"Przebudzenie Lewiatana. Część 1" - recenzja książki


 
Odlot w kosmos – dosłownie i w przenośni
 
James S.A. Corey to pseudonim literacki, pod którym ukrywa się dwóch twórców: Daniel Abraham oraz Ty Franck. Ten pierwszy znany jest jako autor fantasy (w Polsce ukazała się między innymi jego Smocza Droga), drugiego niektórzy mogą kojarzyć jako asystenta George’a R.R. Martina. Obaj panowie postanowili połączyć siły i stworzyć coś zupełnie innego niż to, co publikowali dotychczas. W taki oto sposób powstało Przebudzenie Lewiatana – napisany w stylu dobrej hard sci-fi pierwszy tom cyklu Ekspansja. O tym, jaki jest ostateczny efekt tych starań, niech świadczy chociażby fakt, że dzieło pisarskiego duetu zostało nominowane do prestiżowej nagrody Hugo w kategorii "najlepsza powieść 2011 roku".
 
Jak przystało na historię traktującą o podróżach międzyplanetarnych, akcja toczy się w czasach, gdy ludzkość odkryła już napęd termojądrowy – od nazwiska wynalazcy zwany napędem Epsteina – pozwalający na szybkie i (prawie) bezbolesne pokonywanie olbrzymich odległości. Zdołaliśmy już dotrzeć do krańców Układu Słonecznego, niemniej gwiazdy wciąż pozostają poza naszym zasięgiem. Ludzka rasa zamieszkuje teraz nie tylko Ziemię, ale także Marsa oraz Pas Planetoid. Mieszkańców tych ciał niebieskich dzieli jednak coś więcej niż wielka przestrzeń. Z racji zmniejszonej grawitacji Pasiarze przewyższają wzrostem Ziemian i Marsjan, ale różnica w wyglądzie to mały problem w porównaniu do innych konfliktogennych czynników: odmienność kulturowa oraz typowa dla naszego gatunku tendencja do izolacjonizmu sprawiają, że w tym kosmicznym tyglu zaczyna wrzeć. 
 
Książka rozpoczyna się tajemniczą sceną, w której poznajemy Julie Mao. Ta młoda osóbka mignie nam przed oczyma dosłownie na chwilkę, ale losy dziewczyny oraz statku Scopuli, którym podróżowała, staną się motorem napędowym całej powieści. W tym samym czasie transporter Canterbury spokojnie wykonuje rutynowy kurs, holując bryły lodu z pierścieni Saturna na Pas Planetoid. Niespodziewanie otrzymuje sygnał SOS wysłany ze Scopulego – wezwany frachtowiec chcąc nie chcąc musi się tam udać, gdyż nieudzielenie pomocy w kosmosie oznacza pewną śmierć dla poszkodowanego, co wiąże się także z poważnymi sankcjami. I wtedy wydarza się coś zupełnie nieoczekiwanego: obsługa holownika odnajduje na pokładzie uszkodzonego okrętu element wyposażenia Marsjańskiej Floty Wojennej (który nie miał prawa tam się znaleźć), po załodze nie ma ani śladu i nie wiadomo, kto w ogóle wezwał pomoc, a macierzysty statek ratowników zostaje wysadzony w powietrze przez zamaskowane jednostki. Komuś ewidentnie zależy na tym, aby sekret Scopulego nie ujrzał światła dziennego. Holden przejmuje więc dowództwo nad pozostałymi przy życiu ludźmi i wysyła w eter informację o ataku na pasiarski transportowiec oraz o urządzeniu należącym do Marsa. W ten sposób, nie zdając sobie sprawy z wagi swoich słów, przyczynia się do tego, że zaogniona sytuacja między planetami wewnętrznymi i Pasem przeradza się w otwarty konflikt. Jednocześnie na Ceres detektyw Miller przyjmuje od przełożonych dodatkowe zlecenie: ma odnaleźć i oddać w ręce rodziny Julie Mao, córkę bogatych przedsiębiorców. Dziewczyna jednak jakby wyparowała, a za prostym z pozoru zadaniem kryje się wielka tajemnica.
 
