Postmodernistyczny bigos

Autor: Mirosław Skrzydło
7 października 2008

Gdzieś na antypodach absurdu znajduje się alternatywna rzeczywistość, wypełniona dziwacznymi postaciami, chociażby hipopotamem grającym na perkusji czy Smerfem Harmoniuszem wygrywającym ostre riffy na gitarze elektrycznej. Tym niepojętym miejscem, istnym surrealistycznym młynem, jest Poznań.

„Błędy” Jakuba Małeckiego składają się z czterech połączonych ze sobą części. Pierwsza część, „Opętania”, jest zbudowana z pięciu nierównych opowiadań. Kolejne to nieprawdopodobne przygody Iksa i spółki oraz ich potyczki z demonami niejakiego Dziadka. Najlepsze wrażenie sprawiają opowiadania „Papaver Somnifer” oraz „Dłonie”.

W „Papaver Somnifer nie brakuje surrealistycznej orkiestry i innych cudów. Fabuła jest przemyślana, a krótka historia wciągająca i klimatyczna. Łukasz Mamrocki, zaintrygowany śmiercią pary meneli, kupuje słodkie pomarańcze od chytrego cygana. Po zjedzeniu wyśmienitych owoców Łukasz wpada w wyniszczający jego ciało i umysł nałóg. Łapczywie pożerane pomarańcze tworzą coraz bardziej dziwaczne halucynacje. Lawinowo rosnąca cena owoców doprowadza do spodziewanej od samego początku tragedii.

„Dłonie” opowiadają o młodym wielbicielu okultyzmu, który na aukcji internetowej kupuje od tajemniczego „beliara123” zdjęcie prezentujące opętanego chłopaka. Gdy miłośnik czarnej magii w końcu dostaje ostatni fragment fotografii, zaczynają dziać się krwawe i brutalne rzeczy. Szczególnie udanie zaprezentowane są makabryczne wizje bohatera, które potwierdzają dobry warsztat literacki autora i jego obeznanie z literaturą grozy, czego jednak nie można powiedzieć o innych, kompletnie nieudanych pomysłach.

Kolejne części (tytułowe „Błędy”, „Beliar” oraz „Rydwan Boga”), ściśle łączące się z pięcioma wcześniejszymi opowieściami, zwłaszcza w aspekcie magicznych stworzeń, nie są już tak interesujące i mroczne. Brak tutaj dobrze nakreślonej fabuły i niepokojącego klimatu.

W „Błędach” pojawia się wiele miejsc rzeczywistych, chociażby rynek Wildecki czy Budomel (niedokończony hotel w Poznaniu). Obiekty te skażone są złem i potępieniem, a wszyscy normalni mieszkańcy, którzy się tam zapuszczają, kończą w okrutny sposób. Trzeba przyznać, że Jakub Małecki bardzo przyłożył się do stworzenia odpowiedniej aury tajemniczości i panicznego lęku, związanego z tymi piekielnymi miejscami. Czytelnik nieobeznany z Poznaniem zapragnie natychmiast udać się do tego ponurego i przeklętego (jak usilnie stara się nas autor przekonać) miasta albo przynajmniej znaleźć pierwszą lepszą opuszczoną budowlę i spędzić tam choć chwilę.

„Błędy” oferują nam nijakich, jednowymiarowych bohaterów, spędzających wolny czas na piciu, paleniu trawki, braniu odżywek zwiększających masę mięśniową, gadaniu głupot i bezsensownym snuciu się z miejsca A do miejsca B. Główne postacie „Błędów”, Iks, Bambus i Lewy, jak również Kamil z opowiadania „Jestem królem niczego” oraz Łukasz z „Papaver Somnifer” i pozostali młodzi zatraceńcy niczym się od siebie nie różnią. Pokazują wyłącznie, jak funkcjonuje obecna młodzież. Autor wzbogacił życie tych straceńców wyraźnie dostrzegalnym pierwiastkiem magicznym (m.in. wzorowany na Lucyferze Dziadek i jego mroczna świta).

Ponadto można odnieść wrażenie, że Jakub Małecki na siłę stworzył kilka różnych postaci fantastycznych, wymieszał je i chaotycznie porozrzucał po całej książce. Jednak zapomniał o wartkiej fabule, a i same postaci nie są zbytnio interesujące. Do panteonu zaprezentowanych przez autora magicznych stworzeń trzeba jeszcze dodać anioła Nebro, któremu poświęcone jest opowiadanie „Opowiedz mi swoje życie”, oraz pojawiającego się pod koniec książki samego Boga. Nie sądzę, by połączenie Boga ze Smerfem Harmoniuszem czy pluszowym misiem Yogi komukolwiek przypadło do gustu. Jeśli natomiast chodzi o tworzenie surrealistycznych kreatur (jak żyjący bez wody karp-poeta czy żyrafa nosząca w ustach swe kopyta), to w niczym nie dorównują postaciom wykreowanym chociażby przez Clive’a Barkera w jego świetnej serii „Abarat”. Dziwadła Małeckiego pasują do opowieści grozy, którą „Błędy” ponoć są, jak słoń do baletu. Zamiast wywoływać strach, wprawiają w osłupienie i budzą irytację, a ich nieustające pojawianie się śmiertelnie nudzi.

„Błędy” Jakuba Małeckiego są takim niezbyt udanym bigosem, który przez wrzucenie za wielu składników i za ostre doprawienie jest potrawą ciężkostrawną i zwyczajnie w świecie niesmaczną.

Błędy

Autor: Jakub Małecki
Wydawnictwo: Red Horse
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 5/2008
Liczba stron: 304
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60504-55-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 24,90 zł


blog comments powered by Disqus