Wolność… ale jaka?

Autor: Tomasz Nowak
Korekta: Bool
5 maja 2009

Janusz Korwin-Mikke niektórych frapuje, innych śmieszy, jeszcze innych przyprawia o palpitacje serca. Ci pierwsi to zwykle ludzie myślący, drugim i tak nie zależy. Natomiast bezwzględnie najciekawsza jest grupa trzecia. To osoby zaliczane do tzw. elit i to o nich najczęściej Autor pisze, nie przebierając zresztą w słowach. Bo i po co? Kiedy ma się do czynienia z kimś godnym szacunku, trzeba odnosić się z szacunkiem, ale kiedy mowa o chamstwie najczystszej wody?

„Wolność do trzymania za mordę” to najcieńszy z trzech wydanych od razu zbiorów felietonów Korwin-Mikkego, pisanych dla „Angory”, „Dziennika Polskiego”, „Temi”. Podzielony na dwie części: Polska i Unia Europejska, pełen jest spisanych bezsensów, jakich w jednej i drugiej nie braknie. Autor ma więc na czym poużywać i używa do woli.

Ach, jakże ożywczo brzmi tekst, w którym z żelazną konsekwencją głupich nazywa głupimi, kombinatorów – kombinatorami, a złodziei – złodziejami! Wskazuje przy tym bezsensowność założeń społecznych czy politycznych, które, powtarzane od dekad, stały się dziś aksjomatami. Obnaża je bezlitośnie.

Pod ciężarem jego słów wiotczeją napuszone slogany o domaganiu się pracy (chcemy kasy, nie pracy!). Autor bije w rozrośniętą absurdalnie biurokrację i inwigilację, jaką prowadzi GUS, stosowaną w efekcie przeciw nam. Logicznemu (to najbardziej dla wielu nieznośne!) rozbiorowi poddaje aferę Stokłosy czy zatargi w Komisji Nadzoru Bankowego, o których huczało we wszystkich mediach, tylko konsekwencji wyciągnąć nie ma komu. Wskazuje na niepokojące przyczynki i potencjalne skutki manipulowania prawem, wbrew rzymskiej zasadzie lex retro non agit.

Jeszcze „weselej” zaczyna być, gdy dochodzimy do części poświęconej praktykom w UE… Tu również występują te same problemy: oderwanie tzw. władzy od rzeczywistości, zakłamanie historii, konflikty interesów, terror tzw. postępowców. To wszystko byłoby może niezmiernie zabawne, gdyby nie dotyczyło nas, naszej wolności i portfeli w coraz większym stopniu.

Owszem, mamy wolność, ale z jaką łatwością ją trwonimy? Przerażająca jest wizja, jaką pokazuje Autor: tempo komunizacji życia, i gospodarczego i politycznego; zmętnienie idei, myśli, prawa. Totalne bagno, w którym taplający się zarzucają Korwin-Mikkemu butę i arogancję, podejrzliwość, która nakazuje mu wietrzyć wszędzie spiski. Ale mało który z krytyków ma odwagę w wejść z nim w bezpośredni spór. Boją się. Lepiej kogoś opluć, ot, choćby w bezpiecznym Internecie. Na salonie po główce pogłaszczą, a i głupoty nie wytkną, bo sami z niej żyją. Smutne, ale prawdziwe.

Dlatego żywą myśl Korwin-Mikkego propagować trzeba i należy. I tylko jedno „ale” do tego wydania. Publikacja felietonów osadzonych w konkretnej rzeczywistości domaga się ich datowania. To niezbędne, aby zbiór nie umarł przedwcześnie, oderwany od faktów, do których nawiązuje. Trochę zatem szkoda, że tego zabrakło.

I jeszcze jedno. Felietony smakują dobrze, gdy się je dawkuje z umiarem, więc ich zbiór to z całą pewnością nie lektura na raz. W takiej formie może czytelnika znużyć, gdyż nie sposób uniknąć choćby powtórzeń, publikując na różnych łamach teksty na podobne tematy. Patrząc z drugiej strony, ciekawą myśl powtórzyć zawsze warto!

Wolność do trzymania za mordę

Autor: Janusz Korwin-Mikke
Wydawnictwo: Red Horse
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 7/2007
Liczba stron: 144
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60504-36-9
Wydanie: I
Cena z okładki: 21,95 zł



blog comments powered by Disqus