Historię poznajemy z dwóch punktów widzenia – Jima Holdena, z początku pierwszego oficera holownika Canterbury, potem zaś przymusowego kapitana szalupy ratunkowej Knight, oraz Joego Millera, detektywa w służbie Star Helix Security, korporacji strzegącej prawa na Ceres. Obaj protagoniści stanowią dla siebie skrajne przeciwieństwo. Holden jest praworządnym i naiwnym romantykiem, wierzącym w ideały społeczeństwa transparentnego, w którym nie ma miejsca na fałsz. Miller natomiast jest cynikiem, pełnym zgorzknienia i swoistego fatalizmu człowiekiem po przejściach, uważającym, że nie każdemu należy mówić prawdę. Obydwaj pod tym względem jednocześnie mają rację i się mylą, a ich postawy i spostrzeżenia bardzo dynamizują fabułę. 
 
Narracja poprowadzona z dwóch perspektyw ma niewątpliwe zalety. Obie – podobnie jak główni bohaterowie – są zupełnie różne, a mimo to nie mogą nie przypaść do gustu. Losy Holdena to pełna pościgów i wybuchów space opera, niedająca ani chwili na zaczerpnięcie oddechu. Wydarzenia związane z Millerem nie są aż tak dynamiczne. Sposób przedstawienia prowadzonego przez niego śledztwa przywodzi na myśl konwencję kryminału noir, przez co wydawać by się mogło, że ta część powieści w porównaniu do historii załogi Canta nie porywa tak bardzo. Nie jest to jednak prawda – w obu przypadkach intryga goni intrygę, zwrotów akcji jest co niemiara i w żadnym razie nie ma miejsca na nudę. 
 
Na pochwałę zasługuje też wykreowany ze szczegółami świat, pierwotnie stworzony przez Tya Francka na potrzeby gry RGP. Uniwersum Ekspansji zapełnione jest przez pełnokrwiste postaci zrzeszone w gangach i wielkich korporacjach. Wszystkie te grupy toczą swoje prywatne wojenki – nie od dziś wiadomo, że ekonomia i polityka idą ze sobą w parze, jeśli chodzi o zdobywanie władzy. Nie ma bohaterów kryształowo czystych, co cieszy i dodaje powieści realizmu. Styl autora także nie powinien sprawiać większych problemów żadnemu czytelnikowi – nie jest ani zbytnio nafaszerowany terminami technicznymi, ani też zupełnie pozbawiony typowych dla science fiction smaczków językowych. I jak przystało na space operę – każdy statek kosmiczny ma swoją nazwę (do moich ulubionych należą Badass Motherfucker oraz Scipio Africanus).
 
Koniec końców, Przebudzenie Lewiatana ma tylko jedną, za to poważną wadę – Fabryka Słów podzieliła tom pierwszy na dwie części. W zasadzie podczas lektury nie sposób tego odczuć, bo ta partia książki kończy się cliffhangerem, do jakich wielu twórców zdążyło nas już przyzwyczaić. Nie trzeba jednak wiele zachodu, by odkryć, że amerykański oryginał jest dwa razy dłuższy. To haniebna praktyka ze strony wydawnictwa, niemniej dobrze, że dzięki niemu polski czytelnik ma w ogóle szansę zapoznać się z dziełem Coreya, bowiem trzeba przyznać, że słowa George’a R.R. Martina zamieszczone na początku książki: dawno już nie mieliśmy naprawdę wbijającej w fotel space opery okazują się niezwykle trafne.

Expanse #1 - Przebudzenie Lewiatana. Część 1

Autor: James S. A. Corey
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 2/2013
Tytuł oryginalny: Expanse: Leviathan Wakes
Rok wydania oryginału: 2011
Seria wydawnicza: Fantastyczna fabryka
Liczba stron: 358
Format: 125x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788375747287
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,90 zł


blog comments powered by Disqus