączył jednak do niego wersję wcześniejszą, odrzuconą przez ojca, oraz zajmujący nieco ponad 5 stron tekst staroangielski (który dostajemy już bez polskiego tłumaczenia, za to z komentarzem). Jest to świetny smaczek dla zainteresowanych! Doskonale również obrazuje problemy z doborem podstawy wydania (czyli wersji tekstu, którą ostatecznie wybiera się do druku).

Na końcu znajdziemy poprzedzoną jedynie krótkim wstępem Pieśń o Beowulfie, ponownie w zapisie polskim i angielskim na sąsiadujących stronach. Jest to raczej ciekawostka, pokazanie literackiej zabawy i jednego z etapów pracy nad właściwym poematem niż samodzielny tekst – redaktor dołączył go niejako w prezencie czytelnikom. Starszy Tolkien nie wykorzystał go w pracy nad samym poematem, jakkolwiek też jest autorem przekładu (i zapisu).

Co wynika z powyższego? Wydany przez Prószyńskiego Beowulf – tu wspomnę jedynie, że jest czwartą w tolkienowskiej serii książką historycznoliteracką, po Listach, Upadku króla Artura oraz Legendzie o Sigurdzie i Gudrun – to kawał świetnej pracy redaktorskiej (zarówno Christophera Tolkiena, jak i polskich redaktorów i tłumaczy). Daje także interesujący wgląd w jeden z najważniejszych dla historii literatury tekstów świata. Podany został stosunkowo prostym jak na tego typu publikację językiem, uzupełniony o istotne kulturowo kwestie. Jest przepyszny i jeśli czegoś mi w nim brakowało, to drobnej chociażby wzmianki o teoriach Proppa, Eliadego czy Campbella. Jednocześnie doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że wielu czytelników może poczuć się oszukanych przez tę książkę – jeśli kupowali ją, spodziewając się fantastycznej opowieści o bohaterach i potworach, czy książki na wzór Świata króla Artura Sapkowskiego. To pozycja dla złaknionych fachowej wiedzy, mających już doświadczenie z akademickimi tekstami odbiorców. Godna ze wszech miar polecenia – ale z ostrzeżeniem, że niewprawieni muszą się przygotować na spory wysiłek.

Beowulf. Przekład i komentarz oraz Sellic Spell

Redakcja: Christopher Tolkien
Autor: J.R.R. Tolkien
Tłumaczenie: Katarzyna Staniewska, Agnieszka Sylwanowicz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wydanie polskie: 11/2015
Tytuł oryginalny: Beowulf: A Translation and Commentary
Rok wydania oryginału: 2014
Liczba stron: 476
Format: 145x205 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 9788380691674
Wydanie: I
Cena z okładki: 54,00 zł



blog comments powered by Disqus