Kto częściej kłamie - dziennikarze czy politycy? - recenzja książki "W żywe oczy"

Autor: Kormak
22 sierpnia 2007

W dziennikarskim fachu presja na wyniki jest ogromna (gdzie zresztą nie jest?). Im ciekawszy artykuł, tym większa szansa na pojawienie się na pierwszej stronie, za czym idzie prestiż, uznanie pracodawcy i zazdrość kolegów. Stąd bierze się pokusa naginania faktów, koloryzowania, czasem wręcz bezczelnego kłamania i zmyślania całych artykułów - od początku do końca. Takie ekstremalne przypadki zdarzały się nawet w najbardziej renomowanych gazetach, żeby przywołać tylko Judith Miller i Jaysona Blaira z New York Timesa czy Stephena Glassa z The New Republic (o którym powstał świetny film Pierwsza strona) - zdemaskowanie kłamstw tego ostatniego w połowie lat 90. wywołało prawdziwy szok w środowisku dziennikarskim Stanów Zjednoczonych.

Dokładnie kimś takim jak Glass jest Tom Valle, główny bohater najnowszej powieści Jamesa Siegela. Do niedawna powszechnie chwalony autor porywających artykułów i wschodząca gwiazda swojego zawodu. Wszystko jednak wychodzi na jaw, staje się narodowym pośmiewiskiem i pariasem, zmuszonym pracować w podrzędnej gazecie w małym miasteczku na środku południowokalifornijskiej pustyni, gdzie Diabeł mówi dobranoc. Co gorsza, wszyscy na miejscu wiedzą o jego wyczynach (z szefem oraz szeryfem na czele), nie dając mu  zapomnieć o jego winie. Valle mieszka w małym mieszkanku, zarabia nędzne grosze, zabija czas pijąc w barze i grając w kręgle z innymi nieudacznikami. Kiedy tego nie robi, rozpamiętuje swoje nieudane małżeństwo i dzieciństwo spędzone z matką alkoholiczką. Pokuta jest więc ciężka, a najciekawsze tematy w Littleton, na jakie może liczyć, to otwarcie nowego centrum handlowego, setne urodziny rezydentki domu starców czy wypadek na autostradzie.

I właśnie te dwa ostatnie wydarzenia niespodziewanie naprowadzają naszego umęczonego bohatera na ślad większej historii. Valle mimo swoich wad pozostał dziennikarzem z krwi i kości, z miejsca nosem wyczuwając ciekawy temat. Niedaleko Littleton w 1954 roku przerwana tama zrównała z ziemią całe miasto - oficjalna wersja wydarzeń nie trzyma się kupy. Dziennikarz szybko odkrywa, że ta sama sprawa doprowadziła jego poprzednika w gazecie na skraj szaleństwa, a jego samego zaczyna ktoś śledzić. Na domiar złego nikt nie chce wierzyć patologicznemu kłamcy. Bo i czemu mieliby? Czy sam Valle może sobie samemu ufać, czy może cała historia jest tylko wytworem jego fantazji i objawem utraty poczytalności? Jeśli jest prawdziwa, to czemu jej elementy zawierają patenty żywcem wyjęte z jego wyssanych z palca artykułów?

W żywe oczy nie jest takim sobie zwyczajnym thrillerem o samotnym bohaterze odkrywającym wielki spisek. Z początku usypia nieco czytelnika powolnym tempem, podsyłając fałszywe tropy, co chwila zmieniając kierunek akcji. Siegel ma talent do znakomitych dialogów, błyskotliwych puent i kreowania mrożących krew w żyłach momentów, przez które boimy się przewrócić kartkę. Umiejętnie dawkuje niepokojące szczegóły, drobne zaburzenia sennej atmosfery, które umykają uwadze wszystkich mieszkańców, ale nie głównemu bohaterowi. Kto bowiem lepiej od rasowego kłamcy potrafi przedrzeć się przez zasłonę fałszu, którą rozpostarł ktoś inny?

Coraz bardziej paranoiczny świat, w którym żyje główny bohater tej książki, pochłania bez reszty. Czy możemy uwierzyć na słowo komuś, kto większą część życia nie mówił prawdy? Czy nie jest okrutnym żartem fakt, że kiedy właśnie natrafił on na zdumiewającą i przerażająca zarazem historię, nikt nie zamierza go wysłuchać? Tom Valle pod żadnym względem nie jest sympatycznym czy nawet specjalnie interesującym człowiekiem, ale to właśnie wszystkie wady charakteru i skłonność do gorzkiej autorefleksji czynią z niego tak interesująca postać, antybohatera wręcz. Bolesne wspomnienia z dzieciństwa oraz początków kłamstw w pracy pozwalają lepiej zrozumieć motywy jego obecnych działań oraz relacje z innymi ludźmi. Gdzieś w tle znajdziemy także rozliczenie z ponurą przeszłością Ameryki, tajemnicami sięgającymi czasów II wojny światowej i Zimnej Wojny. Aby nie psuć przyjemności czytania zdradzę tylko, że prawda czasem przebija nawet teorie spiskowe.

James Siegel uderza nie tylko w dziennikarzy, którzy zamiast opisywać rzeczywistość kreują ją według własnego uznania. Na jego celowniku znajduje się cała kultura Ameryki i społeczne przyzwolenie na kłamstwo. Ludzie chętnie wybaczą nawet największe oszustwa, jeśli winowajca pojawi się w telewizji i przeprosi, najlepiej ze łzami (nawet krokodylimi) w oczach. Dotyczy to nie tylko ludzi ze świata mediów, ale przede wszystkim także polityki. Nie wiem kto częściej kłamie, politycy czy dziennikarze albo kogo z nich z tego powodu dręczy sumienie. Główny bohater książki szuka sposobu na odkupienie swojej winy; mam jednak nieprzyjemne przeczucie, że takie zachowanie w prawdziwym świecie to rzadkość.



W żywe oczy

Autor: James Siegel
Wydawnictwo: Otwarte
Wydanie polskie: 3/2007
Liczba stron: 398
Format: 165 x 235 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7515-016-2
Cena z okładki: 29,00 zł


blog comments powered by Disqus