Recenzja książki "Przenajświętsza Rzeczpospolita"

Autor: Bool
23 maja 2006

Ta książka narobi szumu, krzyku, zamieszania. Wywoła wypieki i grymasy. Jedni będą się oburzać, inni zaś zacierać ręce z uciechy. Zapewne nikt nie przejdzie obojętnie. Kto wie, może nawet najnowsza powieść Piekary trafi na cenzurowane. Niby nie mamy w Polsce cenzury, ale każdy widzi, jak to ostatnio wygląda w praktyce. 

Weźmy naszą polską rzeczywistość, aproksymujmy nieco w przyszłość, stwórzmy kilka wariantów i wybierzmy najgorszy z nich. Co otrzymamy? Odpowiedź znaleźć można właśnie w Przenajświętszej Rzeczypospolitej. Mamy tu kraj splugawiony do cna, zdewastowany, rozkradziony, rządzony i kontrolowany przez religijnych fanatyków oraz świnie, które widzą tylko własne koryto i szukają sposobów, by nachapać się kosztem umęczonej ojczyzny. 

Ktoś może zakrzyknie: "Ależ tak właśnie teraz jest!" Spokojnie, jeszcze nie jest aż tak źle. Nie mamy obozów resocjalizacyjnych czy też obszarów wydzielonych, nie mamy poważnego skażenia ani tak wyraźnego podziału na lepszą i gorszą część społeczeństwa. Nie mamy również duchowieństwa, które z całą surowością karze lud w imię Boga, choć w Niego wcale nie wierzy, wręcz śmieje Mu się w twarz. Nie mamy systemu powszechnej inwigilacji, ostrzejszej niż za komuny, a nasz kraj nie przypomina jeszcze bezlitosnego państwa kościelno-policyjnego. 

Polska i Polacy są, póki co, daleko od stanu upodlenia, jaki wyrysował Jacek Piekara. Pytanie tylko, jak daleko? Ile czasu i trudu "życzliwych" trzeba, bo do takiego poziomu upaść? Jednocześnie jak wielki musi być wysiłek, by temu zapobiec? Autor zdaje się sugerować, że jego zatrważająca wizja jest całkiem prawdopodobna, wszak oparł ją na dzisiejszych realiach i założeniu, że pewne siły, wbrew pozorom nieprzyjazne naszemu narodowi, połączą się, podetną Polsce nogi i strącą ją na samo dno. Naturalnie sprawcy odniosą z tego wielkie korzyści i w myśl zasady "ręka rękę myje", rozepną sobie nawzajem parasole. Nie zostaną więc ukarani, wprost przeciwnie, to oni zasiądą u steru i będą wysysać z rodaków i ojczyzny ostatnie krople krwi. A niech tylko ktoś spróbuje zaprotestować! Wkrótce znajdzie się w obozie na Śląsku, jeśli naturalnie będzie mieć tyle szczęścia, że nie zatłuką go od razu. W cudownie katolickiej Polsce nie ma miejsca ani dla "wichrzycieli", ani też dla wierzących inaczej niż nakazuje instytucja kościoła. 

Zatrważające w tej książce jest to, że właściwie żadne z obrzydliwości, jakie prezentuje autor, nie są nam tak całkiem obce, a niektóre z nich wręcz bardzo dobrze znane. Przede wszystkim politycy - zastanówmy się, ilu z nich kieruje się dobrem narodu, ilu jest uczciwych. Chyba pochowali się oni w mysich norkach, a do władzy dochodzą ci, którzy potrafią znakomicie mamić i dbać o samych siebie. Przyjrzyjmy się, jak wielu z nich nadużywa kompetencji, oszukuje i okrada społeczeństwo (swoich wyborców!), posłuchajmy o aferach i nie łudźmy się, że tam na górze rządzi coś innego niż znajomości i pieniądze. W Przenajświętszej Rzeczypospolitej dochodzi do tego jeszcze seks, od którego nie stroni nawet prymas. 

Jeśli chodzi o wspomnianą inwigilację, wielu czytelników pamięta doskonale, jak wyglądało nasze państwo przed dwudziestu czy trzydziesty laty: cenzura, donosy, aresztowania. Ale u Piekary jest jeszcze gorzej. Posłuszeństwo obywateli zapewniane jest przez ogólnie panujący strach przed podpadnięciem kościołowi, które zwykle kończy się zesłaniem do obozu. Podpaść oczywiście można za byle co, nawet za nic, na każdego przecież znajdzie się paragraf. A kary są surowe. Słowem, elementy rzeczywistości wprost z radzieckiego "teatru absurdu", znanego chociażby z kart "Innego świata" Grudzińskiego. 

Powieść Piekary ma kilku bohaterów. Są to poseł i senator, czyli dwie niezłe szuje, następnie niedawno awansowany, ambitny urzędniczyna przykościelny, nie lepszy niż tamci dwaj. Ponadto prymas-ateista, pechowy poeta oraz nawrócony naczelny grafoman systemu. Kto z nich okaże się posiadać resztki patriotyzmu i moralności, dwóch cech jakże niemodnych w opisywanym świecie? Jak skończy się dla Polski odkrycie drogocennych złóż, czy znów zostanie rozkradziona, zgwałcona przez swych własnych synów i sąsiadów, czy może tym razem uda jej się wykorzystać swą szansę? Dowie się ten, kto zechce przeczytać, ale po takiej zachęcie chcieć powinien chyba każdy, może oprócz osób, które swym postępowaniem przypominają postaci z tej książki. Naprawdę mocna lektura, absolutnie polecam.

Przenajświętsza Rzeczpospolita

Autor: Jacek Piekara
Okładka: Andrzej Łaski
Wydawnictwo: Red Horse
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 5/2006
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-60504-02-4
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł


blog comments powered by Disqus